W ostatnim dniu mijającego roku pokuszę się o kilka podsumowań i refleksji. Jaki był ten rok? Co się wydarzyło czy zmieniło w moim życiu i pracy?
Najważniejsza decyzja to podjęcie dalszych studiów. Ciągle obawiam się, co z tego wyniknie, czy dam sobie radę... Dla niewtajemniczonych: rozpoczęłam studia licencjacko-doktoranckie w zakresie teologii pastoralnej, a doktorat chciałabym napisać z katechetyki, nawet mam już wstępnie określony temat. Mam bardzo mieszane uczucia. Raz patrzę bardzo optymistycznie w przyszłość, już widzę siebie odbierającą dyplom i podpisującą się "dr" :), a innym razem zastanawiam się, czy nie porwałam się z motyką na słońce... Proszę o modlitwę.
Dwa udane wydarzenia tegoroczne to rekolekcje dla katechetów, przeżywane właśnie z problemem podjęcia studiów i pielgrzymka rowerowa do Częstochowy, w takiej samej intencji.
Do sukcesów można też zaliczyć udane i przyjemne wakacje, świetne rekolekcje wyjazdowe z moją grupą (i niezwykle szczera rozmowa z pewną osobą podczas tych rekolekcji... dużo mi dała dobrego), zyskanie trochę większej pewności siebie w pracy w szkole, udany remont pokoju, samodzielne położenie płytek w korytarzu... :)
Sprawy nieudane czy nieprzyjemne - właściwie jedna... Bardzo żałuję, że zgodziłam się na uzupełnianie etatu w przedszkolu. Pomijając fakt, że nie czuję się dobrze w pracy z małymi dziećmi, największym problemem jest współpraca z dyrektorką... Cały czas ma do mnie pretensje o nieobecność we wtorki - jestem wtedy we Wrocławiu na wykładach - ponieważ wtedy odbywają się rady pedagogiczne dla przedszkola. Nie potrafię zrozumieć, że w gimnazjum, gdzie mam 16 godzin, nie ma z tym żadnego problemu, wręcz przeciwnie, wszyscy są życzliwi i mnie wspierają, a tutaj... Tym bardziej, że kiedy przyjmowałam tę propozycję uprzedzałam o studiach...
Powróciłam do bardziej regularnego prowadzenia tego bloga. Niestety, większość odwiedzających pozostaje anonimowa. Nie wiem, jaka jest tego przyczyna. Przynudzam?
I jeszcze jedna rzecz. Nie wiem, czy czyta mnie autorka bloga: nieokrzesany charakterek. Jeśli tak, to mam takie pytanko: dlaczego nie mogę czytać Twoich postów? Każdy z nich jest zabezpieczony hasłem... To celowe, czy po prostu ja nie mam dostępu? Nie mogę się w żaden sposób z Tobą skontaktować.
Dla wszystkich moich anonimowych czytelników: SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!
Kiedy ludzie dowiadują się, jaki jest mój zawód, dziwnie na mnie patrzą... A bycie katechetką to coś wspaniałego! Sami się przekonajcie...
wtorek, 31 grudnia 2013
niedziela, 29 grudnia 2013
Niedziela Świętej Rodziny
(Syr 3,2-6.12-14)
Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce: Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie.
Jakie to prozaiczne i proste... Słowo Boże nie jest oderwane od życia. Księga Syracha to właściwie jeden wielki poradnik dot. życia codziennego. Szkoda tylko, że wielu to traktuje jak przestarzałe mądrości... Posłuszeństwo i szacunek wobec rodziców to chyba wartości, o jakich moi uczniowie nie słyszeli... W swojej kilkuletniej pracy w gimnazjum spotkałam dzieci pochodzące z rodzin rozbitych, niepełnych... ale też z rodzin z pozoru zupełnie zwyczajnych, a jednak dzieci te miały duże problemy z zachowaniem, z funkcjonowaniem w grupie. W rozmowach z nauczycielami dochodzimy do wniosku, że dzisiaj to rodzice słuchają dzieci, a nie dzieci rodziców... Brak szacunku do rodziców, okłamywanie ich, nieposłuszeństwo są na porządku dziennym. W takim kontekście słowa dzisiejszego czytania brzmią dziwnie obco: szanuj ojca, matkę; miej wyrozumiałość, nie pogardzaj...
Zacznijmy traktować Słowo Boże na poważnie!! To nie jest zbiór umoralniających historyjek... Słowo Boże jest "żywe i skuteczne" - tylko musimy tak je traktować.
A zadanie dla mnie - katechety? Uświadamiać to moim uczniom, uczyć ich życia Słowem Bożym na co dzień.
Pan uczcił ojca przez dzieci, a prawa matki nad synami utwierdził. Kto czci ojca, zyskuje odpuszczenie grzechów, a kto szanuje matkę, jakby skarby gromadził. Kto czci ojca, radość mieć będzie z dzieci, a w czasie modlitwy swej będzie wysłuchany. Kto szanuje ojca, długo żyć będzie, a kto posłuszny jest Panu, da wytchnienie swej matce: Synu, wspomagaj swego ojca w starości, nie zasmucaj go w jego życiu. A jeśliby nawet rozum stracił, miej wyrozumiałość, nie pogardzaj nim, choć jesteś w pełni sił. Miłosierdzie względem ojca nie pójdzie w zapomnienie, w miejsce grzechów zamieszka u ciebie.
Jakie to prozaiczne i proste... Słowo Boże nie jest oderwane od życia. Księga Syracha to właściwie jeden wielki poradnik dot. życia codziennego. Szkoda tylko, że wielu to traktuje jak przestarzałe mądrości... Posłuszeństwo i szacunek wobec rodziców to chyba wartości, o jakich moi uczniowie nie słyszeli... W swojej kilkuletniej pracy w gimnazjum spotkałam dzieci pochodzące z rodzin rozbitych, niepełnych... ale też z rodzin z pozoru zupełnie zwyczajnych, a jednak dzieci te miały duże problemy z zachowaniem, z funkcjonowaniem w grupie. W rozmowach z nauczycielami dochodzimy do wniosku, że dzisiaj to rodzice słuchają dzieci, a nie dzieci rodziców... Brak szacunku do rodziców, okłamywanie ich, nieposłuszeństwo są na porządku dziennym. W takim kontekście słowa dzisiejszego czytania brzmią dziwnie obco: szanuj ojca, matkę; miej wyrozumiałość, nie pogardzaj...
Zacznijmy traktować Słowo Boże na poważnie!! To nie jest zbiór umoralniających historyjek... Słowo Boże jest "żywe i skuteczne" - tylko musimy tak je traktować.
A zadanie dla mnie - katechety? Uświadamiać to moim uczniom, uczyć ich życia Słowem Bożym na co dzień.
niedziela, 22 grudnia 2013
4. niedziela Adwentu
(Iz 7,10-14)
Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.
Bardzo lubię ten fr. Izajasza. Tym bardziej, że mogę pochwalić się wiedzą na ten temat :) Proroctwo, jakie Izajasz wygłasza Achazowi dotyczyło narodzin jego syna, Ezechiasza. Jednak bardzo szybko ten tekst zaczął być rozumiany głębiej, jako proroctwo mesjańskie. Ciekawa rzecz, że w tekście hebr. użyto słowa "almah" - młoda dziewczyna, ale w tłumaczeniu na grecki, w Septuagincie, pojawia się słowo "parthenos" - dziewica. I w taki sposób cytuje ten fragment św. Mateusz, odnosząc do poczęcia Jezusa. Co to znaczy? Znaczy tyle, że takie było rozumienie tego tekstu - żydzi widzieli w młodej dziewczynie dziewicę, było to dla nich oczywiste - skoro nie jest mężatką, musi być dziewicą. Natomiast w kulturze hellenistycznej nie było już to takie oczywiste, młoda dziewczyna niekoniecznie była dziewicą. Dlatego tłumacz wybrał inne słowo, aby precyzyjnie oddać sens.
Tyle teologii. Co ten tekst znaczy dla nas? Dla Boga nie ma nic niemożliwego. On sprawia, że Maryja - Dziewica staje się matką. Bóg chce, żebyśmy byli zbawieni, daje nam znaki. Postawa Achaza trąci hipokryzją: on nie chce prosić Boga o znak, zasłaniając się pobożnością, ale tak naprawdę nie chce, żeby Bóg ingerował w jego plany. Bóg czasem zmienia nasze plany, ma inny pomysł na nasze życie, ale to On ma rację, On wie, co tak naprawdę jest dla nas dobre. Maryja i Józef pewnie też mieli swoje plany: dom, liczna rodzina... Bóg je zmienił, ale wynikło z tego tylko dobro.
Pan przemówił do Achaza tymi słowami: Proś dla siebie o znak od Pana, Boga twego, czy to głęboko w Szeolu, czy to wysoko w górze! Lecz Achaz odpowiedział: Nie będę prosił i nie będę wystawiał Pana na próbę. Wtedy rzekł [Izajasz]: Słuchajcie więc, domu Dawidowy: Czyż mało wam naprzykrzać się ludziom, iż naprzykrzacie się także mojemu Bogu? Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel.
Bardzo lubię ten fr. Izajasza. Tym bardziej, że mogę pochwalić się wiedzą na ten temat :) Proroctwo, jakie Izajasz wygłasza Achazowi dotyczyło narodzin jego syna, Ezechiasza. Jednak bardzo szybko ten tekst zaczął być rozumiany głębiej, jako proroctwo mesjańskie. Ciekawa rzecz, że w tekście hebr. użyto słowa "almah" - młoda dziewczyna, ale w tłumaczeniu na grecki, w Septuagincie, pojawia się słowo "parthenos" - dziewica. I w taki sposób cytuje ten fragment św. Mateusz, odnosząc do poczęcia Jezusa. Co to znaczy? Znaczy tyle, że takie było rozumienie tego tekstu - żydzi widzieli w młodej dziewczynie dziewicę, było to dla nich oczywiste - skoro nie jest mężatką, musi być dziewicą. Natomiast w kulturze hellenistycznej nie było już to takie oczywiste, młoda dziewczyna niekoniecznie była dziewicą. Dlatego tłumacz wybrał inne słowo, aby precyzyjnie oddać sens.
Tyle teologii. Co ten tekst znaczy dla nas? Dla Boga nie ma nic niemożliwego. On sprawia, że Maryja - Dziewica staje się matką. Bóg chce, żebyśmy byli zbawieni, daje nam znaki. Postawa Achaza trąci hipokryzją: on nie chce prosić Boga o znak, zasłaniając się pobożnością, ale tak naprawdę nie chce, żeby Bóg ingerował w jego plany. Bóg czasem zmienia nasze plany, ma inny pomysł na nasze życie, ale to On ma rację, On wie, co tak naprawdę jest dla nas dobre. Maryja i Józef pewnie też mieli swoje plany: dom, liczna rodzina... Bóg je zmienił, ale wynikło z tego tylko dobro.
piątek, 20 grudnia 2013
Adwent... zbyt krótki?
Adwent mija mi zdecydowanie zbyt szybko... po prostu na nic nie mam czasu, kolejne dni uciekają... Natłok pracy, obowiązków, nauki... Zabrakło mi nawet czasu na zaplanowane komentarze do Liturgii Słowa. Może zmobilizuję się w Okresie Bożego Narodzenia?
Obecnie wiem, czego jeszcze NIE zrobiłam:
- nie mam ŻADNYCH przygotowanych materiałów na rekolekcje dla oazy
- nie napisałam sprawozdania do szkolenia z oceniania kształtującego
- nie wyrabiam się z lekturami dot. studiów
- nie zrobiłam jeszcze tego, tamtego...
Czuję się przygnębiona i bezradna, do tego jeszcze dochodzi nieprzyjemny konflikt z dyrektorką przedszkola, w którym mam (nie)przyjemność uzupełniać dwie brakujące do etatu godziny...
To wszystko przesłania mi radość z oczekiwania na Boże Narodzenie. Na szczęście, teraz kilka dni na złapanie oddechu. Właściwie to przyjemnie zaczęło się już dzisiaj - miałam spotkanie opłatkowe z moją grupą oazową. Było bardzo miło, śpiewaliśmy kolędy, żartowaliśmy... Chciałabym utrzymać ten nastrój :)
niedziela, 1 grudnia 2013
I niedziela Adwentu... Izajasz
(Iz 2,1-5)
Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pana stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pana do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!
Zaczyna się Adwent... można powiedzieć: znowu. Znowu te same czytania, "powtórka z Izajasza"... I jak zwykle można na nowo odkryć bogactwo Słowa Bożego. Izajasz zapowiada czasy mesjańskie. Mnie dziś najbardziej dotykają słowa: "Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie już oręża, nie będą się więcej zaprawiać do wojny". Mesjasz przyniesie pokój. Mi ostatnio tego pokoju bardzo brakuje... niepowodzenia w szkole, trudności z pewną klasą, a przede wszystkim "konflikt interesów" z proboszczem... Nie żadna wojna, kłótnia czy coś, tylko po prostu poczucie, że mamy inne spojrzenie na pewne sprawy, że nie podoba mi się sposób, w jaki ksiądz próbuje przeprowadzić swoje plany... Do tego stopnia, że dziś z pewnym wysiłkiem przekazałam mu znak pokoju... Potrzebny mi pokój, ale sama się z tym nie uporam, potrzebuję pomocy od Pana. Adwent to dobry czas, żeby zacząć odbudowywać w sobie to, co się rozsypało...
Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pana stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pana do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie - z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!
Zaczyna się Adwent... można powiedzieć: znowu. Znowu te same czytania, "powtórka z Izajasza"... I jak zwykle można na nowo odkryć bogactwo Słowa Bożego. Izajasz zapowiada czasy mesjańskie. Mnie dziś najbardziej dotykają słowa: "Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie już oręża, nie będą się więcej zaprawiać do wojny". Mesjasz przyniesie pokój. Mi ostatnio tego pokoju bardzo brakuje... niepowodzenia w szkole, trudności z pewną klasą, a przede wszystkim "konflikt interesów" z proboszczem... Nie żadna wojna, kłótnia czy coś, tylko po prostu poczucie, że mamy inne spojrzenie na pewne sprawy, że nie podoba mi się sposób, w jaki ksiądz próbuje przeprowadzić swoje plany... Do tego stopnia, że dziś z pewnym wysiłkiem przekazałam mu znak pokoju... Potrzebny mi pokój, ale sama się z tym nie uporam, potrzebuję pomocy od Pana. Adwent to dobry czas, żeby zacząć odbudowywać w sobie to, co się rozsypało...
niedziela, 24 listopada 2013
Kto może być królem?
(2 Sm 5,1-3)
Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: Oto myśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, tyś odbywał wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud - Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem. Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.
Jakie kryteria wziąć pod uwagę, wybierając króla? Izraelici mieli tu problem... Potrzebowali silnego władcy, wojownika, który poradzi sobie z różnymi zagrożeniami, np. ze strony wrogów. Ale nie to było główną przyczyną wyboru Dawida. Wybrali go na króla, ponieważ tak wybrał Bóg.
Czy w naszym życiu też wybieramy to, co wskazuje Bóg? Czy Słowo Boże jest dla nas ważnym kryterium przy wyborze ludzi, którzy stanowią prawo, którzy mają władzę? Powinniśmy uczyć się tego od Izraelitów. Wiara w Boga, posłuszeństwo Jego Słowu dotyczyło każdego wymiaru życia. My chcemy ograniczyć wpływ Boga do niedzielnej Mszy św., do zwyczajów świątecznych. A w codziennych sytuacjach? Słowo Boże traktujemy jak coś przestarzałego, jak element tradycji, folkloru... Najwyższy czas, aby Słowo Boże było żywe i obecne w naszym życiu nawet w najdrobniejszych wyborach.
Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: Oto myśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, tyś odbywał wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud - Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem. Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.
Jakie kryteria wziąć pod uwagę, wybierając króla? Izraelici mieli tu problem... Potrzebowali silnego władcy, wojownika, który poradzi sobie z różnymi zagrożeniami, np. ze strony wrogów. Ale nie to było główną przyczyną wyboru Dawida. Wybrali go na króla, ponieważ tak wybrał Bóg.
Czy w naszym życiu też wybieramy to, co wskazuje Bóg? Czy Słowo Boże jest dla nas ważnym kryterium przy wyborze ludzi, którzy stanowią prawo, którzy mają władzę? Powinniśmy uczyć się tego od Izraelitów. Wiara w Boga, posłuszeństwo Jego Słowu dotyczyło każdego wymiaru życia. My chcemy ograniczyć wpływ Boga do niedzielnej Mszy św., do zwyczajów świątecznych. A w codziennych sytuacjach? Słowo Boże traktujemy jak coś przestarzałego, jak element tradycji, folkloru... Najwyższy czas, aby Słowo Boże było żywe i obecne w naszym życiu nawet w najdrobniejszych wyborach.
niedziela, 17 listopada 2013
Oto nadchodzi Dzień Pański...
(Ml 3,19-20a)
Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach.
Zapowiedź "Dnia Pańskiego" to motyw pojawiający się u wielu późniejszych proroków. Łączy je zawsze fakt sądu, nagrody dla dobrych, kary dla złych.
Kończy się rok liturgiczny, przeżywany jako Rok Wiary. Czy zmieniło się coś w moim życiu? Czy moja wiara jest inna od tej, jaką była rok temu? A może jestem jak słoma, z której nic nie pozostanie w palacym ogniu Bożej sprawiedliwości?
Na szczęście Bóg jest jednocześnie sprawiedliwy i miłosierny, a miłosierdzie odnosi triumf nad sądem... Malachiasz mówi, że uzdrowienie otrzymują ci, którzy czczą Boga. Nie wymienia konkretnych uczynków, ale wiemy przecież, że za czcią Boga idzie szacunek dla Jego dzieł, z których najważniejszym jest człowiek. Nie można miłować Boga nie kochając człowieka: siebie i innych. Przecież "pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości"...
Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach.
Zapowiedź "Dnia Pańskiego" to motyw pojawiający się u wielu późniejszych proroków. Łączy je zawsze fakt sądu, nagrody dla dobrych, kary dla złych.
Kończy się rok liturgiczny, przeżywany jako Rok Wiary. Czy zmieniło się coś w moim życiu? Czy moja wiara jest inna od tej, jaką była rok temu? A może jestem jak słoma, z której nic nie pozostanie w palacym ogniu Bożej sprawiedliwości?
Na szczęście Bóg jest jednocześnie sprawiedliwy i miłosierny, a miłosierdzie odnosi triumf nad sądem... Malachiasz mówi, że uzdrowienie otrzymują ci, którzy czczą Boga. Nie wymienia konkretnych uczynków, ale wiemy przecież, że za czcią Boga idzie szacunek dla Jego dzieł, z których najważniejszym jest człowiek. Nie można miłować Boga nie kochając człowieka: siebie i innych. Przecież "pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości"...
niedziela, 3 listopada 2013
Mądrościowa modlitwa uwielbienia
(Mdr 11,22-12,2)
Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.
Rzadko się zdarza, żeby takie teksty przeznaczone były na czytania mszalne. Zwykle są to jakieś pouczenia, przestrogi, czy historie z morałem. Dzisiaj Kościół proponuje nam modlitwę uwielbienia z Księgi Mądrości. Bo jak inaczej określić ten tekst? To pełne radości i wdzięczności uwielbienie Stwórcy przez stworzenie, które zdaje sobie sprawę ze swej słabości i małości. A jednak Bóg tego CHCE! Gdyby nie chciał, to niczego by nie było... Autor natchniony podkreśla, że wszystko, co istnieje, istnieje z woli Boga. Wszystko jest w Jego mocy, a On wszystko podtrzymuje w istnieniu. Stwórca niczym się "nie brzydzi"- jak ważne to stwierdzenie dla tych, którzy pogrążyli się w grzechach, nałogach i mają wstręt do samych siebie... Przypomina mi ten tekst zagadnienie poruszane niedawno na lekcjach - miłość do samego siebie. Mamy kochać samych siebie, bo Bóg nas kocha. Skoro Bóg uważa, że warto człowieka pokochać, to tym bardziej my powinniśmy samych siebie kochać. Inaczej gardzimy miłością Boga. A przecież cały świat to dla "Boga kropla rosy porannej"... Bóg nas kocha!!! I za to trzeba Go uwielbiać!
Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.
Rzadko się zdarza, żeby takie teksty przeznaczone były na czytania mszalne. Zwykle są to jakieś pouczenia, przestrogi, czy historie z morałem. Dzisiaj Kościół proponuje nam modlitwę uwielbienia z Księgi Mądrości. Bo jak inaczej określić ten tekst? To pełne radości i wdzięczności uwielbienie Stwórcy przez stworzenie, które zdaje sobie sprawę ze swej słabości i małości. A jednak Bóg tego CHCE! Gdyby nie chciał, to niczego by nie było... Autor natchniony podkreśla, że wszystko, co istnieje, istnieje z woli Boga. Wszystko jest w Jego mocy, a On wszystko podtrzymuje w istnieniu. Stwórca niczym się "nie brzydzi"- jak ważne to stwierdzenie dla tych, którzy pogrążyli się w grzechach, nałogach i mają wstręt do samych siebie... Przypomina mi ten tekst zagadnienie poruszane niedawno na lekcjach - miłość do samego siebie. Mamy kochać samych siebie, bo Bóg nas kocha. Skoro Bóg uważa, że warto człowieka pokochać, to tym bardziej my powinniśmy samych siebie kochać. Inaczej gardzimy miłością Boga. A przecież cały świat to dla "Boga kropla rosy porannej"... Bóg nas kocha!!! I za to trzeba Go uwielbiać!
niedziela, 20 października 2013
Wytrwałość w modlitwie
Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz
powiedział wtedy do Jozuego: Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na
walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w
ręku. Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z
Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo
Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś
ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały,
wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur
podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób
aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. I tak
zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.
(Wj 17,8-13)
Jeżeli będę polegać tylko na własnych siłach, odniosę porażkę. Wiedział o tym Mojżesz. Wiedział, że Amalekici to trudny przeciwnik, ale wiedział też, jak sobie z nim poradzić. Właściwie to walka Izraelitów z Amalekitami przypomina radę Ignacego Loyoli: "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie". Mojżesz nie powiedział: Siedźcie sobie spokojnie, ja wszystko załatwię modlitwą. Nie wysłał też Jozuego na bitwę, aby się jej przyglądać. Mojżesz nakazał działanie, a sam zaczął pełną wysiłku modlitwę.
Nie bardzo wiedziałam, co napisać o dzisiejszym czytaniu... Nie przemawiało do mnie. Aż do dzisiejszego wieczora. Planuję z moją grupą oazową kolejne rekolekcje wyjazdowe. Trzeba zarezerwować termin w domu rekolekcyjnym. Zawsze załatwiał to nasz proboszcz. Poprosiłam go dzisiaj o to, nie robił problemów... a wieczorem napisał smsa z numerem telefonu i radą "załatwiaj sama". Zdenerwowałam się, zrobiło mi się przykro... Ale potem przyszła refleksja: znowu chcę robić wszystko swoimi siłami... nie wiem, dlaczego ksiądz nie chce pomóc, zrzuca wszystko na mnie... Przyszło mi jednak do głowy, że może jest w tym głębszy sens... Może te nasze rekolekcje przynoszą dobre owoce, i diabeł chce przeszkodzić. Może chce, żebym się poddała, bo tyle przeciwności... Jak Mojżesz i Jozue zobaczyli potęgę Amalekitów, też pewnie sobie pomyśleli, że może nie warto ryzykować, że może lepiej się poddać? Ta historia przypomina mi, że w trudnościach jest jedna droga, która nie zawodzi - modlitwa. Zamiast się wściekać, że wszystko na mojej głowie, powinnam przypomnieć sobie, żeby prosić Boga o siły. Modlić się o powodzenie naszych planów, a jednocześnie włożyć tyle sił, ile mam.
I muzyczny akcent na koniec:
(Wj 17,8-13)
Jeżeli będę polegać tylko na własnych siłach, odniosę porażkę. Wiedział o tym Mojżesz. Wiedział, że Amalekici to trudny przeciwnik, ale wiedział też, jak sobie z nim poradzić. Właściwie to walka Izraelitów z Amalekitami przypomina radę Ignacego Loyoli: "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie". Mojżesz nie powiedział: Siedźcie sobie spokojnie, ja wszystko załatwię modlitwą. Nie wysłał też Jozuego na bitwę, aby się jej przyglądać. Mojżesz nakazał działanie, a sam zaczął pełną wysiłku modlitwę.
Nie bardzo wiedziałam, co napisać o dzisiejszym czytaniu... Nie przemawiało do mnie. Aż do dzisiejszego wieczora. Planuję z moją grupą oazową kolejne rekolekcje wyjazdowe. Trzeba zarezerwować termin w domu rekolekcyjnym. Zawsze załatwiał to nasz proboszcz. Poprosiłam go dzisiaj o to, nie robił problemów... a wieczorem napisał smsa z numerem telefonu i radą "załatwiaj sama". Zdenerwowałam się, zrobiło mi się przykro... Ale potem przyszła refleksja: znowu chcę robić wszystko swoimi siłami... nie wiem, dlaczego ksiądz nie chce pomóc, zrzuca wszystko na mnie... Przyszło mi jednak do głowy, że może jest w tym głębszy sens... Może te nasze rekolekcje przynoszą dobre owoce, i diabeł chce przeszkodzić. Może chce, żebym się poddała, bo tyle przeciwności... Jak Mojżesz i Jozue zobaczyli potęgę Amalekitów, też pewnie sobie pomyśleli, że może nie warto ryzykować, że może lepiej się poddać? Ta historia przypomina mi, że w trudnościach jest jedna droga, która nie zawodzi - modlitwa. Zamiast się wściekać, że wszystko na mojej głowie, powinnam przypomnieć sobie, żeby prosić Boga o siły. Modlić się o powodzenie naszych planów, a jednocześnie włożyć tyle sił, ile mam.
I muzyczny akcent na koniec:
niedziela, 13 października 2013
Co ma wspólnego Syryjczyk Naaman... z Różańcem?
Wódz Syryjski Naaman, który był trędowaty, zanurzył się siedem razy w Jordanie, według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem! A teraz zechciej przyjąć dar wdzięczności od twego sługi! On zaś odpowiedział: Na życie Pana, przed którego obliczem stoję - nie wezmę! Tamten nalegał na niego, aby przyjął, lecz on odmówił. Wtedy Naaman rzekł: Jeśli już nie chcesz, to niechże dadzą twemu słudze tyle ziemi, ile para mułów unieść może, ponieważ odtąd twój sługa nie będzie składał ofiary całopalnej ani ofiary krwawej innym bogom, jak tylko Panu.
(2 Krl 5,14-17)
Kiedyś już o Naamanie pisałam. To trędowaty, który przybył do proroka Elizeusza, aby ten go uzdrowił. Niechętnie odniósł się do polecenia proroka - "obmyj się siedem razy w Jordanie". "Tylko tyle?" - zdaje się mówić Naaman. Pewnie oczekiwał jakiś niezwykłych obrzędów, zaklęć...
Bóg nie domaga się od nas "duchowych akrobacji", wręcz przeciwnie, ceni prostotę - w modlitwie, w liturgii... Nie trzeba wprowadzać żadnych udziwnień, dodatków... W ten sam sposób można rozumieć Różaniec. Akurat mamy październik, nabożeństwo różańcowe. Wstyd się przyznać, ale ja mam z Różańcem ogromne kłopoty... Z jednej strony wiem, że jest to niezwykła i cudowna modlitwa, a z drugiej strony, mam ochotę powiedzieć jak Naaman: Tylko tyle? Takie powtarzanie "zdrowasiek"? To zbyt proste dla mnie, wykształconego teologa... Ja już jestem na wyższym poziomie, chcę się modlić bardziej "ambitnie"...
Bzdura! Takie myślenie to najzwyklejsza pycha! Niełatwo dostrzec, że Różaniec to coś więcej, niż powtarzanie formułek. Trzeba iść wgłąb, zanurzyć się w tej modlitwie jak Naaman w Jordanie. A przede wszystkim, trzeba to robić z wiarą. Wtedy można doświadczyć cudu - jak Naaman.
(2 Krl 5,14-17)
Kiedyś już o Naamanie pisałam. To trędowaty, który przybył do proroka Elizeusza, aby ten go uzdrowił. Niechętnie odniósł się do polecenia proroka - "obmyj się siedem razy w Jordanie". "Tylko tyle?" - zdaje się mówić Naaman. Pewnie oczekiwał jakiś niezwykłych obrzędów, zaklęć...
Bóg nie domaga się od nas "duchowych akrobacji", wręcz przeciwnie, ceni prostotę - w modlitwie, w liturgii... Nie trzeba wprowadzać żadnych udziwnień, dodatków... W ten sam sposób można rozumieć Różaniec. Akurat mamy październik, nabożeństwo różańcowe. Wstyd się przyznać, ale ja mam z Różańcem ogromne kłopoty... Z jednej strony wiem, że jest to niezwykła i cudowna modlitwa, a z drugiej strony, mam ochotę powiedzieć jak Naaman: Tylko tyle? Takie powtarzanie "zdrowasiek"? To zbyt proste dla mnie, wykształconego teologa... Ja już jestem na wyższym poziomie, chcę się modlić bardziej "ambitnie"...
Bzdura! Takie myślenie to najzwyklejsza pycha! Niełatwo dostrzec, że Różaniec to coś więcej, niż powtarzanie formułek. Trzeba iść wgłąb, zanurzyć się w tej modlitwie jak Naaman w Jordanie. A przede wszystkim, trzeba to robić z wiarą. Wtedy można doświadczyć cudu - jak Naaman.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

