Licznik odwiedzin po prawej stronie tejże strony (jakoś niegramatycznie wyszło:)) niedawno przekroczył 100. Skłoniło mnie to do pewnych refleksji, tzn. zastanowiłam się, co ja tu w ogóle wypisuję? I po co?
Właściwie nie miałam żadnego ściśle określonego celu, kiedy zaczynałam pisać tego bloga. Ot, taka próba swoich sił. Może też trochę chciałam poopowiadać samej sobie o tym, co mnie dręczy. W końcu papier (a właściwie klawiatura i monitor) jest cierpliwy. I okazuje się, że jednak ktoś to czyta! No, może nie czyta, tylko przypadkiem trafił na moją stronę...
Chciałabym, aby Ci, którzy trafiają na tę stronę, celowo lub przypadkiem, zostawiali po sobie ślad w postaci komentarza... Będę wiedziała. czy to, co piszę, jest ciekawe czy nudne, czy kogoś zainteresowałam. To działa mobilizująco!
Kiedy ludzie dowiadują się, jaki jest mój zawód, dziwnie na mnie patrzą... A bycie katechetką to coś wspaniałego! Sami się przekonajcie...
sobota, 21 maja 2011
niedziela, 15 maja 2011
Dz 8,26-40
Niedawno czytałam ten fragment, i znowu nie mogę się nadziwić, jak bardzo pasuje do mojego życia. Oto Filip, którego Bóg posyła na drogę - nic poza tym nie mówi, Filip sam musi odkryć, co ma zrobić. Spotyka tam człowieka, który czyta Pismo, ale go nie rozumie. Staje się to okazją do głoszenia Ewangelii, którą Filip wykorzystuje. I co? Doprowadza do chrztu. Ale co dalej z Filipem? Nie ma już wpływu na tego człowieka, Bóg zabiera go w inne miejsce. Po ludzku rzecz biorąc, Filip mógł spodziewać się, że będzie towarzyszył neoficie, że będzie obserwował jego postępy w wierze, że będzie się z tego cieszył, i pewnie będzie mógł pochwalić się przed innymi: "To dzięki mnie się nawrócił!". Nic bardziej błędnego! To Bóg jest sprawcą nawrócenia, to Bóg doprowadził do spotkania obu ludzi, i to Jemu należy się dziękczynienie.26 Wstań i idź około południa na drogę, która prowadzi z Jerozolimy do Gazy: jest ona pusta - powiedział anioł Pański do Filipa. 27 A on poszedł. Właśnie wtedy przybył do Jerozolimy oddać pokłon Bogu Etiop, dworski urzędnik królowej etiopskiej, Kandaki, zarządzający całym jej skarbcem, 28 i wracał, czytając w swoim wozie proroka Izajasza. 29 Podejdź i przyłącz się do tego wozu - powiedział Duch do Filipa. 30 Gdy Filip podbiegł, usłyszał, że tamten czyta proroka Izajasza: Czy rozumiesz, co czytasz? - zapytał. 31 A tamten odpowiedział: Jakżeż mogę /rozumieć/, jeśli mi nikt nie wyjaśni? I zaprosił Filipa, aby wsiadł i spoczął przy nim. 32 A czytał ten urywek Pisma: Prowadzą Go jak owcę na rzeź, i jak baranek, który milczy, gdy go strzygą, tak On nie otwiera ust swoich. 33 W Jego uniżeniu odmówiono Mu słuszności. Któż zdoła opisać ród Jego? Bo Jego życie zabiorą z ziemi. 34 Proszę cię, o kim to Prorok mówi, o sobie czy o kimś innym? - zapytał Filipa dworzanin. 35 A Filip wychodząc z tego /tekstu/ Pisma opowiedział mu Dobrą Nowinę o Jezusie. 36 W czasie podróży przybyli nad jakąś wodę: Oto woda - powiedział dworzanin - cóż przeszkadza, abym został ochrzczony? 37 Odpowiedział Filip: Można, jeśli wierzysz z całego serca. Odparł mu: Wierzę, że Jezus Chrystus jest Synem Bożym. 38 I kazał zatrzymać wóz, i obaj, Filip i dworzanin, zeszli do wody. I ochrzcił go. 39 A kiedy wyszli z wody, Duch Pański porwał Filipa i dworzanin już nigdy go nie widział. Jechał zaś z radością swoją drogą. 40 A Filip znalazł się w Azocie i głosił Ewangelię od miasta do miasta, aż dotarł do Cezarei.
Jak to się odnosi do mnie? Ano, mnie też Bóg zetknął z różnymi ludźmi. "Przez moje ręce" przeszło już ok. 300 uczniów. I muszę sobie uświadomić, że przecież nie wszystko ode mnie zależy. Św. Paweł mówił: "Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost." (1 Kor 3,6). Nie zawsze mam wpływ na moich uczniów. I chyba nie powinnam się obwiniać, że robię coś nie tak, ale pozwolić Bogu działać. Ja mam jak najlepiej głosić Słowo Boże, ale niekoniecznie muszę widzieć efekty. Może nawet nie powinnam, bo to przecież prowadzi do pychy. A służba Bogu opiera się na pokorze: "Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać" (Łk 17,10b).
sobota, 7 maja 2011
Hospitacja na zajęciach dodatkowych
Jak każdego nauczyciela, obowiązuje mnie realizacja tzw. godzin karcianych,czyli dwóch godzin zajęć dodatkowych. Udało mi się przekonać dyrekcję, żebym mogła tak traktować spotkania parafialnej grupy oazowej. Wczoraj miałam na tych zajęciach hospitację pani wicedyrektor.
Trochę się obawiałam o frekwencję młodzieży, ale było ok. A szefowa? Zachwycona! Bardzo jej się podobało, że młodzież chętnie przychodzi, że im się chce po południu przyjść, że sami analizują fragmenty z Pisma Świętego... Same pochwały zebrałam :) Uff, odetchnęłam z ulgą, mogę robić swoje przy aprobacie dyrekcji.
Trochę się obawiałam o frekwencję młodzieży, ale było ok. A szefowa? Zachwycona! Bardzo jej się podobało, że młodzież chętnie przychodzi, że im się chce po południu przyjść, że sami analizują fragmenty z Pisma Świętego... Same pochwały zebrałam :) Uff, odetchnęłam z ulgą, mogę robić swoje przy aprobacie dyrekcji.
środa, 4 maja 2011
Co czytają katechetki?
A właściwie, co czytam ja, bo za innych nie powinnam się wypowiadać.
Oczywiście, na pierwszym miejscu jest Pismo Święte. Ale czy czytanie Biblii można potraktować tak samo jak czytanie innych książek? Ja nie mogę. Biblię czytam, aby się modlić, aby spotykać się z Bogiem, aby spojrzeć na swoje życie z perspektywy wiary. To nie jest "zwykłe" czytanie. Tak więc Pismo Święte pozostaje poza kategorią :)
Czytam również literaturę "fachową" - sporo teologii, biblistyki, duchowości, pedagogiki... to czytam i z obowiązku, i dla przyjemności. Ostatnio połykam wszystko, co mi wpadnie w ręce z biblistyki, mam chyba niedosyt ze studiów. Poza tym literaturę popularnonaukową o tematyce religijnej, np. książki Szymona Hołowni.
Ok, tego się można było spodziewać. Ale, jak chyba wspominałam, katechetka to normalny (wbrew pozorom) człowiek. Czytam więc także "normalne" książki. Zakochana jestem w "Potopie" i "Quo vadis". Uwielbiam książki S. Kinga, aktualnie czytam "Bezsenność". Rozczulam się (oj, tak...) nad romansidłami, ulubioną autorką jest Judith McNaught. Uwielbiam fantastykę, bardzo mi się podobała "Trylogia Czarnego Maga" T. Canavan, a ostatnio zachwycam się "Grą o tron" (przeczytałam, a teraz oglądam serial), i siłą powstrzymuję się od dokonania kolejnego zakupu - "Starcia królów".
Wiem, powtarzam się...
Oczywiście, na pierwszym miejscu jest Pismo Święte. Ale czy czytanie Biblii można potraktować tak samo jak czytanie innych książek? Ja nie mogę. Biblię czytam, aby się modlić, aby spotykać się z Bogiem, aby spojrzeć na swoje życie z perspektywy wiary. To nie jest "zwykłe" czytanie. Tak więc Pismo Święte pozostaje poza kategorią :)
Czytam również literaturę "fachową" - sporo teologii, biblistyki, duchowości, pedagogiki... to czytam i z obowiązku, i dla przyjemności. Ostatnio połykam wszystko, co mi wpadnie w ręce z biblistyki, mam chyba niedosyt ze studiów. Poza tym literaturę popularnonaukową o tematyce religijnej, np. książki Szymona Hołowni.
Ok, tego się można było spodziewać. Ale, jak chyba wspominałam, katechetka to normalny (wbrew pozorom) człowiek. Czytam więc także "normalne" książki. Zakochana jestem w "Potopie" i "Quo vadis". Uwielbiam książki S. Kinga, aktualnie czytam "Bezsenność". Rozczulam się (oj, tak...) nad romansidłami, ulubioną autorką jest Judith McNaught. Uwielbiam fantastykę, bardzo mi się podobała "Trylogia Czarnego Maga" T. Canavan, a ostatnio zachwycam się "Grą o tron" (przeczytałam, a teraz oglądam serial), i siłą powstrzymuję się od dokonania kolejnego zakupu - "Starcia królów".
Wiem, powtarzam się...
Moja pasja - czytanie
Hmmm, dawno się nie odzywałam. Chyba dlatego, że ostatnio niewiele nowego się dzieje. W związku z tym postanowiłam dziś napisać o mojej pasji, uzależnieniu, zamiłowaniu, czy jakby to jeszcze inaczej nazwać. Chodzi o CZYTANIE KSIĄŻEK.
Nauczyłam się czytać jeszcze zanim poszłam do przedszkola - chyba zasługa mojej babci nauczycielki. W każdym razie nie pamiętam czasów, kiedy nie umiałam czytać.
Ta pasja trwa do dziś. Kiedyś czytałam niemal wszystko, co wpadło mi w ręce. Teraz, dzięki nauczycielom - polonistom, bibliotekarzom ukształtował się mój gust czytelniczy. Uwielbiam fantasy, powieści historyczne, kryminały, thrillery, horrory. Nie pogardzę dobrym romansem historycznym. Do moich ulubionych pisarzy należą m. in.: S. King, T. Canavan, C. Lackberg, F. Rivers, J. McNaught i wielu innych.
Taka pasja ma jednak jedną wadę - potrafię sporo pieniędzy wydać na książki :) Ostatni nabytek: "Mgły Avalonu (59 zł).No cóż... pracuję, to chyba mogę?
Nauczyłam się czytać jeszcze zanim poszłam do przedszkola - chyba zasługa mojej babci nauczycielki. W każdym razie nie pamiętam czasów, kiedy nie umiałam czytać.
Ta pasja trwa do dziś. Kiedyś czytałam niemal wszystko, co wpadło mi w ręce. Teraz, dzięki nauczycielom - polonistom, bibliotekarzom ukształtował się mój gust czytelniczy. Uwielbiam fantasy, powieści historyczne, kryminały, thrillery, horrory. Nie pogardzę dobrym romansem historycznym. Do moich ulubionych pisarzy należą m. in.: S. King, T. Canavan, C. Lackberg, F. Rivers, J. McNaught i wielu innych.
Taka pasja ma jednak jedną wadę - potrafię sporo pieniędzy wydać na książki :) Ostatni nabytek: "Mgły Avalonu (59 zł).No cóż... pracuję, to chyba mogę?
sobota, 23 kwietnia 2011
Triduum Paschalne
W trakcie przeżywania... Najważniejsze dni dla chrześcijanina.Bez wydarzeń, które w tym czasie przypominamy i uobecniamy, chrześcijaństwo to byłaby jedna wielka bzdura... Nie umiem więcej powiedzieć. Dla mnie to czas modlitwy, skupienia, powierzenia Bogu w sposób szczególny pewnych spraw. A z drugiej strony - czas odpoczynku - nigdzie się nie spieszę, nie muszę niczego zrobić, mogę sobie poczytać do późna w nocy...
A dziś w nocy zwieńczeniem będzie radosne "Alleluja"!
A dziś w nocy zwieńczeniem będzie radosne "Alleluja"!
poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Ciężki dzień...
Wróciłam dzisiaj z pracy bardzo zdołowana i podminowana, nawet rodzina to trochę odczuła (ale już się wytłumaczyłam). Poniedziałki ogólnie mam całkiem fajne, tzn. 2 lekcje i godzina opieki na świetlicy. Ale właśnie te dwie lekcje mnie tak bardzo zdołowały...
Do rzeczy:
Miałam dzisiaj lekcje z 3e i 3d gimn. Obie klasy znane z tego, że są bystrzy, zdolni, ale bardzo rozgadani. Mimo stosowania różnorodnych metod nie udało mi się jeszcze zaangażować całej klasy do pracy na lekcji. No cóż, ok. Ale dzisiaj jakoś bardziej mi to przeszkadzało... Mówiliśmy o Triduum Paschalnym, i tym, że zmartwychwstanie Chrystusa sprawia, że nasza wiara ma sens. I w 3d ten "sens" ich zainteresował. Chyba dobrze, nie? Pewnie, że dobrze. Padły takie pytania:
1) Dlaczego musimy spowiadać się księdzu, skoro Bóg jest wszędzie i możemy Mu bezpośrednio wyznać nasze winy?
2) A ja czytałam, że spowiedź wymyślono w średniowieczu, bo ci, co rządzili chcieli wiedzieć, co się dzieje i wykorzystywać to w polityce? (w odpowiedzi wzięłam do ręki Pismo św, ale nie dane mi było dokończyć)
3) Przecież kiedyś usunęli różne księgi z Biblii i to, co mamy dzisiaj to nie jest wszystko?
Ja nie mam nic przeciwko takim pytaniom! Wręcz przeciwnie, zachęcam ich do zadawania pytań, jeśli mają jakieś wątpliwości i nawet jeśli nie jest to związane z tematem.
Problem tkwi w tym, że nie mogę na ich pytania odpowiedzieć... Po prostu - chętnie rzucają pytania, ale moja odpowiedź już ich zupełnie nie interesuje. Uczeń zadaje mi pytanie, i kiedy ja zaczynam mówić, zaczyna rozmowę z kolegą. A ja mam potem wyrzuty sumienia, że mu czegoś nie wyjaśniłam, i przeze mnie coś będzie źle rozumiał.
Ech, czy ja się za bardzo nie przejmuję???
A potem jeszcze miałam próbę przedstawienia, które będzie JUTRO. Połowa nie przyszła, reszcie się nie chciało... Ochrzaniłam niczemu niewinnego mojego ulubionego ucznia, który z własnej i nieprzymuszonej woli przyszedł mi pomóc na próbie... Czuję się beznadziejnie
Do rzeczy:
Miałam dzisiaj lekcje z 3e i 3d gimn. Obie klasy znane z tego, że są bystrzy, zdolni, ale bardzo rozgadani. Mimo stosowania różnorodnych metod nie udało mi się jeszcze zaangażować całej klasy do pracy na lekcji. No cóż, ok. Ale dzisiaj jakoś bardziej mi to przeszkadzało... Mówiliśmy o Triduum Paschalnym, i tym, że zmartwychwstanie Chrystusa sprawia, że nasza wiara ma sens. I w 3d ten "sens" ich zainteresował. Chyba dobrze, nie? Pewnie, że dobrze. Padły takie pytania:
1) Dlaczego musimy spowiadać się księdzu, skoro Bóg jest wszędzie i możemy Mu bezpośrednio wyznać nasze winy?
2) A ja czytałam, że spowiedź wymyślono w średniowieczu, bo ci, co rządzili chcieli wiedzieć, co się dzieje i wykorzystywać to w polityce? (w odpowiedzi wzięłam do ręki Pismo św, ale nie dane mi było dokończyć)
3) Przecież kiedyś usunęli różne księgi z Biblii i to, co mamy dzisiaj to nie jest wszystko?
Ja nie mam nic przeciwko takim pytaniom! Wręcz przeciwnie, zachęcam ich do zadawania pytań, jeśli mają jakieś wątpliwości i nawet jeśli nie jest to związane z tematem.
Problem tkwi w tym, że nie mogę na ich pytania odpowiedzieć... Po prostu - chętnie rzucają pytania, ale moja odpowiedź już ich zupełnie nie interesuje. Uczeń zadaje mi pytanie, i kiedy ja zaczynam mówić, zaczyna rozmowę z kolegą. A ja mam potem wyrzuty sumienia, że mu czegoś nie wyjaśniłam, i przeze mnie coś będzie źle rozumiał.
Ech, czy ja się za bardzo nie przejmuję???
A potem jeszcze miałam próbę przedstawienia, które będzie JUTRO. Połowa nie przyszła, reszcie się nie chciało... Ochrzaniłam niczemu niewinnego mojego ulubionego ucznia, który z własnej i nieprzymuszonej woli przyszedł mi pomóc na próbie... Czuję się beznadziejnie
niedziela, 17 kwietnia 2011
Niedziela Palmowa
Dziś Niedziela Palmowa, Niedziela Męki Pańskiej. Co prawda Wielki Post się jeszcze nie skończył, ale na jakieś małe podsumowania mogę sobie już pozwolić.
1) Prawie wytrwałam w moim postanowieniu - nie jadłam słodyczy, w intencji X. "Prawie" - bo raz brat kupił mi pyszne ciastko (zapomniał, że poszczę) i zjadłam je, żeby mu nie robić przykrości, no i kawałek babki, upieczonej z powodu wizyty znajomego :)
2) .Problem, z którym się od dłuższego czasu zmagam - coś drgnęło, zaczęło się wyjaśniać. Była potrzebna pewna rozmowa, którą w końcu udało się odbyć. I chyba jest trochę lepiej, i zmierza w dobrą stronę:)
4) Radosny akcent - zrobiliśmy z oazą palmę na dziś, chłopcy się spisali i godnie nas reprezentowali.
1) Prawie wytrwałam w moim postanowieniu - nie jadłam słodyczy, w intencji X. "Prawie" - bo raz brat kupił mi pyszne ciastko (zapomniał, że poszczę) i zjadłam je, żeby mu nie robić przykrości, no i kawałek babki, upieczonej z powodu wizyty znajomego :)
2) .Problem, z którym się od dłuższego czasu zmagam - coś drgnęło, zaczęło się wyjaśniać. Była potrzebna pewna rozmowa, którą w końcu udało się odbyć. I chyba jest trochę lepiej, i zmierza w dobrą stronę:)
4) Radosny akcent - zrobiliśmy z oazą palmę na dziś, chłopcy się spisali i godnie nas reprezentowali.
wtorek, 12 kwietnia 2011
Egzaminy gimnazjalne
"Moje" dzieci piszą egzaminy... Denerwuję się razem z nimi. Dziś część humanistyczna, poświęcona była patriotyzmowi. Mały religijny akcent: było pytanie o to, w jaki sposób Karol Wojtyła pozostał patriotą mimo wyboru na papieża. Ja w komisji, odmówiłam cały różaniec za zdających. Niestety, nie widziałam się z moimi uczniami ze wspólnoty, jutro zapytam, jak im poszło.
Jutro stresu ciąg dalszy, jestem w komisji... Za to w czwartek wolne :)
Jutro stresu ciąg dalszy, jestem w komisji... Za to w czwartek wolne :)
wtorek, 5 kwietnia 2011
Słowo Boże a życie
Słowo Boże powinno być żywe, ma oddziaływać na moje życie. I ostatnio coraz bardziej przekonuję się, że tak jest. Ponieważ od dłuższego czasu zmagam się z pewną sprawą, pewien problem mnie dręczy, to czytając Pismo Święte jakoś od razu odnoszę Słowo do tej sytuacji. Czasami się zastanawiam, czy to nie jest nadinterpretacja, czy ja rzeczywiście odczytuję to, co Bóg chce mi powiedzieć, czy przypadkiem nie dostosowuję Słowa Bożego, do tego, jak mi pasuje... Ale nie potrafię się oprzeć takiej interpretacji. Szkoda tylko, że nie wszystkim mogę podzielić się z moimi uczniami, bo pewne sprawy dotyczą osobiście niektórych z nich i byłoby naruszeniem ich prywatności. A poza tym zawiodłabym ich zaufanie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
