Dzisiaj odczułam, że zaczęły się wakacje. Wstałam wczesnym rankiem (10.00), wypiłam kawę na świeżym powietrzu, wyczyściłam basen, obierałam porzeczki... A po południu pojechaliśmy na zakupy. Cieszę się jak dziecko z tego, co kupiłam :)
Wszystkiego po trochu - stary plecak mi się rozlatuje, a potrzebny mi jeszcze na dwa lata studiów, no i na jakieś wycieczki. Buty, takie do turystyki (z moimi krzywymi nogami?? ciekawe, co z tego wyjdzie...). Nowe zapięcie do roweru. No i strój kąpielowy :) Planuję dość aktywny wypoczynek :)
Chociaż i tak muszę się zmotywować do wysiłku intelektualnego - planuję napisać artykuł oraz uczyć się do egzaminu licencjackiego...
Kiedy ludzie dowiadują się, jaki jest mój zawód, dziwnie na mnie patrzą... A bycie katechetką to coś wspaniałego! Sami się przekonajcie...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na bieżąco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na bieżąco. Pokaż wszystkie posty
środa, 1 lipca 2015
wtorek, 12 maja 2015
Bierzmowanie
Dziś ukoronowanie ciężkiej rocznej pracy - bierzmowanie trzech roczników moich uczniów - jakaś setka młodzieży... Wszystko się udało, a ja się w ogóle nie denerwowałam (przyzwyczajam się). Zresztą, ja lubię organizowanie takich uroczystości, o ile ks. mi się za bardzo nie wtrąca :) Dzisiaj też, właściwie bez żadnych zakłóceń, mimo niewielu prób wszyscy wiedzieli, kiedy wyjść, gdzie podejść itp. Nawet kwiatki dostałam:
niedziela, 19 kwietnia 2015
Weekendowe wycinanki
W zeszłym tygodniu byłam na warsztatach katechetycznych - robiliśmy pomoce dydaktyczne... Takie warsztaty odbyły się u nas siódmy raz, a ja strasznie żałuję, że dopiero teraz się zdecydowałam :) Robiliśmy bardzo fajne rzeczy - plansze, które się tak fajnie składa i przekłada... Tylko nie zdawałam sobie sprawy, że to taka ciężka praca :) Jak wyjeżdżałam w piątek z domu, to byłam obładowana brystolami, blokami, klejami i taśmami... Ale była niezła zabawa.
Kilka fotek:
Kilka fotek:
czwartek, 9 kwietnia 2015
Sezon rowerowy
... czas zacząć. Nie ma nic lepszego na smutki i troski, niż trochę wysiłku fizycznego na świeżym powietrzu. Dzisiaj pół dnia w szkole wyglądałam przez okno i sprawdzałam, czy gałęzie okolicznych drzew nie bujają się za bardzo... o 14:20 wpadłam do domu, zjadłam obiad i wypadłam - na rower. Wreszcie dzisiaj udało mi się przejechać spory kawałek - 18 km w ciągu 1 godz 10 min. To jeszcze trochę za mało i za wolno, niż bym chciała, ale jak na moje krzywe nogi bez kondycji to już całkiem nieźle. Było bardzo przyjemnie, a dzisiaj jeszcze jadę na basen :)
wtorek, 7 kwietnia 2015
Konflikt tragiczny...
.... to taka sytuacja, kiedy żadne rozwiązanie nie jest dobre... Właśnie w takiej chwili jestem... Niestety, mniejsza liczba godzin w gimnazjum sprawia, że są problemy z etatami, dla mnie i współpracującego księdza. To z kolei stawia w niezręcznej sytuacji proboszcza, dyrekcję... Komuś coś trzeba zabrać... Proboszcz najpierw mówił, że dostanę całe gimn. i problem z głowy, ale... Ale "przełożeni" (czyli biskup) dał inne dyspozycje... krótko mówiąc: księża mają uczyć, i kropka. Proboszcz chce mnie ratować uzupełnianiem godzin w SP - tam jednak mam ogromny stres, ponieważ nie potrafię dojść do porozumienia z dyr... bardzo źle się tam czuję... Mogę odmówić, ale to spowoduje, że nie będę miała etatu...
Całe święta przeżyłam z tym ciężarem, nadal nie potrafię się z tym uporać... ja nie umiem uczyć dzieci...
Całe święta przeżyłam z tym ciężarem, nadal nie potrafię się z tym uporać... ja nie umiem uczyć dzieci...
wtorek, 10 marca 2015
Rekolekcje... x2
Dłuuugo mnie tu nie było...
Odkryłam swój podstawowy grzech główne: nieumiejętne gospodarowanie czasem. Właściwie to nic specjalnego nie zrobiłam, a tu już wieczór... i oczywiście siedzę do 1-wszej w nocy...
W gimn. jutro kończę rekolekcje - jak zwykle trochę zniesmaczona... Chociaż zacznę od pozytywów - sporo dzieciaków w kościele, coś między 1/3 a 1/2... jakieś 40% obecności - właściwie nieźle :) Ale niektórzy... masakra, gadają nawet na przeistoczeniu (!!!), co mnie wręcz zbulwersowało - słyszałam wyraźnie jakieś mamrotanie z tyłu kościoła, i to nie był szept...
Tyle o szkolnych, nie ma co opisywać...
W ferie byłam na rekolekcjach wyjazdowych z moją grupą parafialną. Tutaj JEST co opisywać :) Było cudownie, chociaż w najskromniejszym jak dotąd składzie (10 dziewcząt, jeden chłopak i ja). Świetne doświadczenia, cisza w czasie Namiotu Spotkania (gimnazjalistki wytrzymują godzinę bez rozmów!), niezwykłe odkrycia w czasie lektury Biblii: "reszta umarłych nie żyła" [Ap20,5, stare tłumaczenie św. Wojciecha], "Szymonie, chcę ci coś powiedzieć"...
A jakie były najważniejsze słowa, jakie padły na rekolekcjach?
JUTRO WSTAJEMY PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ :) :) :)
Kocham moje dzieci :)
Odkryłam swój podstawowy grzech główne: nieumiejętne gospodarowanie czasem. Właściwie to nic specjalnego nie zrobiłam, a tu już wieczór... i oczywiście siedzę do 1-wszej w nocy...
W gimn. jutro kończę rekolekcje - jak zwykle trochę zniesmaczona... Chociaż zacznę od pozytywów - sporo dzieciaków w kościele, coś między 1/3 a 1/2... jakieś 40% obecności - właściwie nieźle :) Ale niektórzy... masakra, gadają nawet na przeistoczeniu (!!!), co mnie wręcz zbulwersowało - słyszałam wyraźnie jakieś mamrotanie z tyłu kościoła, i to nie był szept...
Tyle o szkolnych, nie ma co opisywać...
W ferie byłam na rekolekcjach wyjazdowych z moją grupą parafialną. Tutaj JEST co opisywać :) Było cudownie, chociaż w najskromniejszym jak dotąd składzie (10 dziewcząt, jeden chłopak i ja). Świetne doświadczenia, cisza w czasie Namiotu Spotkania (gimnazjalistki wytrzymują godzinę bez rozmów!), niezwykłe odkrycia w czasie lektury Biblii: "reszta umarłych nie żyła" [Ap20,5, stare tłumaczenie św. Wojciecha], "Szymonie, chcę ci coś powiedzieć"...
A jakie były najważniejsze słowa, jakie padły na rekolekcjach?
JUTRO WSTAJEMY PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ :) :) :)
Kocham moje dzieci :)
czwartek, 12 lutego 2015
Po sesji...
Kolejna sesja egzaminacyjna na studiach doktoranckich za mną... Za szybko to idzie :) Coraz bardziej lubię atmosferę PWT, wspólne uczenie się przed egzaminami, zwłaszcza z ks. M. i ks. M :) Minę ks. Ł.: "O czym wy mówicie???" :) Przedrzeźnianie się - immolacja, hamartiologia - coooo?? Fajne uczucie, kiedy mówisz do kogoś "reinterpretacja modeli soteriologicznych wg Ratzingera" i ten ktoś nie patrzy na ciebie, jakbyś mówiła po chińsku... Szkoda tylko, że potrwa to jeszcze max. 2,5 roku...
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Cierpliwość
Dziś bardzo krótko - zaczyna się sesja, muszę się uczyć, jak dobrze pójdzie, to jutro zdam 3 egzaminy :)
Chciałam tylko napisać, że dzisiaj rano, odmawiając jutrznię, dostałam "kopniaka" od Pana Boga - mamy dziś wspomnienie św. Tymoteusza i Tytusa. Antyfona do pieśni Zachariasza:
"Głoś naukę, * nastawaj w porę, nie w porę, / wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz."
Lepszej wskazówki dla nauczyciela na rozpoczęcie dnia chyba nie można znaleźć...
Chciałam tylko napisać, że dzisiaj rano, odmawiając jutrznię, dostałam "kopniaka" od Pana Boga - mamy dziś wspomnienie św. Tymoteusza i Tytusa. Antyfona do pieśni Zachariasza:
"Głoś naukę, * nastawaj w porę, nie w porę, / wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz."
Lepszej wskazówki dla nauczyciela na rozpoczęcie dnia chyba nie można znaleźć...
niedziela, 11 stycznia 2015
Nie mam weny...
... dlatego dość długo się nie odzywałam, mimo świąteczno-noworocznej przerwy. Mam jednak dużo spraw do zrobienia - wybrać scenariusz do misterium wielkanocnego, napisać konspekt katechezy o Eucharystii do diecezjalnych materiałów z okazji Kongresu Eucharystycznego (został mi tydzień, a ja nie mam pomysłu - nie mam wprawy w katechezach dla SP), zbliżają się egzaminy na studiach....
Po drugie, trochę mi głupio... Kochana Afro przysłała mi kartkę z życzeniami oraz "gwiazdkowy" (dosłownie) prezent... BARDZO DZIĘKUJĘ!!! A jest mi głupio dlatego, że gdzieś zapodziałam Twój adres, i nie mogę się odwdzięczyć... Byłabyś tak miła i przesłałabyś mi jeszcze raz adresik? Por favor... :)
I jeszcze zaległa odpowiedź dla jaśka...
W sumie to ja też Ci radzę porozmawiać z księdzem, może być po kolędzie... Nie ma nic lepszego od rozmowy twarzą w twarz, żaden internet tego nie zastąpi. A jeżeli "nie pasuje" Ci konkretny ksiądz, bo miałeś z nim nieprzyjemne doświadczenia, to poszukaj innego - w innej parafii, a może w jakimś klasztorze? Ojcowie zakonni bywają bardziej przygotowani do trudnych rozmów, do wyjaśniania wątpliwości... Nie chcę przez to powiedzieć, że masz się do mnie nie odzywać, nie mam nic przeciwko Twojej obecności i komentarzom, ale wyjaśnij mi jedną rzecz: Jaki ma być cel naszej rozmowy? Co chcesz osiągnąć? Bo wydaje mi się, że rozmowa dla samej rozmowy nie ma sensu..
Po drugie, trochę mi głupio... Kochana Afro przysłała mi kartkę z życzeniami oraz "gwiazdkowy" (dosłownie) prezent... BARDZO DZIĘKUJĘ!!! A jest mi głupio dlatego, że gdzieś zapodziałam Twój adres, i nie mogę się odwdzięczyć... Byłabyś tak miła i przesłałabyś mi jeszcze raz adresik? Por favor... :)
I jeszcze zaległa odpowiedź dla jaśka...
W sumie to ja też Ci radzę porozmawiać z księdzem, może być po kolędzie... Nie ma nic lepszego od rozmowy twarzą w twarz, żaden internet tego nie zastąpi. A jeżeli "nie pasuje" Ci konkretny ksiądz, bo miałeś z nim nieprzyjemne doświadczenia, to poszukaj innego - w innej parafii, a może w jakimś klasztorze? Ojcowie zakonni bywają bardziej przygotowani do trudnych rozmów, do wyjaśniania wątpliwości... Nie chcę przez to powiedzieć, że masz się do mnie nie odzywać, nie mam nic przeciwko Twojej obecności i komentarzom, ale wyjaśnij mi jedną rzecz: Jaki ma być cel naszej rozmowy? Co chcesz osiągnąć? Bo wydaje mi się, że rozmowa dla samej rozmowy nie ma sensu..
czwartek, 11 grudnia 2014
Sukcesy i porażki
Ostatnie dni były bardzo... zaskakujące :) We wtorek, na uczelni, poszłam do kwestury odebrać decyzje dot. stypendium. Byłam święcie przekonana, że dostałam tylko stypendium dla niepełnosprawnych. Pani Maria, która się zajmuje sprawami finansowymi na PWT wręcza mi kartki do podpisu:
- stypendium dla niepełnosprawnych... w tym roku niewiele... (cyk - podpisik)
- stypendium naukowe... nie przyznano... (cyk - podpisik)
- stypendium projakościowe... przyznano... (cyk.. WRÓĆ? Przyznano???) yyy.... ja w szoku, jak zobaczyłam kwotę, to całe szczęście, że siedziałam na krześle... W dodatku wypłacono mi za trzy miesiące...
Wczoraj pojechałam do PCPR odebrać orzeczenie o niepełnosprawności - musiałam wyrobić nowe, ze względu na zmianę przepisów o kartach parkingowych... Idę do tych miłych (naprawdę) pań w pokoju nr 8, podaję dowód, a pani od razu mówi do koleżanki, żeby przygotowała wniosek na kartę parkingową (no to ja sobie myślę - uff, jest umiarkowany)... Dopiero w samochodzie patrzę w to orzeczenie, a tam napisane, że na stałe! Nie będę musiała co dwa lata chodzić na komisję, żeby potwierdzać, że mam problemy z chodzeniem... W sumie nie wiem, czy to można nazwać sukcesem, bo przecież wolałabym być zdrowa, biegać, skakać i tańczyć, ale... :)
Porażki - jak dla mnie poważniejsze. ZNOWU mi adwent ucieka... tylko dwa razy byłam na roratach, nie mogę sobie uporządkować modlitwy, jakoś nie umiem się zorganizować... Planowałam jakieś "ćwiczenia duchowe", lectio divina albo lekturę jakiejś księgi biblijnej (mmm, Izajasz...), i jak zwykle w adwent nie mogę się wyrobić...
Dla jaśka:
1) nigdy nie spotkałam się z informacją, że Matka Teresa była poddana egzorcyzmom, możesz podać źródła? I na pewno nigdy nie mówiła, że "ludzie muszą cierpieć, bo to ich zbliża do Boga" - gdyby tak sądziła, to nie zbierałaby trędowatych z ulicy, żeby im pomagać i ulżyć w cierpieniach, nie? Tylko zostawiałaby ich dalej cierpiących.
2) O ile się nie mylę, to księża podlegają takiemu samemu prawu świeckiemu, jak wszyscy obywatele? Więc jeśli popełniają przestępstwo, to są przez władzę świecką sądzeni... Znam przykłady, że toczy się postępowanie śledcze, np. w sprawie księdza podejrzanego o kradzież i sprzedaż zabytkowych rzeźb... (to się wydarzyło w mojej diecezji).
3) odnośnie chrztu dzieci - właśnie w tym rzecz, że dla Ciebie wiara NIE jest ważna w życiu, więc nie widzisz sensu jej przekazywania. Wierzący rodzice myślą inaczej, i dlatego chrzczą swoje dzieci. Gdybym miała kiedyś dzieci, chciałabym dać im wszystko, co sama uważam za najlepsze, w tym wiarę - i to od samego początku. To mi gwarantuje konstytucja - wychowanie dzieci zgodnie z sumieniem. A jeśli w przyszłości moje dziecko by stwierdziło, że mu to niepotrzebne - to cóż, droga wolna, możesz "olać" wiarę.
4) Dlaczego w sprawie apostazji masz się stosować do kościelnego prawa? Bo chcesz dokonać aktu przewidzianego kościelnym prawem... (Jak chcę np. jechać z uczniami do kina, to się muszę zastosować do szkolnego prawa, bo ono reguluje takie przypadki). Przecież NIE MUSISZ tego robić... Kościelne prawo nie zmusza Cię do dokonania apostazji. Bez tego też możesz porzucić wiarę. Zapis czy skreślenie z księgi do niczego nie zmusza.
5) I odnośnie Twojej córki - pomyślałam to samo, co osoba, która skomentowała Twoją wypowiedź, więc nie będę się powtarzać. Poza tym, nie znam ani Twojej córki, ani jej mamy, ani kościoła, do którego zwykle chodzą, więc w ogóle nie mam co komentować.
- stypendium dla niepełnosprawnych... w tym roku niewiele... (cyk - podpisik)
- stypendium naukowe... nie przyznano... (cyk - podpisik)
- stypendium projakościowe... przyznano... (cyk.. WRÓĆ? Przyznano???) yyy.... ja w szoku, jak zobaczyłam kwotę, to całe szczęście, że siedziałam na krześle... W dodatku wypłacono mi za trzy miesiące...
Wczoraj pojechałam do PCPR odebrać orzeczenie o niepełnosprawności - musiałam wyrobić nowe, ze względu na zmianę przepisów o kartach parkingowych... Idę do tych miłych (naprawdę) pań w pokoju nr 8, podaję dowód, a pani od razu mówi do koleżanki, żeby przygotowała wniosek na kartę parkingową (no to ja sobie myślę - uff, jest umiarkowany)... Dopiero w samochodzie patrzę w to orzeczenie, a tam napisane, że na stałe! Nie będę musiała co dwa lata chodzić na komisję, żeby potwierdzać, że mam problemy z chodzeniem... W sumie nie wiem, czy to można nazwać sukcesem, bo przecież wolałabym być zdrowa, biegać, skakać i tańczyć, ale... :)
Porażki - jak dla mnie poważniejsze. ZNOWU mi adwent ucieka... tylko dwa razy byłam na roratach, nie mogę sobie uporządkować modlitwy, jakoś nie umiem się zorganizować... Planowałam jakieś "ćwiczenia duchowe", lectio divina albo lekturę jakiejś księgi biblijnej (mmm, Izajasz...), i jak zwykle w adwent nie mogę się wyrobić...
Dla jaśka:
1) nigdy nie spotkałam się z informacją, że Matka Teresa była poddana egzorcyzmom, możesz podać źródła? I na pewno nigdy nie mówiła, że "ludzie muszą cierpieć, bo to ich zbliża do Boga" - gdyby tak sądziła, to nie zbierałaby trędowatych z ulicy, żeby im pomagać i ulżyć w cierpieniach, nie? Tylko zostawiałaby ich dalej cierpiących.
2) O ile się nie mylę, to księża podlegają takiemu samemu prawu świeckiemu, jak wszyscy obywatele? Więc jeśli popełniają przestępstwo, to są przez władzę świecką sądzeni... Znam przykłady, że toczy się postępowanie śledcze, np. w sprawie księdza podejrzanego o kradzież i sprzedaż zabytkowych rzeźb... (to się wydarzyło w mojej diecezji).
3) odnośnie chrztu dzieci - właśnie w tym rzecz, że dla Ciebie wiara NIE jest ważna w życiu, więc nie widzisz sensu jej przekazywania. Wierzący rodzice myślą inaczej, i dlatego chrzczą swoje dzieci. Gdybym miała kiedyś dzieci, chciałabym dać im wszystko, co sama uważam za najlepsze, w tym wiarę - i to od samego początku. To mi gwarantuje konstytucja - wychowanie dzieci zgodnie z sumieniem. A jeśli w przyszłości moje dziecko by stwierdziło, że mu to niepotrzebne - to cóż, droga wolna, możesz "olać" wiarę.
4) Dlaczego w sprawie apostazji masz się stosować do kościelnego prawa? Bo chcesz dokonać aktu przewidzianego kościelnym prawem... (Jak chcę np. jechać z uczniami do kina, to się muszę zastosować do szkolnego prawa, bo ono reguluje takie przypadki). Przecież NIE MUSISZ tego robić... Kościelne prawo nie zmusza Cię do dokonania apostazji. Bez tego też możesz porzucić wiarę. Zapis czy skreślenie z księgi do niczego nie zmusza.
5) I odnośnie Twojej córki - pomyślałam to samo, co osoba, która skomentowała Twoją wypowiedź, więc nie będę się powtarzać. Poza tym, nie znam ani Twojej córki, ani jej mamy, ani kościoła, do którego zwykle chodzą, więc w ogóle nie mam co komentować.
sobota, 6 grudnia 2014
Rozważań nad wiarą ciąg dalszy
Często brak porozumienia w rozmowie wynika z faktu, że rozmówcy inaczej definiują pewne pojęcia... Tak się złożyło w przypadku terminu "dar wiary". Tak naprawdę to nie mam ochoty rozpisywać się nad pojęciem "wiara", bo można tu napisać cały traktat z teologii fundamentalnej: def. z Vaticanum I i II, ujęcie personalistyczne, itd., itp.
Nie umiem powiedzieć, ilu Czechów wierzy, a ilu nie i dlaczego tak jest. Po pierwsze dlatego, że nie znam żadnego Czecha :), więc tym bardziej nie mogę się wypowiadać na temat ich motywacji wiary czy niewiary. Nie lubię generalizowania, więc się zwykle nie wypowiadam ogólnie, bez opierania się na faktach. Poczucie, że modlitwa coś daje, to już skutek wiary, a nie sam dar. Zresztą, nie każdy wierzący "tak ma". Wielu świętych mówi o tzw. "nocy ciemnej" (la noche oscura - św. Jan od Krzyża), kiedy właśnie ma się poczucie, że modlitwa jest pusta, że nic nie daje, że tracę czas... Matka Teresa z Kalkuty pisała o tym w swoich listach, miała takie poczucie przez 50 lat życia! Rzecz w tym, że wiara to coś więcej niż uczucia...
Co to znaczy "napiętnować czarne owce"? Ja też wiem, że wśród księży i nie tylko zresztą, są "czarne owce". Jeżeli ktoś popełnia przestępstwo, to powinien ponieść karę, i tyle. Ale co, jeżeli jakiś ksiądz nie jest ideałem, to jak go "napiętnować"? Wytykać palcami, ogłaszać z ambony, że "ten a ten ksiądz jest zły, niedobry i w ogóle"? Obsmarować go w gazecie? Sorry, ale na takie rzeczy się nie zgadzam.
Jeśli chodzi o książki, to polecam cokolwiek Szymona Hołowni - ja uwielbiam jego sposób pisania, niczego nikomu nie narzuca, a w bardzo fajny sposób pisze o wierze, Kościele, księżach - pisze prawdę, ale z dystansem i dużą wiedzą.
Myślę że po kilku razach ze mną widzisz że nie uwierzę, nie ? Wiesz co, trochę mi się przykro zrobiło... Bo to zabrzmiało tak, jakbyś mi chciał powiedzieć, że w ogóle nie ma sensu rozmawiać, że choćbym nie wiem jak się starała, to i tak masz w d*** moje słowa... Jakbyś chciał mnie obrazić... Jakbyś chciał powiedzieć: "Ty będziesz stawać na głowie, żeby mnie nawrócić, a ja i tak mam to gdzieś". To po co w ogóle rozmawiać? Ja wcale nie chcę cię nawracać, to czy uwierzysz, czy nie, to w sumie jest twoja osobista sprawa, a nie moja. Ja ci tylko wyjaśniam moje poglądy, nie musisz się z nimi zgadzać...
Ostatnie kwestie: chrzest dzieci i apostazja.
1) Chrzest dzieci - Kościół chrzci dzieci na prośbę rodziców. Jeżeli dla rodziców wiara jest czymś istotnym w życiu, to chcą to dać swemu dziecku, bo uważają, że to jest dobre. I nie czekają, aż dziecko samo zdecyduje. Ja to widzę tak samo, jak np. ze szczepieniami ochronnymi - rodzice każą zaszczepić swoje dzieci na jakieś choroby, bo uważają, że to jest ważne - i też nie czekają, aż dziecko dorośnie i zdecyduje, czy chce być zaszczepione, czy nie. Albo dlaczego rodzice uczą swoje dzieci np. dobrego wychowania? A może nalezy poczekać, niech samo zdecyduje, czy chce być kulturalne, czy nie. Albo czy pytają dziecko, czy chce chodzić do przedszkola? Jeść zdrową żywność? I takich przykładów można wymieniać wiele. Po prostu - rodzice chcą dać dziecku wszystko to, co najlepsze. Jeżeli do tych "rzeczy" zalicza się także wiara, to chcą ją dać swojemu dziecku. A jeśli chodzi o Pierwszą Komunię - nie trzeba rozumieć, czym jest wiara, żeby nią żyć... Założę się, że wielu głęboko wierzących ludzi, zwłaszcza ludzi prostych, niewykształconych, nie umiałoby wyjaśnić, czym jest wiara, ale wiedzą, że jest ważna w ich życiu. Nie trzeba mieć studiów teologicznych, żeby się modlić, przyjmować sakramenty... A tak naprawdę to dzieci mają większą wrażliwość na sprawy duchowe, niż dorośli. Nie przypadkiem Jezus powiedział: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie".
2) Apostazja - "Dlaczego sam nie mogę wyrzec się wiary?" Oczywiście, że możesz, co za problem? Trwa to sekundę - stwierdzasz, że nie chcesz wierzyć, że masz to gdzieś i tyle. I wcale nie potrzeba do tego świadków, skreśleń z listy (jak sam twierdzisz, dla ciebie taki akt to tylko skreślenie z listy). Mówisz, że nie wierzysz - i tyle. Zapis w księdze chrztów do niczego cię nie zmusza. Jeśli jednak chcesz dokonać formalnego wystąpienia z Kościoła, to musisz się dostosować do kościelnego prawa. Skreślenie z księgi jest aktem urzędowym (zgodnie z prawem kościelnym) i jako takie wymaga zachowania pewnych formalności. Przecież podobnie jest w prawie państwowym - jak np. chcę zawrzeć małżeństwo w urzędzie, to muszą się pod tym aktem podpisać świadkowie. I choćbyś nie wiem jak się kłócił w USC, tłumacząc, że dla ciebie to tylko wpis do księgi, to urzędnik i tak będzie chciał świadków. Bo takie jest prawo. Podobnie jest z prawem kanonicznym - jeżeli chcesz dokonać jakiegoś aktu, który temu prawu podlega, to musisz się dostosować do zasad. Lepiej to wyjaśnione tutaj - artykuł na Deonie .
Pozdrawiam
Nie umiem powiedzieć, ilu Czechów wierzy, a ilu nie i dlaczego tak jest. Po pierwsze dlatego, że nie znam żadnego Czecha :), więc tym bardziej nie mogę się wypowiadać na temat ich motywacji wiary czy niewiary. Nie lubię generalizowania, więc się zwykle nie wypowiadam ogólnie, bez opierania się na faktach. Poczucie, że modlitwa coś daje, to już skutek wiary, a nie sam dar. Zresztą, nie każdy wierzący "tak ma". Wielu świętych mówi o tzw. "nocy ciemnej" (la noche oscura - św. Jan od Krzyża), kiedy właśnie ma się poczucie, że modlitwa jest pusta, że nic nie daje, że tracę czas... Matka Teresa z Kalkuty pisała o tym w swoich listach, miała takie poczucie przez 50 lat życia! Rzecz w tym, że wiara to coś więcej niż uczucia...
Co to znaczy "napiętnować czarne owce"? Ja też wiem, że wśród księży i nie tylko zresztą, są "czarne owce". Jeżeli ktoś popełnia przestępstwo, to powinien ponieść karę, i tyle. Ale co, jeżeli jakiś ksiądz nie jest ideałem, to jak go "napiętnować"? Wytykać palcami, ogłaszać z ambony, że "ten a ten ksiądz jest zły, niedobry i w ogóle"? Obsmarować go w gazecie? Sorry, ale na takie rzeczy się nie zgadzam.
Jeśli chodzi o książki, to polecam cokolwiek Szymona Hołowni - ja uwielbiam jego sposób pisania, niczego nikomu nie narzuca, a w bardzo fajny sposób pisze o wierze, Kościele, księżach - pisze prawdę, ale z dystansem i dużą wiedzą.
Myślę że po kilku razach ze mną widzisz że nie uwierzę, nie ? Wiesz co, trochę mi się przykro zrobiło... Bo to zabrzmiało tak, jakbyś mi chciał powiedzieć, że w ogóle nie ma sensu rozmawiać, że choćbym nie wiem jak się starała, to i tak masz w d*** moje słowa... Jakbyś chciał mnie obrazić... Jakbyś chciał powiedzieć: "Ty będziesz stawać na głowie, żeby mnie nawrócić, a ja i tak mam to gdzieś". To po co w ogóle rozmawiać? Ja wcale nie chcę cię nawracać, to czy uwierzysz, czy nie, to w sumie jest twoja osobista sprawa, a nie moja. Ja ci tylko wyjaśniam moje poglądy, nie musisz się z nimi zgadzać...
Ostatnie kwestie: chrzest dzieci i apostazja.
1) Chrzest dzieci - Kościół chrzci dzieci na prośbę rodziców. Jeżeli dla rodziców wiara jest czymś istotnym w życiu, to chcą to dać swemu dziecku, bo uważają, że to jest dobre. I nie czekają, aż dziecko samo zdecyduje. Ja to widzę tak samo, jak np. ze szczepieniami ochronnymi - rodzice każą zaszczepić swoje dzieci na jakieś choroby, bo uważają, że to jest ważne - i też nie czekają, aż dziecko dorośnie i zdecyduje, czy chce być zaszczepione, czy nie. Albo dlaczego rodzice uczą swoje dzieci np. dobrego wychowania? A może nalezy poczekać, niech samo zdecyduje, czy chce być kulturalne, czy nie. Albo czy pytają dziecko, czy chce chodzić do przedszkola? Jeść zdrową żywność? I takich przykładów można wymieniać wiele. Po prostu - rodzice chcą dać dziecku wszystko to, co najlepsze. Jeżeli do tych "rzeczy" zalicza się także wiara, to chcą ją dać swojemu dziecku. A jeśli chodzi o Pierwszą Komunię - nie trzeba rozumieć, czym jest wiara, żeby nią żyć... Założę się, że wielu głęboko wierzących ludzi, zwłaszcza ludzi prostych, niewykształconych, nie umiałoby wyjaśnić, czym jest wiara, ale wiedzą, że jest ważna w ich życiu. Nie trzeba mieć studiów teologicznych, żeby się modlić, przyjmować sakramenty... A tak naprawdę to dzieci mają większą wrażliwość na sprawy duchowe, niż dorośli. Nie przypadkiem Jezus powiedział: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie".
2) Apostazja - "Dlaczego sam nie mogę wyrzec się wiary?" Oczywiście, że możesz, co za problem? Trwa to sekundę - stwierdzasz, że nie chcesz wierzyć, że masz to gdzieś i tyle. I wcale nie potrzeba do tego świadków, skreśleń z listy (jak sam twierdzisz, dla ciebie taki akt to tylko skreślenie z listy). Mówisz, że nie wierzysz - i tyle. Zapis w księdze chrztów do niczego cię nie zmusza. Jeśli jednak chcesz dokonać formalnego wystąpienia z Kościoła, to musisz się dostosować do kościelnego prawa. Skreślenie z księgi jest aktem urzędowym (zgodnie z prawem kościelnym) i jako takie wymaga zachowania pewnych formalności. Przecież podobnie jest w prawie państwowym - jak np. chcę zawrzeć małżeństwo w urzędzie, to muszą się pod tym aktem podpisać świadkowie. I choćbyś nie wiem jak się kłócił w USC, tłumacząc, że dla ciebie to tylko wpis do księgi, to urzędnik i tak będzie chciał świadków. Bo takie jest prawo. Podobnie jest z prawem kanonicznym - jeżeli chcesz dokonać jakiegoś aktu, który temu prawu podlega, to musisz się dostosować do zasad. Lepiej to wyjaśnione tutaj - artykuł na Deonie .
Pozdrawiam
środa, 5 listopada 2014
Rozmowy ciąg dalszy :)
Trochę mi dziwnie tak odpowiadać w postach, ale cóż... O wiele bardziej wolałabym osobistą rozmowę :)
Spróbuję się odnieść do tych spraw, które poruszył Jasiek...
1) Napisałeś: w sumie mogę powiedzieć że nie dziwię się komentarzom wyśmiewającym wiarę. Bo jeśli ktoś nie wierzy to trudno jest w pewnych momentach nie wyśmiać wiary. Z tym się nie mogę zgodzić. Dlaczego trudno nie wyśmiać wiary?? Czy ludzie (obojętnie, wierzący czy nie) nie mogą uszanować innych przekonań? Politycznych, religijnych, światopoglądowych? Wybacz, ale nie zgadzam się z żadnym wyśmiewaniem. Tylko nie myl wyśmiewania z przyjacielskim żartem (bo tak zrozumiałam Twój przykład z kolegą).
2) "wiara może być darem, którego ja nie mam" - znowu się nie zgadzam. Każdy ma ten dar, tylko nie każdy go przyjmuje. Dzisiaj, wracając z Mszy św. i spotkania z kandydatami do bierzmowania nad tym myślałam, i przyszedł mi do głowy taki przykład: dar wiary to jest jak nasionka jakiejś rośliny. Mogę je wyrzucić, zapomnieć o nich, zapodziać gdzieś czy nawet nie zauważyć, że je mam. Ale mogę też zasadzić je, podlewać itp., aż zakwitną :) Wiara nie jest "gotowcem", trzeba o nią dbać, rozwijać, umacniać. Można też zaniedbać i stracić - dlatego, że człowiek zawsze ma wolny wybór.
3) Tak jak - umówmy się - lepsi czują się w większości wierzący od niewierzących.- znowu się nie zgadzam. Nie uważam się za lepszą od innych, wierzących, niewierzących, wierzących inaczej. Każdy człowiek jest inny, ale każdy ma tę samą godność i prawa. Chrystus umarł za wszystkich, a nie tylko za wierzących. Nie zgadzam się więc z Twoim poglądem. U mnie w pracy na 30 nauczycieli jest jedna osoba otwarcie deklarująca się jako niewierząca. Pozostałe 29 osób (w tym ja i ksiądz) nie uważamy się ani za lepszych, ani gorszych - przynajmniej nigdy tego nie zauważyłam.
4)Poszedłem do spowiedzi a tam siedzi ksiądz. Widzę przez kratkę że ksiądz, nikt więcej. Potem się dopytałem że ksiądz to tak jakby Bóg słucha i mnie rozgrzeszał. Ale ale ... to dlaczego za te same grzech następnym razem dostałem inną pokutę? Dlaczego ksiądz się dopytuje jak dokładnie nagrzeszyłem? Nie wie? Przecież jest wysłannikiem boga, a ten z kolei wie wszystko.... Szkoda, że nikt Ci, jako dziecku, lepiej tego nie wyjaśnił... Bo teraz, jako osoba dorosła, masz takie dziecięce wyobrażenie sakramentu. A sakrament (każdy), to "widzialny znak niewidzialnej łaski". No sorry, w konfesjonale rzeczywiście widać tylko księdza - Bóg jest przecież niewidzialny. Teologicznie mówiąc, kapłan w sakramentach działa "in Persona Christi" - w osobie Chrystusa, jest pośrednikiem łaski. Dlaczego wypytuje? Żeby skuteczniej pomóc, wyjaśnić, poradzić jak na przyszłość postąpić, aby nie popełnić grzechu. Jak idziesz do lekarza, to też nie wystarczy, że powiesz "boli". Lekarz będzie wypytywał, żeby jak najlepiej pomóc. Dlaczego za ten sam grzech jest inna pokuta? Bo pokuta to nie mandat, nie ma taryfikatora. Jest formą wyrażenia skruchy, wdzięczności, podziękowania. Jak chcesz przeprosić ukochaną osobę, to też raz np. dasz kwiaty, innym razem przytulisz, pocałujesz. No, chyba że ustalisz taryfikator: mała kłótnia - przytulenie, większa kłótnia - kwiaty, burzliwa kłótnia - kolacja w restauracji...
5)A czy uczniowie nie pytają Ciebie dlaczego przedstawiciele kościoła, którzy powinni być wzorem do naśladowania - dlaczego oni nie wszyscy stosują te zasady? Nie masz pytań w tylu - ale dlaczego ja szary człowiek mam stosować kościelne zasady skoro sami przedstawiciele kościoła tych zasad nie stosują?
Po pierwsze - przedstawicielem Kościoła jest każdy ochrzczony - jak moi uczniowie zadają takie lub podobne pytania, to najpierw ich pytam, jaka jest ich postawa jako członków Kościoła. Po drugie - w sumie sam odpowiedziałeś na pytanie: okazuje się że księża to tacy sami ludzie jak nie-księża, z takimi samymi przywarami i ... grzechami. No dokładnie - ksiądz, zakonnica - to nie jest inny gatunek ludzi... To są tacy sami jak wszyscy, mają tę samą cechę, o której pisałam na początku - WOLNOŚĆ. Jeśli źle z niej korzystają - konsekwencje poniosą takie same, jak wszyscy, a może nawet większe - "komu wiele dano, od tego wiele wymagać będą". Jeśli powodują zgorszenie - to Pan Bóg ich z tego rozliczy. Po trzecie - zwykle na przykład jakiegoś księdza, który publicznie grzeszy, znajduję przykład kilku innych, którzy swoje powołanie realizują w fantastyczny sposób i przyciągają wielu do Chrystusa i Kościoła. I na koniec zawsze nasuwa mi się w tej sytuacji fragment z Ewangelii: 2 "Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. 3 Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. (Mt 23,2-3). Zachowujcie, czego nauczają, ale ich czynów nie naśladujcie. Przecież wierzę w Boga, a nie w tego czy innego księdza...
6) Jeszcze taka jedna prośba - pisz, proszę, słowa "Bóg" i "Kościół" wielką literą... Nie ze względów religijnych, ale z zasad gramatycznych j. polskiego. "Bóg" wielką literą to Bóg, w którego wierzą chrześcijanie... Kiedy piszemy "bóg" małą literą, to trzeba dodać imię, np. grecki bóg Zeus. W chrześcijaństwie słowo "Bóg" jest jednocześnie imieniem. "Kościół" natomiast, pisany wielką literą, to wspólnota wierzących, ewentualnie nazwa instytucji. "kościół"- to budynek. Jak można być "przedstawicielem" budynku?
Spróbuję się odnieść do tych spraw, które poruszył Jasiek...
1) Napisałeś: w sumie mogę powiedzieć że nie dziwię się komentarzom wyśmiewającym wiarę. Bo jeśli ktoś nie wierzy to trudno jest w pewnych momentach nie wyśmiać wiary. Z tym się nie mogę zgodzić. Dlaczego trudno nie wyśmiać wiary?? Czy ludzie (obojętnie, wierzący czy nie) nie mogą uszanować innych przekonań? Politycznych, religijnych, światopoglądowych? Wybacz, ale nie zgadzam się z żadnym wyśmiewaniem. Tylko nie myl wyśmiewania z przyjacielskim żartem (bo tak zrozumiałam Twój przykład z kolegą).
2) "wiara może być darem, którego ja nie mam" - znowu się nie zgadzam. Każdy ma ten dar, tylko nie każdy go przyjmuje. Dzisiaj, wracając z Mszy św. i spotkania z kandydatami do bierzmowania nad tym myślałam, i przyszedł mi do głowy taki przykład: dar wiary to jest jak nasionka jakiejś rośliny. Mogę je wyrzucić, zapomnieć o nich, zapodziać gdzieś czy nawet nie zauważyć, że je mam. Ale mogę też zasadzić je, podlewać itp., aż zakwitną :) Wiara nie jest "gotowcem", trzeba o nią dbać, rozwijać, umacniać. Można też zaniedbać i stracić - dlatego, że człowiek zawsze ma wolny wybór.
3) Tak jak - umówmy się - lepsi czują się w większości wierzący od niewierzących.- znowu się nie zgadzam. Nie uważam się za lepszą od innych, wierzących, niewierzących, wierzących inaczej. Każdy człowiek jest inny, ale każdy ma tę samą godność i prawa. Chrystus umarł za wszystkich, a nie tylko za wierzących. Nie zgadzam się więc z Twoim poglądem. U mnie w pracy na 30 nauczycieli jest jedna osoba otwarcie deklarująca się jako niewierząca. Pozostałe 29 osób (w tym ja i ksiądz) nie uważamy się ani za lepszych, ani gorszych - przynajmniej nigdy tego nie zauważyłam.
4)Poszedłem do spowiedzi a tam siedzi ksiądz. Widzę przez kratkę że ksiądz, nikt więcej. Potem się dopytałem że ksiądz to tak jakby Bóg słucha i mnie rozgrzeszał. Ale ale ... to dlaczego za te same grzech następnym razem dostałem inną pokutę? Dlaczego ksiądz się dopytuje jak dokładnie nagrzeszyłem? Nie wie? Przecież jest wysłannikiem boga, a ten z kolei wie wszystko.... Szkoda, że nikt Ci, jako dziecku, lepiej tego nie wyjaśnił... Bo teraz, jako osoba dorosła, masz takie dziecięce wyobrażenie sakramentu. A sakrament (każdy), to "widzialny znak niewidzialnej łaski". No sorry, w konfesjonale rzeczywiście widać tylko księdza - Bóg jest przecież niewidzialny. Teologicznie mówiąc, kapłan w sakramentach działa "in Persona Christi" - w osobie Chrystusa, jest pośrednikiem łaski. Dlaczego wypytuje? Żeby skuteczniej pomóc, wyjaśnić, poradzić jak na przyszłość postąpić, aby nie popełnić grzechu. Jak idziesz do lekarza, to też nie wystarczy, że powiesz "boli". Lekarz będzie wypytywał, żeby jak najlepiej pomóc. Dlaczego za ten sam grzech jest inna pokuta? Bo pokuta to nie mandat, nie ma taryfikatora. Jest formą wyrażenia skruchy, wdzięczności, podziękowania. Jak chcesz przeprosić ukochaną osobę, to też raz np. dasz kwiaty, innym razem przytulisz, pocałujesz. No, chyba że ustalisz taryfikator: mała kłótnia - przytulenie, większa kłótnia - kwiaty, burzliwa kłótnia - kolacja w restauracji...
5)A czy uczniowie nie pytają Ciebie dlaczego przedstawiciele kościoła, którzy powinni być wzorem do naśladowania - dlaczego oni nie wszyscy stosują te zasady? Nie masz pytań w tylu - ale dlaczego ja szary człowiek mam stosować kościelne zasady skoro sami przedstawiciele kościoła tych zasad nie stosują?
Po pierwsze - przedstawicielem Kościoła jest każdy ochrzczony - jak moi uczniowie zadają takie lub podobne pytania, to najpierw ich pytam, jaka jest ich postawa jako członków Kościoła. Po drugie - w sumie sam odpowiedziałeś na pytanie: okazuje się że księża to tacy sami ludzie jak nie-księża, z takimi samymi przywarami i ... grzechami. No dokładnie - ksiądz, zakonnica - to nie jest inny gatunek ludzi... To są tacy sami jak wszyscy, mają tę samą cechę, o której pisałam na początku - WOLNOŚĆ. Jeśli źle z niej korzystają - konsekwencje poniosą takie same, jak wszyscy, a może nawet większe - "komu wiele dano, od tego wiele wymagać będą". Jeśli powodują zgorszenie - to Pan Bóg ich z tego rozliczy. Po trzecie - zwykle na przykład jakiegoś księdza, który publicznie grzeszy, znajduję przykład kilku innych, którzy swoje powołanie realizują w fantastyczny sposób i przyciągają wielu do Chrystusa i Kościoła. I na koniec zawsze nasuwa mi się w tej sytuacji fragment z Ewangelii: 2 "Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. 3 Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. (Mt 23,2-3). Zachowujcie, czego nauczają, ale ich czynów nie naśladujcie. Przecież wierzę w Boga, a nie w tego czy innego księdza...
6) Jeszcze taka jedna prośba - pisz, proszę, słowa "Bóg" i "Kościół" wielką literą... Nie ze względów religijnych, ale z zasad gramatycznych j. polskiego. "Bóg" wielką literą to Bóg, w którego wierzą chrześcijanie... Kiedy piszemy "bóg" małą literą, to trzeba dodać imię, np. grecki bóg Zeus. W chrześcijaństwie słowo "Bóg" jest jednocześnie imieniem. "Kościół" natomiast, pisany wielką literą, to wspólnota wierzących, ewentualnie nazwa instytucji. "kościół"- to budynek. Jak można być "przedstawicielem" budynku?
piątek, 31 października 2014
W odpowiedzi na ciekawy komentarz...
Pod poprzednim postem napisał "Jasiek". Dziękuję za obszerną wypowiedź :)
Wiesz, chyba najbardziej mnie boli, kiedy ludzie z mojego "fachu" zrażają ludzi do wiary... Ja też chodziłam do ośmioklasowej szkoły, katechetka, która mnie uczyła była ok, później księża też w porządku, ale największy wpływ na rozwój mojej wiary i powołania miała kochana Siostra Klaudia, ze zgromadzenia Służebniczek NMP, która organizowała rekolekcje dla dziewcząt, w których uczestniczyłam od połowy liceum. Dzięki temu teraz mam sposób na przeprowadzanie rekolekcji dla mojej cudnej młodzieży...
Nie dziwi mnie fakt, że kolega Twojej córki nie mógł zrozumieć Waszej postawy... To jeszcze dziecko, dla niego to, co dzieje się w domu to "cały świat" - trudno mu zrozumieć, że może być inaczej. To zadanie rodziców, aby w odpowiednim momencie (kiedy po prostu o to zapyta) wytłumaczyć różnice między ludźmi i nauczyć szacunku dla odmiennych poglądów.
Pytasz, czy mam przypadki dzieci, które przekonałam do wiary... Szczerze mówiąc, nie wiem... Wiara jest darem Boga, człowiek albo ją przyjmuje, albo odrzuca... Moim zadaniem jako katechety nie jest przekonywanie do wiary - ja mam ludziom już wierzącym wyjaśnić, w co wierzą, co ich wiara zakłada, jakie z niej wynikają zasady do stosowania w życiu itp. Z uczniami bywa różnie... Ja w szkole nie oceniam wiary (przecież mi nie wolno), może być nawet tak, że ktoś się deklaruje jako niewierzący, ale na religię chodzi, a wiedzę ma na 6. I nie moja rzecz oceniać jego sumienie... Zawsze to moim uczniom powtarzam. Wydaje mi się, że pewną moją zasługą jest grupa fantastycznej młodzieży, która przychodzi na spotkania oazy i jeździ na rekolekcje. Miałam tam jeden przypadek chłopaka, który przeżywał poważne trudności z wiarą... Rozmawiałam z nim, a przede wszystkim modliłam się za niego... Teraz, jako 19-latek jest moją oazową prawą ręką, specjalistą od symboli biblijnych, świetnego tłumaczenia pewnych rzeczy, zaopatrzeniowcem na rekolekcjach i gitarzystą :) No i moim dobrym przyjacielem... :)
W programie gimnazjum, w 3 klasie jest cały blok tematyczny poświęcony innym religiom i staram się go zrealizować jak najlepiej. Staram się wpoić moim uczniom szacunek dla ludzi o innych wierzeniach czy poglądach. Czy skutecznie? Nie wiem... Sama nigdy nie obrażam ludzi, którzy nie podzielają mojej wiary. Mam w szkole uczniów z innych wyznań, którzy na religię nie chodzą, i nigdy nie miałam z nimi żadnych konfliktów, wręcz przeciwnie, np. na świetlicy potrafiliśmy sobie pogadać o najróżniejszych rzeczach, nawet nie poruszając kwestii religijnych.
Dziękuję za komentarz, w którym wyrażasz się z szacunkiem o moich przekonaniach, chociaż ich nie podzielasz :) To jest najlepszy fundament do jakiejkolwiek rozmowy... Jest mi bardzo przykro, kiedy w internecie pojawiają się komentarze wyśmiewające ludzi wierzących itp. Jeszcze raz dzięki :) Pozdrawiam i zapraszam do dalszej rozmowy :)
Wiesz, chyba najbardziej mnie boli, kiedy ludzie z mojego "fachu" zrażają ludzi do wiary... Ja też chodziłam do ośmioklasowej szkoły, katechetka, która mnie uczyła była ok, później księża też w porządku, ale największy wpływ na rozwój mojej wiary i powołania miała kochana Siostra Klaudia, ze zgromadzenia Służebniczek NMP, która organizowała rekolekcje dla dziewcząt, w których uczestniczyłam od połowy liceum. Dzięki temu teraz mam sposób na przeprowadzanie rekolekcji dla mojej cudnej młodzieży...
Nie dziwi mnie fakt, że kolega Twojej córki nie mógł zrozumieć Waszej postawy... To jeszcze dziecko, dla niego to, co dzieje się w domu to "cały świat" - trudno mu zrozumieć, że może być inaczej. To zadanie rodziców, aby w odpowiednim momencie (kiedy po prostu o to zapyta) wytłumaczyć różnice między ludźmi i nauczyć szacunku dla odmiennych poglądów.
Pytasz, czy mam przypadki dzieci, które przekonałam do wiary... Szczerze mówiąc, nie wiem... Wiara jest darem Boga, człowiek albo ją przyjmuje, albo odrzuca... Moim zadaniem jako katechety nie jest przekonywanie do wiary - ja mam ludziom już wierzącym wyjaśnić, w co wierzą, co ich wiara zakłada, jakie z niej wynikają zasady do stosowania w życiu itp. Z uczniami bywa różnie... Ja w szkole nie oceniam wiary (przecież mi nie wolno), może być nawet tak, że ktoś się deklaruje jako niewierzący, ale na religię chodzi, a wiedzę ma na 6. I nie moja rzecz oceniać jego sumienie... Zawsze to moim uczniom powtarzam. Wydaje mi się, że pewną moją zasługą jest grupa fantastycznej młodzieży, która przychodzi na spotkania oazy i jeździ na rekolekcje. Miałam tam jeden przypadek chłopaka, który przeżywał poważne trudności z wiarą... Rozmawiałam z nim, a przede wszystkim modliłam się za niego... Teraz, jako 19-latek jest moją oazową prawą ręką, specjalistą od symboli biblijnych, świetnego tłumaczenia pewnych rzeczy, zaopatrzeniowcem na rekolekcjach i gitarzystą :) No i moim dobrym przyjacielem... :)
W programie gimnazjum, w 3 klasie jest cały blok tematyczny poświęcony innym religiom i staram się go zrealizować jak najlepiej. Staram się wpoić moim uczniom szacunek dla ludzi o innych wierzeniach czy poglądach. Czy skutecznie? Nie wiem... Sama nigdy nie obrażam ludzi, którzy nie podzielają mojej wiary. Mam w szkole uczniów z innych wyznań, którzy na religię nie chodzą, i nigdy nie miałam z nimi żadnych konfliktów, wręcz przeciwnie, np. na świetlicy potrafiliśmy sobie pogadać o najróżniejszych rzeczach, nawet nie poruszając kwestii religijnych.
Dziękuję za komentarz, w którym wyrażasz się z szacunkiem o moich przekonaniach, chociaż ich nie podzielasz :) To jest najlepszy fundament do jakiejkolwiek rozmowy... Jest mi bardzo przykro, kiedy w internecie pojawiają się komentarze wyśmiewające ludzi wierzących itp. Jeszcze raz dzięki :) Pozdrawiam i zapraszam do dalszej rozmowy :)
poniedziałek, 27 października 2014
Uff... nareszcie...
.... jestem nauczycielem mianowanym :) Nie było tak źle. W sumie to i tak w autoprezentacji zapomniałam o paru rzeczach, którymi się chciałam pochwalić... Trochę się wygłupiłam przy jednym pytaniu (z organu prowadzącego), ale poza tym było ok. Nawet się dowiedziałam, że panie z komisji są "pod wrażeniem mojej wiedzy i znajomości przepisów" (ta... jasne...) oraz, że jestem "Właściwym człowiekiem na właściwym miejscu" - miłe słowa na zakończenie egzaminu, nie?
piątek, 10 października 2014
Terminy :)
Wszystkich, którzy trafią na ten wpis, proszę o modlitwę za Anię - 17-letnią dziewczynę, u której zdiagnozowano guza mózgu...
Ostatnie dni to ustalenie kilku ważnych dla mnie dat:
27.10.2014 - egzamin na mianowanego - boję się, dużo bardziej niż jakichkolwiek egzaminów na studiach
26.02. - 1.03.2015 - zarezerwowany termin na rekolekcje z moją młodzieżą - miejmy nadzieję, że żaden piec od centralnego się nie zepsuje :)
Ostatnie dni to ustalenie kilku ważnych dla mnie dat:
27.10.2014 - egzamin na mianowanego - boję się, dużo bardziej niż jakichkolwiek egzaminów na studiach
26.02. - 1.03.2015 - zarezerwowany termin na rekolekcje z moją młodzieżą - miejmy nadzieję, że żaden piec od centralnego się nie zepsuje :)
niedziela, 5 października 2014
Podsumowanie września
Wrzesień jest w szkole zwykle bardzo pracowity... Trzeba się wdrożyć, trzeba sobie wypracować rytm dnia, tygodnia... Jakoś idzie :)
Pozytywy:
- całkiem niezłe pierwsze klasy w gimn. - nawet jakoś idzie, a szczególnie z 1c - fajna klasa 13 chłopaków + 6 dziewczyn, ale ogarnięci
- trochę lepiej w przedszkolu, zwłaszcza z grupą 5-ciolatków. W mieszanej (5-6) też obleci.
- dużo roboty z przygotowaniem do bierzmowania (102 kandydatów...), a proboszcz sporo przekłada na moje barki - ale ja to lubię :)
Negatywy:
- no nie mogę ujechać z obecną 3b... zostało ich w klasie 15 (!), a i tak są nie do przejścia... poddaję się... ja nie mam u nich żadnego posłuchu, po prostu chcę przetrwać...
- w mojej diecezji było spore zamieszanie w związku z deklaracjami udziału w religii, nawet w ogólnopolskich mediach było - na szczęście w mojej szkole jakoś bez bólu przeszło :)
A teraz październik... We wtorek jadę na studia - już tęskniłam :) Tylko jak ja się wytłumaczę z tego, że NIC nie zrobiłam z doktoratem przez wakacje? Trochę wstyd...
W oazie mam z młodzieżą trochę zamieszania. Jak zwykle na początku roku robimy kampanię reklamową, żeby zachęcić nowych członków. W tym roku "pomógł" proboszcz... Stwierdził, że mam zobowiązać wszystkich kandydatów do bierzmowania do obecności na przynajmniej jednym spotkaniu, ma być potwierdzone podpisem w dzienniczku. Mamy więc pełno "jednorazowych" gości, z miną męczenników i dzienniczkiem w garści... Ale może coś z tego wyjdzie... Jakby zostało z 7-8 osób, to by było super :)
Pozytywy:
- całkiem niezłe pierwsze klasy w gimn. - nawet jakoś idzie, a szczególnie z 1c - fajna klasa 13 chłopaków + 6 dziewczyn, ale ogarnięci
- trochę lepiej w przedszkolu, zwłaszcza z grupą 5-ciolatków. W mieszanej (5-6) też obleci.
- dużo roboty z przygotowaniem do bierzmowania (102 kandydatów...), a proboszcz sporo przekłada na moje barki - ale ja to lubię :)
Negatywy:
- no nie mogę ujechać z obecną 3b... zostało ich w klasie 15 (!), a i tak są nie do przejścia... poddaję się... ja nie mam u nich żadnego posłuchu, po prostu chcę przetrwać...
- w mojej diecezji było spore zamieszanie w związku z deklaracjami udziału w religii, nawet w ogólnopolskich mediach było - na szczęście w mojej szkole jakoś bez bólu przeszło :)
A teraz październik... We wtorek jadę na studia - już tęskniłam :) Tylko jak ja się wytłumaczę z tego, że NIC nie zrobiłam z doktoratem przez wakacje? Trochę wstyd...
W oazie mam z młodzieżą trochę zamieszania. Jak zwykle na początku roku robimy kampanię reklamową, żeby zachęcić nowych członków. W tym roku "pomógł" proboszcz... Stwierdził, że mam zobowiązać wszystkich kandydatów do bierzmowania do obecności na przynajmniej jednym spotkaniu, ma być potwierdzone podpisem w dzienniczku. Mamy więc pełno "jednorazowych" gości, z miną męczenników i dzienniczkiem w garści... Ale może coś z tego wyjdzie... Jakby zostało z 7-8 osób, to by było super :)
wtorek, 16 września 2014
Siatkówka w katechezie
Tak mi się przypomniało podczas oglądania meczu Polska - Brazylia. Ponieważ w brazylijskiej drużynie nie ma już Andre ani Ricardo, to nie mam dylematu, komu kibicować :)
W zeszłym roku szkolnym w jednej z 3 klas rozmawiamy o pokorze ("Błogosławieni cisi..."). I tak dyskutujemy, co to znaczy być pokornym. Czy mam się poniżać, zaprzeczać swoim zaletom, sukcesom? Pojawił się przykład uczennicy z tej klasy, Ady, która kilka dni wcześniej wygrała zawody powiatowe w biegach przełajowych.
- Cieszyłaś się?
- Tak.
- Czy to znaczy, że nie masz w sobie pokory?
-.....?
I tak potoczyła się rozmowa, na przykładzie sportowców. Pojawił się przykład Kamila Stocha, który nie wstydzi się przyznać do swojej wiary itp. W końcu formułujemy wnioski: Nie muszę wstydzić się swoich sukcesów, żeby być pokornym, ważne, że radość z mojego zwycięstwa nie krzywdzi, nie obraża przeciwników. Mam przecież prawo się cieszyć - pokora to prawda o sobie, a nie poniżanie siebie.
Na koniec uczniowie sami chcieli znaleźć jakiś przykład sportowca, który w swoich sukcesach nie jest pokorny. (W tej klasie dobrze się rozumiałyśmy z większością dziewczyn, podzielały moje sympatie sportowe). Padły dwa nazwiska skoczków narciarskich... Ale Ania skwitowała rozmowę jednym (genialnym) przykładem:
- Bernardo Rezende.
I nawet nie było co komentować :)
P.S.
Bernardinho to trener brazylijskiej reprezentacji siatkówki - nie znoszę go, od czasu jak wywalił z kadry najlepszego rozgrywającego - Ricardo Garcię, (pokłócił się z nim o pieniądze z nagrody za MVP) a w jego miejsce wprowadził... swojego syna. I chociaż Brazylijczycy przegrali najważniejsze mecze: finały Ligi Światowej i Igrzysk Olimpijskich, to nadal jest trenerem kadry - od czasu, jak ja oglądam siatkówkę, czyli od 2003 roku.
W zeszłym roku szkolnym w jednej z 3 klas rozmawiamy o pokorze ("Błogosławieni cisi..."). I tak dyskutujemy, co to znaczy być pokornym. Czy mam się poniżać, zaprzeczać swoim zaletom, sukcesom? Pojawił się przykład uczennicy z tej klasy, Ady, która kilka dni wcześniej wygrała zawody powiatowe w biegach przełajowych.
- Cieszyłaś się?
- Tak.
- Czy to znaczy, że nie masz w sobie pokory?
-.....?
I tak potoczyła się rozmowa, na przykładzie sportowców. Pojawił się przykład Kamila Stocha, który nie wstydzi się przyznać do swojej wiary itp. W końcu formułujemy wnioski: Nie muszę wstydzić się swoich sukcesów, żeby być pokornym, ważne, że radość z mojego zwycięstwa nie krzywdzi, nie obraża przeciwników. Mam przecież prawo się cieszyć - pokora to prawda o sobie, a nie poniżanie siebie.
Na koniec uczniowie sami chcieli znaleźć jakiś przykład sportowca, który w swoich sukcesach nie jest pokorny. (W tej klasie dobrze się rozumiałyśmy z większością dziewczyn, podzielały moje sympatie sportowe). Padły dwa nazwiska skoczków narciarskich... Ale Ania skwitowała rozmowę jednym (genialnym) przykładem:
- Bernardo Rezende.
I nawet nie było co komentować :)
P.S.
Bernardinho to trener brazylijskiej reprezentacji siatkówki - nie znoszę go, od czasu jak wywalił z kadry najlepszego rozgrywającego - Ricardo Garcię, (pokłócił się z nim o pieniądze z nagrody za MVP) a w jego miejsce wprowadził... swojego syna. I chociaż Brazylijczycy przegrali najważniejsze mecze: finały Ligi Światowej i Igrzysk Olimpijskich, to nadal jest trenerem kadry - od czasu, jak ja oglądam siatkówkę, czyli od 2003 roku.
środa, 10 września 2014
Osłabli w gorliwości...
W dzisiejszych nieszporach jest taka prośba:
"Wejrzyj na tych, którzy poświęcają się służbie dla braci, nie dopuść, aby osłabli w gorliwości wskutek niepowodzeń albo lekceważenia ze strony bliźnich"
Od razu skojarzyło mi się z pracą katechety... Czy nie zdarza się tak, że ktoś deprecjonuje naszą pracę? "Czego wy tam uczycie... e tam, religia, co tam jest trudnego?". Potrafię zrozumieć takie stanowisko osób niezwiązanych ze szkołą, ale ze strony nauczycieli? Por favor... Dzisiaj załatwiam tę sprawę z podręcznikiem dla przedszkola - tłumaczę wychowawczyni, że chcę taki a nie inny, że rodzice mają kupić i tyle. Wychowawczyni zapytała, czy to "taki podłużny" co mieli kiedyś. Ja mówię, że nie, bo się zmieniła podstawa programowa i musimy wybierać podręczniki zgodne z tą podstawą. Odpowiedź: "To wy macie podstawę programową?" Si, claro... nie, my tylko przychodzimy do przedszkolaków i mówimy: "patrzcie dzieci, tam jest bozia"...
No puedo creer....
"Wejrzyj na tych, którzy poświęcają się służbie dla braci, nie dopuść, aby osłabli w gorliwości wskutek niepowodzeń albo lekceważenia ze strony bliźnich"
Od razu skojarzyło mi się z pracą katechety... Czy nie zdarza się tak, że ktoś deprecjonuje naszą pracę? "Czego wy tam uczycie... e tam, religia, co tam jest trudnego?". Potrafię zrozumieć takie stanowisko osób niezwiązanych ze szkołą, ale ze strony nauczycieli? Por favor... Dzisiaj załatwiam tę sprawę z podręcznikiem dla przedszkola - tłumaczę wychowawczyni, że chcę taki a nie inny, że rodzice mają kupić i tyle. Wychowawczyni zapytała, czy to "taki podłużny" co mieli kiedyś. Ja mówię, że nie, bo się zmieniła podstawa programowa i musimy wybierać podręczniki zgodne z tą podstawą. Odpowiedź: "To wy macie podstawę programową?" Si, claro... nie, my tylko przychodzimy do przedszkolaków i mówimy: "patrzcie dzieci, tam jest bozia"...
No puedo creer....
niedziela, 7 września 2014
Co jest najgorsze w pracy w przedszkolu?
Los padres - rodzice :( Por que? Dlaczego? Ech... nie jestem asertywna, wcale. W tym roku nadal uzupełniam etat w przedszkolu. Jedną grupę mam nową - 5 latki, a drugą taką, której większa część chodziła do przedszkola w zeszłym roku i miała religię ze mną (5-6 latki). Podałam nauczycielkom informację, jaki trzeba kupić podręcznik. Wczoraj dostałam SMS-a od wychowawczyni tej drugiej grupy, że rodzice na zebraniu nie zgodzili się (???? a ktoś ich pytał o zdanie?), żeby dzieci miały ten sam podręcznik, co w zeszłym roku, i proszą, żebym wybrała inny. Que? Od kiedy rodzice decydują o podręczniku do religii? Por favor.... Szkoda, że w mojej diecezji mamy dowolność wyboru, bo inaczej powiedziałabym, że biskup nie pozwala na inny... Wiem, że przesadzam (estoy exagerando), ale trochę mnie to wkurzyło... Muszę szybko zdecydować się na inny podręcznik (bo nie mam ochoty na dyskusje z rodzicami), w dodatku będę musiała sobie ten podręcznik kupić (razem z metodycznym)... Tak trochę na złość wybrałam taki, który może być trudno dostać w księgarni... Ale skoro rodzicom się nie podoba to, co dobre, to niech się męczą. Ja chcę mieć porządne narzędzia pracy!! Y punto!
sobota, 30 sierpnia 2014
W poszukiwaniu pomysłu na pierwszą lekcję...
Pojutrze kolejny rok szkolny... znowu mam pierwsze klasy, trzeba przyzwyczaić się do pracy z nowymi dziećmi, nauczyć ich imion...
Mam problem: jak przeprowadzić pierwszą lekcję w nowej klasie, żeby była taka naprawdę udana? Wykład pt.: "O czym będziemy się uczyć na religii w kl. I" sprawia, że uczniowie zniechęcają się już na pierwszej katechezie. Dotychczas na pierwszej lekcji mówiłam o PSO, przedstawiałam wymagania, mówiłam trochę o sobie, opowiadałam, jak będą wyglądać lekcje... Chciałabym coś zmienić... Jasne, że sprawy organizacyjne muszą być wspomniane, ale...
Myślę o takiej lekcji "w stylu Hitchcocka" - najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie wzrasta :)
Jak wstrząsnąć uczniami na pierwszej lekcji?
Jakie są Wasze pomysły na pierwszą katechezę? Proszę o sugestie :)
Dla sympatyków hiszpańskiego:
Mam problem: jak przeprowadzić pierwszą lekcję w nowej klasie, żeby była taka naprawdę udana? Wykład pt.: "O czym będziemy się uczyć na religii w kl. I" sprawia, że uczniowie zniechęcają się już na pierwszej katechezie. Dotychczas na pierwszej lekcji mówiłam o PSO, przedstawiałam wymagania, mówiłam trochę o sobie, opowiadałam, jak będą wyglądać lekcje... Chciałabym coś zmienić... Jasne, że sprawy organizacyjne muszą być wspomniane, ale...
Myślę o takiej lekcji "w stylu Hitchcocka" - najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie wzrasta :)
Jak wstrząsnąć uczniami na pierwszej lekcji?
Jakie są Wasze pomysły na pierwszą katechezę? Proszę o sugestie :)
Dla sympatyków hiszpańskiego:
Padre neustro, que estas en el cielo
sanctificado sea Tu Nombre
venga a nosotros Tu reino
hagase Tu voluntad en la tierra como en el cielo
danos hoy nuestro pan de cada dia
perdona nuestras ofendas
como tambien nosotros perdonamos
a los que nos ofenden
no nos dejes caer en la tentacion
y libranos del mal
Amen
Subskrybuj:
Posty (Atom)