W zeszłym tygodniu byłam na warsztatach katechetycznych - robiliśmy pomoce dydaktyczne... Takie warsztaty odbyły się u nas siódmy raz, a ja strasznie żałuję, że dopiero teraz się zdecydowałam :) Robiliśmy bardzo fajne rzeczy - plansze, które się tak fajnie składa i przekłada... Tylko nie zdawałam sobie sprawy, że to taka ciężka praca :) Jak wyjeżdżałam w piątek z domu, to byłam obładowana brystolami, blokami, klejami i taśmami... Ale była niezła zabawa.
Kilka fotek:
Kiedy ludzie dowiadują się, jaki jest mój zawód, dziwnie na mnie patrzą... A bycie katechetką to coś wspaniałego! Sami się przekonajcie...
niedziela, 19 kwietnia 2015
czwartek, 9 kwietnia 2015
Sezon rowerowy
... czas zacząć. Nie ma nic lepszego na smutki i troski, niż trochę wysiłku fizycznego na świeżym powietrzu. Dzisiaj pół dnia w szkole wyglądałam przez okno i sprawdzałam, czy gałęzie okolicznych drzew nie bujają się za bardzo... o 14:20 wpadłam do domu, zjadłam obiad i wypadłam - na rower. Wreszcie dzisiaj udało mi się przejechać spory kawałek - 18 km w ciągu 1 godz 10 min. To jeszcze trochę za mało i za wolno, niż bym chciała, ale jak na moje krzywe nogi bez kondycji to już całkiem nieźle. Było bardzo przyjemnie, a dzisiaj jeszcze jadę na basen :)
wtorek, 7 kwietnia 2015
Konflikt tragiczny...
.... to taka sytuacja, kiedy żadne rozwiązanie nie jest dobre... Właśnie w takiej chwili jestem... Niestety, mniejsza liczba godzin w gimnazjum sprawia, że są problemy z etatami, dla mnie i współpracującego księdza. To z kolei stawia w niezręcznej sytuacji proboszcza, dyrekcję... Komuś coś trzeba zabrać... Proboszcz najpierw mówił, że dostanę całe gimn. i problem z głowy, ale... Ale "przełożeni" (czyli biskup) dał inne dyspozycje... krótko mówiąc: księża mają uczyć, i kropka. Proboszcz chce mnie ratować uzupełnianiem godzin w SP - tam jednak mam ogromny stres, ponieważ nie potrafię dojść do porozumienia z dyr... bardzo źle się tam czuję... Mogę odmówić, ale to spowoduje, że nie będę miała etatu...
Całe święta przeżyłam z tym ciężarem, nadal nie potrafię się z tym uporać... ja nie umiem uczyć dzieci...
Całe święta przeżyłam z tym ciężarem, nadal nie potrafię się z tym uporać... ja nie umiem uczyć dzieci...
wtorek, 10 marca 2015
Rekolekcje... x2
Dłuuugo mnie tu nie było...
Odkryłam swój podstawowy grzech główne: nieumiejętne gospodarowanie czasem. Właściwie to nic specjalnego nie zrobiłam, a tu już wieczór... i oczywiście siedzę do 1-wszej w nocy...
W gimn. jutro kończę rekolekcje - jak zwykle trochę zniesmaczona... Chociaż zacznę od pozytywów - sporo dzieciaków w kościele, coś między 1/3 a 1/2... jakieś 40% obecności - właściwie nieźle :) Ale niektórzy... masakra, gadają nawet na przeistoczeniu (!!!), co mnie wręcz zbulwersowało - słyszałam wyraźnie jakieś mamrotanie z tyłu kościoła, i to nie był szept...
Tyle o szkolnych, nie ma co opisywać...
W ferie byłam na rekolekcjach wyjazdowych z moją grupą parafialną. Tutaj JEST co opisywać :) Było cudownie, chociaż w najskromniejszym jak dotąd składzie (10 dziewcząt, jeden chłopak i ja). Świetne doświadczenia, cisza w czasie Namiotu Spotkania (gimnazjalistki wytrzymują godzinę bez rozmów!), niezwykłe odkrycia w czasie lektury Biblii: "reszta umarłych nie żyła" [Ap20,5, stare tłumaczenie św. Wojciecha], "Szymonie, chcę ci coś powiedzieć"...
A jakie były najważniejsze słowa, jakie padły na rekolekcjach?
JUTRO WSTAJEMY PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ :) :) :)
Kocham moje dzieci :)
Odkryłam swój podstawowy grzech główne: nieumiejętne gospodarowanie czasem. Właściwie to nic specjalnego nie zrobiłam, a tu już wieczór... i oczywiście siedzę do 1-wszej w nocy...
W gimn. jutro kończę rekolekcje - jak zwykle trochę zniesmaczona... Chociaż zacznę od pozytywów - sporo dzieciaków w kościele, coś między 1/3 a 1/2... jakieś 40% obecności - właściwie nieźle :) Ale niektórzy... masakra, gadają nawet na przeistoczeniu (!!!), co mnie wręcz zbulwersowało - słyszałam wyraźnie jakieś mamrotanie z tyłu kościoła, i to nie był szept...
Tyle o szkolnych, nie ma co opisywać...
W ferie byłam na rekolekcjach wyjazdowych z moją grupą parafialną. Tutaj JEST co opisywać :) Było cudownie, chociaż w najskromniejszym jak dotąd składzie (10 dziewcząt, jeden chłopak i ja). Świetne doświadczenia, cisza w czasie Namiotu Spotkania (gimnazjalistki wytrzymują godzinę bez rozmów!), niezwykłe odkrycia w czasie lektury Biblii: "reszta umarłych nie żyła" [Ap20,5, stare tłumaczenie św. Wojciecha], "Szymonie, chcę ci coś powiedzieć"...
A jakie były najważniejsze słowa, jakie padły na rekolekcjach?
JUTRO WSTAJEMY PÓŁ GODZINY PÓŹNIEJ :) :) :)
Kocham moje dzieci :)
czwartek, 12 lutego 2015
Po sesji...
Kolejna sesja egzaminacyjna na studiach doktoranckich za mną... Za szybko to idzie :) Coraz bardziej lubię atmosferę PWT, wspólne uczenie się przed egzaminami, zwłaszcza z ks. M. i ks. M :) Minę ks. Ł.: "O czym wy mówicie???" :) Przedrzeźnianie się - immolacja, hamartiologia - coooo?? Fajne uczucie, kiedy mówisz do kogoś "reinterpretacja modeli soteriologicznych wg Ratzingera" i ten ktoś nie patrzy na ciebie, jakbyś mówiła po chińsku... Szkoda tylko, że potrwa to jeszcze max. 2,5 roku...
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Cierpliwość
Dziś bardzo krótko - zaczyna się sesja, muszę się uczyć, jak dobrze pójdzie, to jutro zdam 3 egzaminy :)
Chciałam tylko napisać, że dzisiaj rano, odmawiając jutrznię, dostałam "kopniaka" od Pana Boga - mamy dziś wspomnienie św. Tymoteusza i Tytusa. Antyfona do pieśni Zachariasza:
"Głoś naukę, * nastawaj w porę, nie w porę, / wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz."
Lepszej wskazówki dla nauczyciela na rozpoczęcie dnia chyba nie można znaleźć...
Chciałam tylko napisać, że dzisiaj rano, odmawiając jutrznię, dostałam "kopniaka" od Pana Boga - mamy dziś wspomnienie św. Tymoteusza i Tytusa. Antyfona do pieśni Zachariasza:
"Głoś naukę, * nastawaj w porę, nie w porę, / wykaż błąd, poucz, podnieś na duchu z całą cierpliwością, ilekroć nauczasz."
Lepszej wskazówki dla nauczyciela na rozpoczęcie dnia chyba nie można znaleźć...
niedziela, 11 stycznia 2015
Nie mam weny...
... dlatego dość długo się nie odzywałam, mimo świąteczno-noworocznej przerwy. Mam jednak dużo spraw do zrobienia - wybrać scenariusz do misterium wielkanocnego, napisać konspekt katechezy o Eucharystii do diecezjalnych materiałów z okazji Kongresu Eucharystycznego (został mi tydzień, a ja nie mam pomysłu - nie mam wprawy w katechezach dla SP), zbliżają się egzaminy na studiach....
Po drugie, trochę mi głupio... Kochana Afro przysłała mi kartkę z życzeniami oraz "gwiazdkowy" (dosłownie) prezent... BARDZO DZIĘKUJĘ!!! A jest mi głupio dlatego, że gdzieś zapodziałam Twój adres, i nie mogę się odwdzięczyć... Byłabyś tak miła i przesłałabyś mi jeszcze raz adresik? Por favor... :)
I jeszcze zaległa odpowiedź dla jaśka...
W sumie to ja też Ci radzę porozmawiać z księdzem, może być po kolędzie... Nie ma nic lepszego od rozmowy twarzą w twarz, żaden internet tego nie zastąpi. A jeżeli "nie pasuje" Ci konkretny ksiądz, bo miałeś z nim nieprzyjemne doświadczenia, to poszukaj innego - w innej parafii, a może w jakimś klasztorze? Ojcowie zakonni bywają bardziej przygotowani do trudnych rozmów, do wyjaśniania wątpliwości... Nie chcę przez to powiedzieć, że masz się do mnie nie odzywać, nie mam nic przeciwko Twojej obecności i komentarzom, ale wyjaśnij mi jedną rzecz: Jaki ma być cel naszej rozmowy? Co chcesz osiągnąć? Bo wydaje mi się, że rozmowa dla samej rozmowy nie ma sensu..
Po drugie, trochę mi głupio... Kochana Afro przysłała mi kartkę z życzeniami oraz "gwiazdkowy" (dosłownie) prezent... BARDZO DZIĘKUJĘ!!! A jest mi głupio dlatego, że gdzieś zapodziałam Twój adres, i nie mogę się odwdzięczyć... Byłabyś tak miła i przesłałabyś mi jeszcze raz adresik? Por favor... :)
I jeszcze zaległa odpowiedź dla jaśka...
W sumie to ja też Ci radzę porozmawiać z księdzem, może być po kolędzie... Nie ma nic lepszego od rozmowy twarzą w twarz, żaden internet tego nie zastąpi. A jeżeli "nie pasuje" Ci konkretny ksiądz, bo miałeś z nim nieprzyjemne doświadczenia, to poszukaj innego - w innej parafii, a może w jakimś klasztorze? Ojcowie zakonni bywają bardziej przygotowani do trudnych rozmów, do wyjaśniania wątpliwości... Nie chcę przez to powiedzieć, że masz się do mnie nie odzywać, nie mam nic przeciwko Twojej obecności i komentarzom, ale wyjaśnij mi jedną rzecz: Jaki ma być cel naszej rozmowy? Co chcesz osiągnąć? Bo wydaje mi się, że rozmowa dla samej rozmowy nie ma sensu..
czwartek, 11 grudnia 2014
Sukcesy i porażki
Ostatnie dni były bardzo... zaskakujące :) We wtorek, na uczelni, poszłam do kwestury odebrać decyzje dot. stypendium. Byłam święcie przekonana, że dostałam tylko stypendium dla niepełnosprawnych. Pani Maria, która się zajmuje sprawami finansowymi na PWT wręcza mi kartki do podpisu:
- stypendium dla niepełnosprawnych... w tym roku niewiele... (cyk - podpisik)
- stypendium naukowe... nie przyznano... (cyk - podpisik)
- stypendium projakościowe... przyznano... (cyk.. WRÓĆ? Przyznano???) yyy.... ja w szoku, jak zobaczyłam kwotę, to całe szczęście, że siedziałam na krześle... W dodatku wypłacono mi za trzy miesiące...
Wczoraj pojechałam do PCPR odebrać orzeczenie o niepełnosprawności - musiałam wyrobić nowe, ze względu na zmianę przepisów o kartach parkingowych... Idę do tych miłych (naprawdę) pań w pokoju nr 8, podaję dowód, a pani od razu mówi do koleżanki, żeby przygotowała wniosek na kartę parkingową (no to ja sobie myślę - uff, jest umiarkowany)... Dopiero w samochodzie patrzę w to orzeczenie, a tam napisane, że na stałe! Nie będę musiała co dwa lata chodzić na komisję, żeby potwierdzać, że mam problemy z chodzeniem... W sumie nie wiem, czy to można nazwać sukcesem, bo przecież wolałabym być zdrowa, biegać, skakać i tańczyć, ale... :)
Porażki - jak dla mnie poważniejsze. ZNOWU mi adwent ucieka... tylko dwa razy byłam na roratach, nie mogę sobie uporządkować modlitwy, jakoś nie umiem się zorganizować... Planowałam jakieś "ćwiczenia duchowe", lectio divina albo lekturę jakiejś księgi biblijnej (mmm, Izajasz...), i jak zwykle w adwent nie mogę się wyrobić...
Dla jaśka:
1) nigdy nie spotkałam się z informacją, że Matka Teresa była poddana egzorcyzmom, możesz podać źródła? I na pewno nigdy nie mówiła, że "ludzie muszą cierpieć, bo to ich zbliża do Boga" - gdyby tak sądziła, to nie zbierałaby trędowatych z ulicy, żeby im pomagać i ulżyć w cierpieniach, nie? Tylko zostawiałaby ich dalej cierpiących.
2) O ile się nie mylę, to księża podlegają takiemu samemu prawu świeckiemu, jak wszyscy obywatele? Więc jeśli popełniają przestępstwo, to są przez władzę świecką sądzeni... Znam przykłady, że toczy się postępowanie śledcze, np. w sprawie księdza podejrzanego o kradzież i sprzedaż zabytkowych rzeźb... (to się wydarzyło w mojej diecezji).
3) odnośnie chrztu dzieci - właśnie w tym rzecz, że dla Ciebie wiara NIE jest ważna w życiu, więc nie widzisz sensu jej przekazywania. Wierzący rodzice myślą inaczej, i dlatego chrzczą swoje dzieci. Gdybym miała kiedyś dzieci, chciałabym dać im wszystko, co sama uważam za najlepsze, w tym wiarę - i to od samego początku. To mi gwarantuje konstytucja - wychowanie dzieci zgodnie z sumieniem. A jeśli w przyszłości moje dziecko by stwierdziło, że mu to niepotrzebne - to cóż, droga wolna, możesz "olać" wiarę.
4) Dlaczego w sprawie apostazji masz się stosować do kościelnego prawa? Bo chcesz dokonać aktu przewidzianego kościelnym prawem... (Jak chcę np. jechać z uczniami do kina, to się muszę zastosować do szkolnego prawa, bo ono reguluje takie przypadki). Przecież NIE MUSISZ tego robić... Kościelne prawo nie zmusza Cię do dokonania apostazji. Bez tego też możesz porzucić wiarę. Zapis czy skreślenie z księgi do niczego nie zmusza.
5) I odnośnie Twojej córki - pomyślałam to samo, co osoba, która skomentowała Twoją wypowiedź, więc nie będę się powtarzać. Poza tym, nie znam ani Twojej córki, ani jej mamy, ani kościoła, do którego zwykle chodzą, więc w ogóle nie mam co komentować.
- stypendium dla niepełnosprawnych... w tym roku niewiele... (cyk - podpisik)
- stypendium naukowe... nie przyznano... (cyk - podpisik)
- stypendium projakościowe... przyznano... (cyk.. WRÓĆ? Przyznano???) yyy.... ja w szoku, jak zobaczyłam kwotę, to całe szczęście, że siedziałam na krześle... W dodatku wypłacono mi za trzy miesiące...
Wczoraj pojechałam do PCPR odebrać orzeczenie o niepełnosprawności - musiałam wyrobić nowe, ze względu na zmianę przepisów o kartach parkingowych... Idę do tych miłych (naprawdę) pań w pokoju nr 8, podaję dowód, a pani od razu mówi do koleżanki, żeby przygotowała wniosek na kartę parkingową (no to ja sobie myślę - uff, jest umiarkowany)... Dopiero w samochodzie patrzę w to orzeczenie, a tam napisane, że na stałe! Nie będę musiała co dwa lata chodzić na komisję, żeby potwierdzać, że mam problemy z chodzeniem... W sumie nie wiem, czy to można nazwać sukcesem, bo przecież wolałabym być zdrowa, biegać, skakać i tańczyć, ale... :)
Porażki - jak dla mnie poważniejsze. ZNOWU mi adwent ucieka... tylko dwa razy byłam na roratach, nie mogę sobie uporządkować modlitwy, jakoś nie umiem się zorganizować... Planowałam jakieś "ćwiczenia duchowe", lectio divina albo lekturę jakiejś księgi biblijnej (mmm, Izajasz...), i jak zwykle w adwent nie mogę się wyrobić...
Dla jaśka:
1) nigdy nie spotkałam się z informacją, że Matka Teresa była poddana egzorcyzmom, możesz podać źródła? I na pewno nigdy nie mówiła, że "ludzie muszą cierpieć, bo to ich zbliża do Boga" - gdyby tak sądziła, to nie zbierałaby trędowatych z ulicy, żeby im pomagać i ulżyć w cierpieniach, nie? Tylko zostawiałaby ich dalej cierpiących.
2) O ile się nie mylę, to księża podlegają takiemu samemu prawu świeckiemu, jak wszyscy obywatele? Więc jeśli popełniają przestępstwo, to są przez władzę świecką sądzeni... Znam przykłady, że toczy się postępowanie śledcze, np. w sprawie księdza podejrzanego o kradzież i sprzedaż zabytkowych rzeźb... (to się wydarzyło w mojej diecezji).
3) odnośnie chrztu dzieci - właśnie w tym rzecz, że dla Ciebie wiara NIE jest ważna w życiu, więc nie widzisz sensu jej przekazywania. Wierzący rodzice myślą inaczej, i dlatego chrzczą swoje dzieci. Gdybym miała kiedyś dzieci, chciałabym dać im wszystko, co sama uważam za najlepsze, w tym wiarę - i to od samego początku. To mi gwarantuje konstytucja - wychowanie dzieci zgodnie z sumieniem. A jeśli w przyszłości moje dziecko by stwierdziło, że mu to niepotrzebne - to cóż, droga wolna, możesz "olać" wiarę.
4) Dlaczego w sprawie apostazji masz się stosować do kościelnego prawa? Bo chcesz dokonać aktu przewidzianego kościelnym prawem... (Jak chcę np. jechać z uczniami do kina, to się muszę zastosować do szkolnego prawa, bo ono reguluje takie przypadki). Przecież NIE MUSISZ tego robić... Kościelne prawo nie zmusza Cię do dokonania apostazji. Bez tego też możesz porzucić wiarę. Zapis czy skreślenie z księgi do niczego nie zmusza.
5) I odnośnie Twojej córki - pomyślałam to samo, co osoba, która skomentowała Twoją wypowiedź, więc nie będę się powtarzać. Poza tym, nie znam ani Twojej córki, ani jej mamy, ani kościoła, do którego zwykle chodzą, więc w ogóle nie mam co komentować.
sobota, 6 grudnia 2014
Rozważań nad wiarą ciąg dalszy
Często brak porozumienia w rozmowie wynika z faktu, że rozmówcy inaczej definiują pewne pojęcia... Tak się złożyło w przypadku terminu "dar wiary". Tak naprawdę to nie mam ochoty rozpisywać się nad pojęciem "wiara", bo można tu napisać cały traktat z teologii fundamentalnej: def. z Vaticanum I i II, ujęcie personalistyczne, itd., itp.
Nie umiem powiedzieć, ilu Czechów wierzy, a ilu nie i dlaczego tak jest. Po pierwsze dlatego, że nie znam żadnego Czecha :), więc tym bardziej nie mogę się wypowiadać na temat ich motywacji wiary czy niewiary. Nie lubię generalizowania, więc się zwykle nie wypowiadam ogólnie, bez opierania się na faktach. Poczucie, że modlitwa coś daje, to już skutek wiary, a nie sam dar. Zresztą, nie każdy wierzący "tak ma". Wielu świętych mówi o tzw. "nocy ciemnej" (la noche oscura - św. Jan od Krzyża), kiedy właśnie ma się poczucie, że modlitwa jest pusta, że nic nie daje, że tracę czas... Matka Teresa z Kalkuty pisała o tym w swoich listach, miała takie poczucie przez 50 lat życia! Rzecz w tym, że wiara to coś więcej niż uczucia...
Co to znaczy "napiętnować czarne owce"? Ja też wiem, że wśród księży i nie tylko zresztą, są "czarne owce". Jeżeli ktoś popełnia przestępstwo, to powinien ponieść karę, i tyle. Ale co, jeżeli jakiś ksiądz nie jest ideałem, to jak go "napiętnować"? Wytykać palcami, ogłaszać z ambony, że "ten a ten ksiądz jest zły, niedobry i w ogóle"? Obsmarować go w gazecie? Sorry, ale na takie rzeczy się nie zgadzam.
Jeśli chodzi o książki, to polecam cokolwiek Szymona Hołowni - ja uwielbiam jego sposób pisania, niczego nikomu nie narzuca, a w bardzo fajny sposób pisze o wierze, Kościele, księżach - pisze prawdę, ale z dystansem i dużą wiedzą.
Myślę że po kilku razach ze mną widzisz że nie uwierzę, nie ? Wiesz co, trochę mi się przykro zrobiło... Bo to zabrzmiało tak, jakbyś mi chciał powiedzieć, że w ogóle nie ma sensu rozmawiać, że choćbym nie wiem jak się starała, to i tak masz w d*** moje słowa... Jakbyś chciał mnie obrazić... Jakbyś chciał powiedzieć: "Ty będziesz stawać na głowie, żeby mnie nawrócić, a ja i tak mam to gdzieś". To po co w ogóle rozmawiać? Ja wcale nie chcę cię nawracać, to czy uwierzysz, czy nie, to w sumie jest twoja osobista sprawa, a nie moja. Ja ci tylko wyjaśniam moje poglądy, nie musisz się z nimi zgadzać...
Ostatnie kwestie: chrzest dzieci i apostazja.
1) Chrzest dzieci - Kościół chrzci dzieci na prośbę rodziców. Jeżeli dla rodziców wiara jest czymś istotnym w życiu, to chcą to dać swemu dziecku, bo uważają, że to jest dobre. I nie czekają, aż dziecko samo zdecyduje. Ja to widzę tak samo, jak np. ze szczepieniami ochronnymi - rodzice każą zaszczepić swoje dzieci na jakieś choroby, bo uważają, że to jest ważne - i też nie czekają, aż dziecko dorośnie i zdecyduje, czy chce być zaszczepione, czy nie. Albo dlaczego rodzice uczą swoje dzieci np. dobrego wychowania? A może nalezy poczekać, niech samo zdecyduje, czy chce być kulturalne, czy nie. Albo czy pytają dziecko, czy chce chodzić do przedszkola? Jeść zdrową żywność? I takich przykładów można wymieniać wiele. Po prostu - rodzice chcą dać dziecku wszystko to, co najlepsze. Jeżeli do tych "rzeczy" zalicza się także wiara, to chcą ją dać swojemu dziecku. A jeśli chodzi o Pierwszą Komunię - nie trzeba rozumieć, czym jest wiara, żeby nią żyć... Założę się, że wielu głęboko wierzących ludzi, zwłaszcza ludzi prostych, niewykształconych, nie umiałoby wyjaśnić, czym jest wiara, ale wiedzą, że jest ważna w ich życiu. Nie trzeba mieć studiów teologicznych, żeby się modlić, przyjmować sakramenty... A tak naprawdę to dzieci mają większą wrażliwość na sprawy duchowe, niż dorośli. Nie przypadkiem Jezus powiedział: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie".
2) Apostazja - "Dlaczego sam nie mogę wyrzec się wiary?" Oczywiście, że możesz, co za problem? Trwa to sekundę - stwierdzasz, że nie chcesz wierzyć, że masz to gdzieś i tyle. I wcale nie potrzeba do tego świadków, skreśleń z listy (jak sam twierdzisz, dla ciebie taki akt to tylko skreślenie z listy). Mówisz, że nie wierzysz - i tyle. Zapis w księdze chrztów do niczego cię nie zmusza. Jeśli jednak chcesz dokonać formalnego wystąpienia z Kościoła, to musisz się dostosować do kościelnego prawa. Skreślenie z księgi jest aktem urzędowym (zgodnie z prawem kościelnym) i jako takie wymaga zachowania pewnych formalności. Przecież podobnie jest w prawie państwowym - jak np. chcę zawrzeć małżeństwo w urzędzie, to muszą się pod tym aktem podpisać świadkowie. I choćbyś nie wiem jak się kłócił w USC, tłumacząc, że dla ciebie to tylko wpis do księgi, to urzędnik i tak będzie chciał świadków. Bo takie jest prawo. Podobnie jest z prawem kanonicznym - jeżeli chcesz dokonać jakiegoś aktu, który temu prawu podlega, to musisz się dostosować do zasad. Lepiej to wyjaśnione tutaj - artykuł na Deonie .
Pozdrawiam
Nie umiem powiedzieć, ilu Czechów wierzy, a ilu nie i dlaczego tak jest. Po pierwsze dlatego, że nie znam żadnego Czecha :), więc tym bardziej nie mogę się wypowiadać na temat ich motywacji wiary czy niewiary. Nie lubię generalizowania, więc się zwykle nie wypowiadam ogólnie, bez opierania się na faktach. Poczucie, że modlitwa coś daje, to już skutek wiary, a nie sam dar. Zresztą, nie każdy wierzący "tak ma". Wielu świętych mówi o tzw. "nocy ciemnej" (la noche oscura - św. Jan od Krzyża), kiedy właśnie ma się poczucie, że modlitwa jest pusta, że nic nie daje, że tracę czas... Matka Teresa z Kalkuty pisała o tym w swoich listach, miała takie poczucie przez 50 lat życia! Rzecz w tym, że wiara to coś więcej niż uczucia...
Co to znaczy "napiętnować czarne owce"? Ja też wiem, że wśród księży i nie tylko zresztą, są "czarne owce". Jeżeli ktoś popełnia przestępstwo, to powinien ponieść karę, i tyle. Ale co, jeżeli jakiś ksiądz nie jest ideałem, to jak go "napiętnować"? Wytykać palcami, ogłaszać z ambony, że "ten a ten ksiądz jest zły, niedobry i w ogóle"? Obsmarować go w gazecie? Sorry, ale na takie rzeczy się nie zgadzam.
Jeśli chodzi o książki, to polecam cokolwiek Szymona Hołowni - ja uwielbiam jego sposób pisania, niczego nikomu nie narzuca, a w bardzo fajny sposób pisze o wierze, Kościele, księżach - pisze prawdę, ale z dystansem i dużą wiedzą.
Myślę że po kilku razach ze mną widzisz że nie uwierzę, nie ? Wiesz co, trochę mi się przykro zrobiło... Bo to zabrzmiało tak, jakbyś mi chciał powiedzieć, że w ogóle nie ma sensu rozmawiać, że choćbym nie wiem jak się starała, to i tak masz w d*** moje słowa... Jakbyś chciał mnie obrazić... Jakbyś chciał powiedzieć: "Ty będziesz stawać na głowie, żeby mnie nawrócić, a ja i tak mam to gdzieś". To po co w ogóle rozmawiać? Ja wcale nie chcę cię nawracać, to czy uwierzysz, czy nie, to w sumie jest twoja osobista sprawa, a nie moja. Ja ci tylko wyjaśniam moje poglądy, nie musisz się z nimi zgadzać...
Ostatnie kwestie: chrzest dzieci i apostazja.
1) Chrzest dzieci - Kościół chrzci dzieci na prośbę rodziców. Jeżeli dla rodziców wiara jest czymś istotnym w życiu, to chcą to dać swemu dziecku, bo uważają, że to jest dobre. I nie czekają, aż dziecko samo zdecyduje. Ja to widzę tak samo, jak np. ze szczepieniami ochronnymi - rodzice każą zaszczepić swoje dzieci na jakieś choroby, bo uważają, że to jest ważne - i też nie czekają, aż dziecko dorośnie i zdecyduje, czy chce być zaszczepione, czy nie. Albo dlaczego rodzice uczą swoje dzieci np. dobrego wychowania? A może nalezy poczekać, niech samo zdecyduje, czy chce być kulturalne, czy nie. Albo czy pytają dziecko, czy chce chodzić do przedszkola? Jeść zdrową żywność? I takich przykładów można wymieniać wiele. Po prostu - rodzice chcą dać dziecku wszystko to, co najlepsze. Jeżeli do tych "rzeczy" zalicza się także wiara, to chcą ją dać swojemu dziecku. A jeśli chodzi o Pierwszą Komunię - nie trzeba rozumieć, czym jest wiara, żeby nią żyć... Założę się, że wielu głęboko wierzących ludzi, zwłaszcza ludzi prostych, niewykształconych, nie umiałoby wyjaśnić, czym jest wiara, ale wiedzą, że jest ważna w ich życiu. Nie trzeba mieć studiów teologicznych, żeby się modlić, przyjmować sakramenty... A tak naprawdę to dzieci mają większą wrażliwość na sprawy duchowe, niż dorośli. Nie przypadkiem Jezus powiedział: "Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie".
2) Apostazja - "Dlaczego sam nie mogę wyrzec się wiary?" Oczywiście, że możesz, co za problem? Trwa to sekundę - stwierdzasz, że nie chcesz wierzyć, że masz to gdzieś i tyle. I wcale nie potrzeba do tego świadków, skreśleń z listy (jak sam twierdzisz, dla ciebie taki akt to tylko skreślenie z listy). Mówisz, że nie wierzysz - i tyle. Zapis w księdze chrztów do niczego cię nie zmusza. Jeśli jednak chcesz dokonać formalnego wystąpienia z Kościoła, to musisz się dostosować do kościelnego prawa. Skreślenie z księgi jest aktem urzędowym (zgodnie z prawem kościelnym) i jako takie wymaga zachowania pewnych formalności. Przecież podobnie jest w prawie państwowym - jak np. chcę zawrzeć małżeństwo w urzędzie, to muszą się pod tym aktem podpisać świadkowie. I choćbyś nie wiem jak się kłócił w USC, tłumacząc, że dla ciebie to tylko wpis do księgi, to urzędnik i tak będzie chciał świadków. Bo takie jest prawo. Podobnie jest z prawem kanonicznym - jeżeli chcesz dokonać jakiegoś aktu, który temu prawu podlega, to musisz się dostosować do zasad. Lepiej to wyjaśnione tutaj - artykuł na Deonie .
Pozdrawiam
czwartek, 27 listopada 2014
Hiszpański, hiszpański otra vez :)
Długo się nie odzywałam, choć toczy się tutaj ciekawa rozmowa. Afro, jakby co, pomagaj :) A nie odzywałam się z powodu braku czasu, bo znowu się zakręciłam na hiszpańskim i każdą wolną chwilę temu poświęcam :) Me encanta y soy tan orgullosa, porque entiendo mucho :)
Pero, vamos a lo nuestro :) Seguimos hablando :)
Czyli: wracajmy do tematu.
Nie zrozumieliśmy się z moim rozmówcą w kwestii definicji słowa "wyśmiewanie", dlatego trochę inaczej widzimy pewne rzeczy. "Wyśmiewanie" ma zabarwienie pejoratywne, obraźliwe. Co innego "żartowanie" - nie mam nic przeciwko żartowaniu z kwestii wiary, byle te żarty były w dobrym guście, np.:
Pan Bóg stworzył Adama, a potem przyprowadził mu Ewę. Adam na to:
- Panie, jaka ona piękna!!!
- To po to, żebyś mógł ją pokochać - odpowiedział Bóg.
Po tygodniu przychodzi Adam i mówi do Boga:
- Panie, może i piękna, ale jaka głuuuupia.....
- To po to, aby ona mogła pokochać ciebie....
(wykorzystywane na lekcjach).
W kwestii Czechów - no please, nie wmawiaj mi, że Czesi nigdy nie słyszeli o tym, że można wierzyć, nie widzieli krzyża, kościoła, księdza, papieża w telewizji? A jak widzieli, to się nie dowiedzieli kto to i po co to? Czyli mają świadomość istnienia czegoś takiego, jak wiara, ale z jakiś powodów jej nie przyjmują. Zresztą, podobnie jak Ty - wiesz, że istnienie możliwość wierzenia, chociaż jej nie podejmujesz... Ten dar wiary, o którym mówię, można rozumieć po prostu jako "możliwość uwierzenia".
I sam widzisz, że wiele zależy od tych, którzy podejmują powołanie czy misję ewangelizowania, katechizowania. Jeśli robi to źle, może zaszkodzić. Ja bym nie wrzucała wszystkich sióstr zakonnych do jednego worka - pozdrowienia dla S. M. Klaudii Sł. M., mojego niedoścignionego wzoru nauczycielki i katechetki :)
Bardzo chętnie będę kontynuować tę rozmowę, w sumie to nie wiem, jaka forma byłaby najlepsza... Aha, jeśli chcesz, to mogę Ci zaproponować świetne książki, na których się właściwie wzoruję tłumacząc różne rzeczy :)
Pero, vamos a lo nuestro :) Seguimos hablando :)
Czyli: wracajmy do tematu.
Nie zrozumieliśmy się z moim rozmówcą w kwestii definicji słowa "wyśmiewanie", dlatego trochę inaczej widzimy pewne rzeczy. "Wyśmiewanie" ma zabarwienie pejoratywne, obraźliwe. Co innego "żartowanie" - nie mam nic przeciwko żartowaniu z kwestii wiary, byle te żarty były w dobrym guście, np.:
Pan Bóg stworzył Adama, a potem przyprowadził mu Ewę. Adam na to:
- Panie, jaka ona piękna!!!
- To po to, żebyś mógł ją pokochać - odpowiedział Bóg.
Po tygodniu przychodzi Adam i mówi do Boga:
- Panie, może i piękna, ale jaka głuuuupia.....
- To po to, aby ona mogła pokochać ciebie....
(wykorzystywane na lekcjach).
W kwestii Czechów - no please, nie wmawiaj mi, że Czesi nigdy nie słyszeli o tym, że można wierzyć, nie widzieli krzyża, kościoła, księdza, papieża w telewizji? A jak widzieli, to się nie dowiedzieli kto to i po co to? Czyli mają świadomość istnienia czegoś takiego, jak wiara, ale z jakiś powodów jej nie przyjmują. Zresztą, podobnie jak Ty - wiesz, że istnienie możliwość wierzenia, chociaż jej nie podejmujesz... Ten dar wiary, o którym mówię, można rozumieć po prostu jako "możliwość uwierzenia".
I sam widzisz, że wiele zależy od tych, którzy podejmują powołanie czy misję ewangelizowania, katechizowania. Jeśli robi to źle, może zaszkodzić. Ja bym nie wrzucała wszystkich sióstr zakonnych do jednego worka - pozdrowienia dla S. M. Klaudii Sł. M., mojego niedoścignionego wzoru nauczycielki i katechetki :)
Bardzo chętnie będę kontynuować tę rozmowę, w sumie to nie wiem, jaka forma byłaby najlepsza... Aha, jeśli chcesz, to mogę Ci zaproponować świetne książki, na których się właściwie wzoruję tłumacząc różne rzeczy :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)