(1 Sm 16,1b.6-7.10-13a)
Pan rzekł do Samuela: Napełnij oliwą twój róg i idź: Posyłam cię do
Jessego Betlejemity, gdyż między jego synami upatrzyłem sobie króla.
Kiedy przybyli, spostrzegł Eliaba i mówił: Z pewnością przed Panem jest
jego pomazaniec. Pan jednak rzekł do Samuela: Nie zważaj ani na jego
wygląd, ani na wysoki wzrost, gdyż nie wybrałem go, nie tak bowiem
człowiek widzi , bo człowiek patrzy na to, co
widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce. I Jesse przedstawił
Samuelowi siedmiu swoich synów, lecz Samuel oświadczył Jessemu: Nie ich
wybrał Pan. Samuel więc zapytał Jessego: Czy to już wszyscy młodzieńcy?
Odrzekł: Pozostał jeszcze najmniejszy, lecz on pasie owce. Samuel
powiedział do Jessego: Poślij po niego i sprowadź tutaj, gdyż nie
rozpoczniemy uczty, dopóki on nie przyjdzie. Posłał więc i
przyprowadzono go: był on rudy, miał piękne oczy i pociągający wygląd. -
Pan rzekł: Wstań i namaść go, to ten. Wziął więc Samuel róg z oliwą i
namaścił go pośrodku jego braci. Począwszy od tego dnia duch Pański
opanował Dawida.
Bardzo lubię ten fragment, zwłaszcza słowa "nie tak bowiem człowiek widzi..." Hmm... ja też oceniam innych po tym, co widoczne dla oczu... Oczywiście, nie tylko chodzi o wygląd, bo "widoczne dla oczu" jest także zachowanie, sposób mówienia itp. Tak od razu skojarzyło mi się to z 2b... tak sobie myślę, że tak tragiczną klasę to miałam dwukrotnie w ciągu mojej siedmioletniej kariery w szkole. Oni to trzeci taki przypadek... Wiem, że już narzekam, ale naprawdę fajnie pracuje się w gimnazjum, nawet z 3a, której ostatnio to nawet trzęsienie ziemi nie skłoni do odrobiny entuzjazmu :) Już nie wiem, jak do nich podejść... Dziś postanowiłam odstąpić od swojej zasady "nieoglądania" filmów na religii, zaplanowałam sobie w drugich klasach film o JPII, w związku ze zbliżającą się kanonizacją. Ucieszyli się, nawet od razu zaczęli myśleć, w której jeszcze klasie jest rzutnik, żeby można było oglądać dalej... a 2b? "Psss, już to widziałem..." i oczywiście w nosie mają wszystko; "Ciągle nam pani wpisuje uwagi, tylko na religii" (akurat, od mojej ostatniej uwagi na religii dopatrzyłam się 4 kolejnych, od innych nauczycieli).... Nie mam na nich siły... nawet przestałam się denerwować, bo szkoda zdrowia. Mam więc nadzieję, że Bóg, który patrzy na serce, widzi w nich coś innego :)
Kilka pozytywów" miałam w pt obserwację p. dyr. na lekcji, tym razem z 2d, na którą wielu nauczycieli narzeka. A ja z kolei ich lubię. Fajnie się zachowali, nie byli sztuczni, tak samo spontaniczni jak zawsze (a ja się całą lekcję denerwowałam, że się odzywają nie na temat, bez pozwolenia) - a szefowa mnie za to pochwaliła, że im okazuję empatię, a nie sieję terroru, żeby mieć dyscyplinę. I nie miała żadnych uwag co do przebiegu lekcji, stwierdziła, że wszystko miałam uporządkowane, dobrze wykorzystany czas itp. To było bardzo miły akcent na ostatniej lekcji w piątek :)
Kiedy ludzie dowiadują się, jaki jest mój zawód, dziwnie na mnie patrzą... A bycie katechetką to coś wspaniałego! Sami się przekonajcie...
poniedziałek, 31 marca 2014
niedziela, 23 marca 2014
Nie mam czasu...
Nie mogę sobie ostatnio zorganizować czasu... Na wszystko mi brakuje... Wiem, że zawiezienie mamy do lekarza to jeszcze nie tragedia - zresztą ten czas wykorzystałam bardzo efektywnie - przeczytałam sporo książki, która jest niemal podstawą mojego doktoratu. Zaniedbuję bloga - nie napisałam refleksji do czytań ani do Evangelii Gaudium... Jako tako wyrabiam się ze szkolnymi sprawami, ale tylko tymi bieżącymi. A podobno kończę w tym roku staż na mianowanego! W dodatku zaniedbuję modlitwę... Rano szybciutko jutrznię, nieszpory i kompletę hurtem koło północy... Naprawdę nie wiem, kiedy to sobie w końcu poukładam.
A pracy i zadań do wykonania pełno. Na wtorek muszę napisać jakiś zarys planu mojej pracy doktorskiej, przydałoby się w końcu coś przeczytać! Półki uginają się od książek, które dawno powinnam mieć za sobą... Ponadto kilka prozaicznych spraw - muszę jechać kupić sobie jakieś buty na wiosnę, a w moim przypadku to nie taka łatwa sprawa... No i jeszcze muszę koniecznie do czwartku kupić... kilof :) Zgadnijcie, po co :)
Ogólnie to wiem, co mi zajmuje tyle czasu - dłubanie mojego "dzieła życia" --> tutaj Haft to mój sposób na relaks, ale tak bardzo to lubię, że zajmuje mi dużo czasu... Ech, ktoś mi pomoże się ogarnąć???
A pracy i zadań do wykonania pełno. Na wtorek muszę napisać jakiś zarys planu mojej pracy doktorskiej, przydałoby się w końcu coś przeczytać! Półki uginają się od książek, które dawno powinnam mieć za sobą... Ponadto kilka prozaicznych spraw - muszę jechać kupić sobie jakieś buty na wiosnę, a w moim przypadku to nie taka łatwa sprawa... No i jeszcze muszę koniecznie do czwartku kupić... kilof :) Zgadnijcie, po co :)
Ogólnie to wiem, co mi zajmuje tyle czasu - dłubanie mojego "dzieła życia" --> tutaj Haft to mój sposób na relaks, ale tak bardzo to lubię, że zajmuje mi dużo czasu... Ech, ktoś mi pomoże się ogarnąć???
czwartek, 13 marca 2014
Katechetka czyta "Evangelii Gaudium" #3
Niekiedy wierni, słuchając języka ściśle ortodoksyjnego, wynoszą coś całkowicie obcego autentycznej Ewangelii Jezusa Chrystusa, ze względu na język przez nich używany i rozumiany. Mając święty zamiar przekazania im prawdy o Bogu i człowieku, przekazujemy im w pewnych sytuacjach fałszywego boga lub ideał ludzki, który naprawdę nie jest chrześcijański. W ten sposób pozostajemy wierni jakiemuś sformułowaniu, ale nie przekazujemy istoty rzeczy. [EG 41]
W pracy katechety trzeba uważać na to, jak mówimy. Jeśli zostaniemy źle zrozumiani, to zamiast dobro, możemy spowodować zło. Trzeba więc być ostrożnym, bo to, co dla nas jest zrozumiałe, niekoniecznie będzie takim dla młodszego pokolenia. A czasem i dla naszych współpracowników..
Ostatnio coś tam palnęłam "ortodoksyjnego" do bardzo lubianej przeze mnie koleżanki w pracy, dot. małżeństw niesakramentalnych. A ona jest właśnie w takim związku... Nie chciałam jej urazić, a teraz mam wyrzuty sumienia... Chyba czas ograniczyć gadulstwo...
Z kolei wczoraj, na spotkaniu zespołu w sprawie ewaluacji, badania profilu szkoły czy czegoś tam, padło stwierdzenie, że nasi uczniowie są nietolerancyjni. Wśród przejawów nietolerancji pojawiło się stwierdzenie, że nasi uczniowie są wrogo nastawieni do homoseksualistów - zauważyła to nauczycielka "wżr". Komentarz naszej szefowej - "Cóż, nauczanie Kościoła bardzo się do tego przyczyniło"... No sorry, i to mówi kobieta, która twierdzi, że jest wierząca? Mnie się wtedy włącza "agresor", no ale nie do szefowej... Coś tam tłumaczyłam, o potępianiu grzechu, a nie grzesznika, ale nie wiem, czy dotarło.
Mówić czy milczeć? Mówić, narażając się na niezrozumienie? Ciągle mam ten problem...
W pracy katechety trzeba uważać na to, jak mówimy. Jeśli zostaniemy źle zrozumiani, to zamiast dobro, możemy spowodować zło. Trzeba więc być ostrożnym, bo to, co dla nas jest zrozumiałe, niekoniecznie będzie takim dla młodszego pokolenia. A czasem i dla naszych współpracowników..
Ostatnio coś tam palnęłam "ortodoksyjnego" do bardzo lubianej przeze mnie koleżanki w pracy, dot. małżeństw niesakramentalnych. A ona jest właśnie w takim związku... Nie chciałam jej urazić, a teraz mam wyrzuty sumienia... Chyba czas ograniczyć gadulstwo...
Z kolei wczoraj, na spotkaniu zespołu w sprawie ewaluacji, badania profilu szkoły czy czegoś tam, padło stwierdzenie, że nasi uczniowie są nietolerancyjni. Wśród przejawów nietolerancji pojawiło się stwierdzenie, że nasi uczniowie są wrogo nastawieni do homoseksualistów - zauważyła to nauczycielka "wżr". Komentarz naszej szefowej - "Cóż, nauczanie Kościoła bardzo się do tego przyczyniło"... No sorry, i to mówi kobieta, która twierdzi, że jest wierząca? Mnie się wtedy włącza "agresor", no ale nie do szefowej... Coś tam tłumaczyłam, o potępianiu grzechu, a nie grzesznika, ale nie wiem, czy dotarło.
Mówić czy milczeć? Mówić, narażając się na niezrozumienie? Ciągle mam ten problem...
środa, 12 marca 2014
1. nd. Wielkiego Postu, rok A
(Rdz 2,7-9;3,1-7)
Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.
Co jest źródłem grzechu? Pycha. Chęć bycia "jak Bóg". Ja decyduję, co jest dobre, a co złe. Bóg jest kłamcą, chce mnie ograniczyć, wprowadzić w błąd. Nie chce dać mi czegoś, co jest "fajne" i przyjemne. Robi mi na złość.
Taki obraz Boga przedstawia nam szatan. Tak zrobił w raju, tak samo robi teraz. Ileż to razy wydaje nam się, że przykazania nas ograniczają? Jak często tak postrzegają Boga nasi uczniowie? Spotykam się wśród moich uczniów z nastawieniem, że "Kościół nam wszystkiego zabrania". Trudno pokonać takie nastawienie, zwłaszcza wśród gimnazjalistów, którzy z zasady są przeciwni jakimkolwiek normom :)
Trzeba Bogu zaufać. Uwierzyć, że jeśli mi czegoś zabrania, to dla mojego dobra, a nie na złość. Nie wszystko, co wydaje się fajne (owoce dobre do zjedzenia), przyniesie mi korzyść.
Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu? Niewiasta odpowiedziała wężowi: Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski.
Co jest źródłem grzechu? Pycha. Chęć bycia "jak Bóg". Ja decyduję, co jest dobre, a co złe. Bóg jest kłamcą, chce mnie ograniczyć, wprowadzić w błąd. Nie chce dać mi czegoś, co jest "fajne" i przyjemne. Robi mi na złość.
Taki obraz Boga przedstawia nam szatan. Tak zrobił w raju, tak samo robi teraz. Ileż to razy wydaje nam się, że przykazania nas ograniczają? Jak często tak postrzegają Boga nasi uczniowie? Spotykam się wśród moich uczniów z nastawieniem, że "Kościół nam wszystkiego zabrania". Trudno pokonać takie nastawienie, zwłaszcza wśród gimnazjalistów, którzy z zasady są przeciwni jakimkolwiek normom :)
Trzeba Bogu zaufać. Uwierzyć, że jeśli mi czegoś zabrania, to dla mojego dobra, a nie na złość. Nie wszystko, co wydaje się fajne (owoce dobre do zjedzenia), przyniesie mi korzyść.
środa, 5 marca 2014
Katechetka czyta "Evangelii gaudium" #2
Chociaż ta misja <ewangelizacja> domaga się z naszej strony ofiarnego zaangażowania, błędem byłoby pojmowanie jej jako heroicznego zadania osobistego, ponieważ jest to przede wszystkim Jego dzieło (...).
[EG 12]
Ogromna pokusa - przypisywanie sobie pewnych zasług. Oczywiście, przyjemnie jest czerpać satysfakcję ze swojej pracy, zauważać, że daje ona coś uczniom. Nie można jednak zapominać, że to zawsze zasługa Boga. To On porusza serca, a że zechciał wybrać takie niedoskonałe narzędzie... Cały czas przypomina mi się tu fragment: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać". (Łk 17,10).
[EG 12]
Ogromna pokusa - przypisywanie sobie pewnych zasług. Oczywiście, przyjemnie jest czerpać satysfakcję ze swojej pracy, zauważać, że daje ona coś uczniom. Nie można jednak zapominać, że to zawsze zasługa Boga. To On porusza serca, a że zechciał wybrać takie niedoskonałe narzędzie... Cały czas przypomina mi się tu fragment: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać". (Łk 17,10).
poniedziałek, 3 marca 2014
8. nd. zwykła, rok A
(Iz 49,14-15)
Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.
Jeden z moich ulubionych tekstów... Cóż może być bardziej pewnego od miłości matki? Teoretycznie... może się zdarzyć tak patologiczna sytuacja, że matka nie kocha swojego dziecka, zapomina o nim. Bóg, formułując swoje porównanie, wziął pod uwagę taką sytuację. Mówi, że Jego miłość jest jeszcze bardziej pewna i niewzruszona, niż miłość matki.
Warto pamiętać o tych słowach Pana w trudnych chwilach, kiedy czujemy się osamotnieni, kiedy nie radzimy sobie z jakimiś problemami... Bóg nas nie opuszcza, nie zapomina...
Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie.
Jeden z moich ulubionych tekstów... Cóż może być bardziej pewnego od miłości matki? Teoretycznie... może się zdarzyć tak patologiczna sytuacja, że matka nie kocha swojego dziecka, zapomina o nim. Bóg, formułując swoje porównanie, wziął pod uwagę taką sytuację. Mówi, że Jego miłość jest jeszcze bardziej pewna i niewzruszona, niż miłość matki.
Warto pamiętać o tych słowach Pana w trudnych chwilach, kiedy czujemy się osamotnieni, kiedy nie radzimy sobie z jakimiś problemami... Bóg nas nie opuszcza, nie zapomina...
sobota, 1 marca 2014
Katechetka czyta "Evangelii gaudium" #1
Nadrabiam zaległości w czytaniu dokumentów Kościoła. Skończyłam "Lumen fidei", a następnie "Evangelii gaudium". Ten dokument, adhortacja "programowa" papieża Franciszka zawiera wiele cennych dla katechety uwag. Podzielę się z wami moimi przemyśleniami odnośnie niektórych fragmentów.
"Tak więc ewangelizator nie powinien mieć nieustannie grobowej miny. Odzyskajmy i pogłębmy zapał, słodką i pełną pociechy radość z ewangelizowania, nawet wtedy, kiedy trzeba zasiewać, płacząc". [EG, 10] (podkreślenie moje)
Kiedy trzeba zasiewać, płacząc? Dla mnie te słowa opisują sytuacje, kiedy mam problemy z uczniami, z ich zachowaniem i postawą (na pierwszy plan wychodzi oczywiście 2b). Ileż to razy mam ochotę "olać" katechezę w ich klasie, kazać pracować samodzielnie z podręcznikiem, wlepić z 15 jedynek za brak pracy na lekcji... Bo chyba inaczej z nimi się nie da... A za chwilę żal mi kilku osób, które na taką akcję z mojej strony nie zasłużyły... I robię tak, jak sobie zaplanowałam. Jak często katechetom zdarzają się takie sytuacje? Nie zawsze widzimy owoce swojej pracy... A czasem widzimy je zupełnie nieoczekiwanie... Kiedyś spotkałam mojego byłego ucznia, z którym były same kłopoty, zresztą jego dalsze losy też nie potoczyły się za dobrze, problemy z dopalaczami, narkotykami, co skończyło się wyrokiem... teraz siedzi w więzieniu... Ale za każdym razem, kiedy go spotykałam, z daleka uśmiechał się do mnie z serdecznym "dzień dobry!"... Może kiedyś to, co usłyszał na lekcjach zmieni jego życie?
Inny z uczniów, w sumie zdolny chłopak, na lekcji jakoś niespecjalnie, nawet zeszytu nie miał (moda taka panowała), przez jakiś czas był animatorem w mojej grupie, w rozmowie na rekolekcjach powiedział, że gdyby miał iść do seminarium (chociaż nie zamierzał), to na pewno zawdzięczałby to mnie :) Miło :)
P.S.
Marzę o jakimś powołaniu kapłańskim lub zakonnym wśród moich uczniów...
"Tak więc ewangelizator nie powinien mieć nieustannie grobowej miny. Odzyskajmy i pogłębmy zapał, słodką i pełną pociechy radość z ewangelizowania, nawet wtedy, kiedy trzeba zasiewać, płacząc". [EG, 10] (podkreślenie moje)
Kiedy trzeba zasiewać, płacząc? Dla mnie te słowa opisują sytuacje, kiedy mam problemy z uczniami, z ich zachowaniem i postawą (na pierwszy plan wychodzi oczywiście 2b). Ileż to razy mam ochotę "olać" katechezę w ich klasie, kazać pracować samodzielnie z podręcznikiem, wlepić z 15 jedynek za brak pracy na lekcji... Bo chyba inaczej z nimi się nie da... A za chwilę żal mi kilku osób, które na taką akcję z mojej strony nie zasłużyły... I robię tak, jak sobie zaplanowałam. Jak często katechetom zdarzają się takie sytuacje? Nie zawsze widzimy owoce swojej pracy... A czasem widzimy je zupełnie nieoczekiwanie... Kiedyś spotkałam mojego byłego ucznia, z którym były same kłopoty, zresztą jego dalsze losy też nie potoczyły się za dobrze, problemy z dopalaczami, narkotykami, co skończyło się wyrokiem... teraz siedzi w więzieniu... Ale za każdym razem, kiedy go spotykałam, z daleka uśmiechał się do mnie z serdecznym "dzień dobry!"... Może kiedyś to, co usłyszał na lekcjach zmieni jego życie?
Inny z uczniów, w sumie zdolny chłopak, na lekcji jakoś niespecjalnie, nawet zeszytu nie miał (moda taka panowała), przez jakiś czas był animatorem w mojej grupie, w rozmowie na rekolekcjach powiedział, że gdyby miał iść do seminarium (chociaż nie zamierzał), to na pewno zawdzięczałby to mnie :) Miło :)
P.S.
Marzę o jakimś powołaniu kapłańskim lub zakonnym wśród moich uczniów...
niedziela, 23 lutego 2014
Bądźcie świętymi, bo ja jestem święty - 7 nd. zwykła, A
(Kpł 19,1-2.17-18)
Pan powiedział do Mojżesza: Mów do całej społeczności synów Izraela i powiedz im: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan.
Nie będziesz żywił nienawiści... nie będziesz szukał pomsty... nie będziesz żywił urazy.... Przy moich "przeprawach" z 2b (gimn) te słowa są dość ostre... Niestety, mam wrażenie, że każda lekcja w tej klasie to porażka... Pewnie, że w gimn nie jest łatwo, ale naprawdę lubię tam pracować. Z wyjątkiem tej jednej klasy. Muszę się bardzo pilnować, żeby nie czuć do nich złości, nie próbować się odegrać (dziecinne, wiem).
Kolejna refleksja katechetyczna: będziesz upominał bliźniego, aby z jego powodu nie zaciągnąć winy. Jak daleko sięga odpowiedzialność katechety? Oczywiście, nie mogę nie mówić o kwestiach moralnych, mam otwarcie mówić o grzechu. Na ile jestem odpowiedzialna za grzechy moich uczniów? Kiedyś, na rekolekcjach dla katechetów rozmawiałam o tym z rekolekcjonistą. Uspokoił mnie... powiedział, że nie mogę się za wszystko obwiniać, że ważne jest, żebym dobrze wykonywała swoje zadania, ale nie jestem winna temu, jeśli moi uczniowie pomimo tego dokonają złych wyborów.
A na potwierdzenie, że praca w gimnazjum może dawać dużo radości: w piątek miałam całkiem fajną lekcję z 3b, chociaż i tak byli rozgadani :) Temat dotyczył Jonasza. A wiecie, o czym jest księga Jonasza?
O krzaczku i robaczku :)
Wniosek: przeczytali!
Pan powiedział do Mojżesza: Mów do całej społeczności synów Izraela i powiedz im: Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz! Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan.
Nie będziesz żywił nienawiści... nie będziesz szukał pomsty... nie będziesz żywił urazy.... Przy moich "przeprawach" z 2b (gimn) te słowa są dość ostre... Niestety, mam wrażenie, że każda lekcja w tej klasie to porażka... Pewnie, że w gimn nie jest łatwo, ale naprawdę lubię tam pracować. Z wyjątkiem tej jednej klasy. Muszę się bardzo pilnować, żeby nie czuć do nich złości, nie próbować się odegrać (dziecinne, wiem).
Kolejna refleksja katechetyczna: będziesz upominał bliźniego, aby z jego powodu nie zaciągnąć winy. Jak daleko sięga odpowiedzialność katechety? Oczywiście, nie mogę nie mówić o kwestiach moralnych, mam otwarcie mówić o grzechu. Na ile jestem odpowiedzialna za grzechy moich uczniów? Kiedyś, na rekolekcjach dla katechetów rozmawiałam o tym z rekolekcjonistą. Uspokoił mnie... powiedział, że nie mogę się za wszystko obwiniać, że ważne jest, żebym dobrze wykonywała swoje zadania, ale nie jestem winna temu, jeśli moi uczniowie pomimo tego dokonają złych wyborów.
A na potwierdzenie, że praca w gimnazjum może dawać dużo radości: w piątek miałam całkiem fajną lekcję z 3b, chociaż i tak byli rozgadani :) Temat dotyczył Jonasza. A wiecie, o czym jest księga Jonasza?
O krzaczku i robaczku :)
Wniosek: przeczytali!
środa, 12 lutego 2014
Jak mi smutno....
Miałam dzisiaj zaplanowany radosny, pełen entuzjazmu wpis. Miałam jechać jutro z moją grupą na rekolekcje. No właśnie - miałam... Byłam z rodzicami na zakupach, takich poważniejszych - fotele do pokoju, kiedy zadzwonił telefon - proboszcz. Pomijając fakt, że ostatnio każdy jego tel. podnosi mi ciśnienie, to mnie powalił - bo wiesz, z tym waszym wyjazdem do Dobrzycy to chyba nic nie wyjdzie - zepsuł się u nich piec od ogrzewania... Dał mi nr telefonu do proboszcza tamtejszego... Ks. Roman mnie serdecznie przepraszał (chociaż nie jego wina), no ale awaria na tyle poważna, że muszą zamontować nowy piec w domu rekolekcyjnym, i przynajmniej tydzień to zajmie. A od poniedziałku wracamy do szkoły... Niestety, wyczekane, dopracowane, wytęsknione rekolekcje musiałam odwołać. Rozpłakałam się z bezradności... Tak bardzo potrzebowałam tego wyjazdu, kocham to robić... Po powrocie do domu przykry obowiązek - zawiadomić wszystkich, żeby mi ktoś jutro tam nie pojechał! Jeszcze dwie osoby nie odpisały na wiadomość - na szczęście to ci, których miałam zabrać do swojego samochodu, więc muszą się odezwać... Jedna z tych osób to Szymon, który jak zwykle zaangażował się w organizację niemal bardziej ode mnie... Już się cieszyłam na realizację jego pomysłów, ostatnio kilka dni ćwiczyliśmy granie na gitarach na potrzeby rekolekcji... A teraz... nie mogę się pozbierać... tak mi smutno, najgorsze, że nic nie mogę zrobić...
poniedziałek, 3 lutego 2014
Ofiarowanie Pańskie - I czytanie
(Ml 3,1-4)
Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych.
Zbawiciel - jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy... oczyści synów Lewiego, przecedzi ich jak złoto i srebro... Każdy z nas potrzebuje oczyszczenia. To może być bolesny proces, ale konieczny. Mamy być wartościowi, cenni, jak srebro i złoto. Oczyszczenie kruszców dokonuje się w warunkach ekstremalnych - wysoka temperatura... ale tylko wtedy można wydobyć ich piękno. Tak samo z człowiekiem - oczyszczamy się z brudu, grzechów w trudnym, bolesnym czy wstydliwym procesie, ale tylko dzięki temu możemy stawać się lepsi, piękniejsi, szlachetniejsi... Chrystus pokazuje nam nasze "ja" w prawdzie - widzimy, co należy poprawić, zmienić, wyrzucić z życia. Ten proces ma być nieustanny, abyśmy starali się być sprawiedliwi przed Panem.
Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie, i Anioł Przymierza, którego pragniecie. Oto nadejdzie, mówi Pan Zastępów. Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia i kto się ostoi, gdy się ukaże? Albowiem On jest jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy. Usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro, i oczyści synów Lewiego, i przecedzi ich jak złoto i srebro, a wtedy będą składać Panu ofiary sprawiedliwe. Wtedy będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych.
Zbawiciel - jak ogień złotnika i jak ług farbiarzy... oczyści synów Lewiego, przecedzi ich jak złoto i srebro... Każdy z nas potrzebuje oczyszczenia. To może być bolesny proces, ale konieczny. Mamy być wartościowi, cenni, jak srebro i złoto. Oczyszczenie kruszców dokonuje się w warunkach ekstremalnych - wysoka temperatura... ale tylko wtedy można wydobyć ich piękno. Tak samo z człowiekiem - oczyszczamy się z brudu, grzechów w trudnym, bolesnym czy wstydliwym procesie, ale tylko dzięki temu możemy stawać się lepsi, piękniejsi, szlachetniejsi... Chrystus pokazuje nam nasze "ja" w prawdzie - widzimy, co należy poprawić, zmienić, wyrzucić z życia. Ten proces ma być nieustanny, abyśmy starali się być sprawiedliwi przed Panem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
