Kiedy ludzie dowiadują się, jaki jest mój zawód, dziwnie na mnie patrzą... A bycie katechetką to coś wspaniałego! Sami się przekonajcie...
poniedziałek, 27 października 2014
Uff... nareszcie...
.... jestem nauczycielem mianowanym :) Nie było tak źle. W sumie to i tak w autoprezentacji zapomniałam o paru rzeczach, którymi się chciałam pochwalić... Trochę się wygłupiłam przy jednym pytaniu (z organu prowadzącego), ale poza tym było ok. Nawet się dowiedziałam, że panie z komisji są "pod wrażeniem mojej wiedzy i znajomości przepisów" (ta... jasne...) oraz, że jestem "Właściwym człowiekiem na właściwym miejscu" - miłe słowa na zakończenie egzaminu, nie?
piątek, 10 października 2014
Terminy :)
Wszystkich, którzy trafią na ten wpis, proszę o modlitwę za Anię - 17-letnią dziewczynę, u której zdiagnozowano guza mózgu...
Ostatnie dni to ustalenie kilku ważnych dla mnie dat:
27.10.2014 - egzamin na mianowanego - boję się, dużo bardziej niż jakichkolwiek egzaminów na studiach
26.02. - 1.03.2015 - zarezerwowany termin na rekolekcje z moją młodzieżą - miejmy nadzieję, że żaden piec od centralnego się nie zepsuje :)
Ostatnie dni to ustalenie kilku ważnych dla mnie dat:
27.10.2014 - egzamin na mianowanego - boję się, dużo bardziej niż jakichkolwiek egzaminów na studiach
26.02. - 1.03.2015 - zarezerwowany termin na rekolekcje z moją młodzieżą - miejmy nadzieję, że żaden piec od centralnego się nie zepsuje :)
niedziela, 5 października 2014
Podsumowanie września
Wrzesień jest w szkole zwykle bardzo pracowity... Trzeba się wdrożyć, trzeba sobie wypracować rytm dnia, tygodnia... Jakoś idzie :)
Pozytywy:
- całkiem niezłe pierwsze klasy w gimn. - nawet jakoś idzie, a szczególnie z 1c - fajna klasa 13 chłopaków + 6 dziewczyn, ale ogarnięci
- trochę lepiej w przedszkolu, zwłaszcza z grupą 5-ciolatków. W mieszanej (5-6) też obleci.
- dużo roboty z przygotowaniem do bierzmowania (102 kandydatów...), a proboszcz sporo przekłada na moje barki - ale ja to lubię :)
Negatywy:
- no nie mogę ujechać z obecną 3b... zostało ich w klasie 15 (!), a i tak są nie do przejścia... poddaję się... ja nie mam u nich żadnego posłuchu, po prostu chcę przetrwać...
- w mojej diecezji było spore zamieszanie w związku z deklaracjami udziału w religii, nawet w ogólnopolskich mediach było - na szczęście w mojej szkole jakoś bez bólu przeszło :)
A teraz październik... We wtorek jadę na studia - już tęskniłam :) Tylko jak ja się wytłumaczę z tego, że NIC nie zrobiłam z doktoratem przez wakacje? Trochę wstyd...
W oazie mam z młodzieżą trochę zamieszania. Jak zwykle na początku roku robimy kampanię reklamową, żeby zachęcić nowych członków. W tym roku "pomógł" proboszcz... Stwierdził, że mam zobowiązać wszystkich kandydatów do bierzmowania do obecności na przynajmniej jednym spotkaniu, ma być potwierdzone podpisem w dzienniczku. Mamy więc pełno "jednorazowych" gości, z miną męczenników i dzienniczkiem w garści... Ale może coś z tego wyjdzie... Jakby zostało z 7-8 osób, to by było super :)
Pozytywy:
- całkiem niezłe pierwsze klasy w gimn. - nawet jakoś idzie, a szczególnie z 1c - fajna klasa 13 chłopaków + 6 dziewczyn, ale ogarnięci
- trochę lepiej w przedszkolu, zwłaszcza z grupą 5-ciolatków. W mieszanej (5-6) też obleci.
- dużo roboty z przygotowaniem do bierzmowania (102 kandydatów...), a proboszcz sporo przekłada na moje barki - ale ja to lubię :)
Negatywy:
- no nie mogę ujechać z obecną 3b... zostało ich w klasie 15 (!), a i tak są nie do przejścia... poddaję się... ja nie mam u nich żadnego posłuchu, po prostu chcę przetrwać...
- w mojej diecezji było spore zamieszanie w związku z deklaracjami udziału w religii, nawet w ogólnopolskich mediach było - na szczęście w mojej szkole jakoś bez bólu przeszło :)
A teraz październik... We wtorek jadę na studia - już tęskniłam :) Tylko jak ja się wytłumaczę z tego, że NIC nie zrobiłam z doktoratem przez wakacje? Trochę wstyd...
W oazie mam z młodzieżą trochę zamieszania. Jak zwykle na początku roku robimy kampanię reklamową, żeby zachęcić nowych członków. W tym roku "pomógł" proboszcz... Stwierdził, że mam zobowiązać wszystkich kandydatów do bierzmowania do obecności na przynajmniej jednym spotkaniu, ma być potwierdzone podpisem w dzienniczku. Mamy więc pełno "jednorazowych" gości, z miną męczenników i dzienniczkiem w garści... Ale może coś z tego wyjdzie... Jakby zostało z 7-8 osób, to by było super :)
wtorek, 16 września 2014
Siatkówka w katechezie
Tak mi się przypomniało podczas oglądania meczu Polska - Brazylia. Ponieważ w brazylijskiej drużynie nie ma już Andre ani Ricardo, to nie mam dylematu, komu kibicować :)
W zeszłym roku szkolnym w jednej z 3 klas rozmawiamy o pokorze ("Błogosławieni cisi..."). I tak dyskutujemy, co to znaczy być pokornym. Czy mam się poniżać, zaprzeczać swoim zaletom, sukcesom? Pojawił się przykład uczennicy z tej klasy, Ady, która kilka dni wcześniej wygrała zawody powiatowe w biegach przełajowych.
- Cieszyłaś się?
- Tak.
- Czy to znaczy, że nie masz w sobie pokory?
-.....?
I tak potoczyła się rozmowa, na przykładzie sportowców. Pojawił się przykład Kamila Stocha, który nie wstydzi się przyznać do swojej wiary itp. W końcu formułujemy wnioski: Nie muszę wstydzić się swoich sukcesów, żeby być pokornym, ważne, że radość z mojego zwycięstwa nie krzywdzi, nie obraża przeciwników. Mam przecież prawo się cieszyć - pokora to prawda o sobie, a nie poniżanie siebie.
Na koniec uczniowie sami chcieli znaleźć jakiś przykład sportowca, który w swoich sukcesach nie jest pokorny. (W tej klasie dobrze się rozumiałyśmy z większością dziewczyn, podzielały moje sympatie sportowe). Padły dwa nazwiska skoczków narciarskich... Ale Ania skwitowała rozmowę jednym (genialnym) przykładem:
- Bernardo Rezende.
I nawet nie było co komentować :)
P.S.
Bernardinho to trener brazylijskiej reprezentacji siatkówki - nie znoszę go, od czasu jak wywalił z kadry najlepszego rozgrywającego - Ricardo Garcię, (pokłócił się z nim o pieniądze z nagrody za MVP) a w jego miejsce wprowadził... swojego syna. I chociaż Brazylijczycy przegrali najważniejsze mecze: finały Ligi Światowej i Igrzysk Olimpijskich, to nadal jest trenerem kadry - od czasu, jak ja oglądam siatkówkę, czyli od 2003 roku.
W zeszłym roku szkolnym w jednej z 3 klas rozmawiamy o pokorze ("Błogosławieni cisi..."). I tak dyskutujemy, co to znaczy być pokornym. Czy mam się poniżać, zaprzeczać swoim zaletom, sukcesom? Pojawił się przykład uczennicy z tej klasy, Ady, która kilka dni wcześniej wygrała zawody powiatowe w biegach przełajowych.
- Cieszyłaś się?
- Tak.
- Czy to znaczy, że nie masz w sobie pokory?
-.....?
I tak potoczyła się rozmowa, na przykładzie sportowców. Pojawił się przykład Kamila Stocha, który nie wstydzi się przyznać do swojej wiary itp. W końcu formułujemy wnioski: Nie muszę wstydzić się swoich sukcesów, żeby być pokornym, ważne, że radość z mojego zwycięstwa nie krzywdzi, nie obraża przeciwników. Mam przecież prawo się cieszyć - pokora to prawda o sobie, a nie poniżanie siebie.
Na koniec uczniowie sami chcieli znaleźć jakiś przykład sportowca, który w swoich sukcesach nie jest pokorny. (W tej klasie dobrze się rozumiałyśmy z większością dziewczyn, podzielały moje sympatie sportowe). Padły dwa nazwiska skoczków narciarskich... Ale Ania skwitowała rozmowę jednym (genialnym) przykładem:
- Bernardo Rezende.
I nawet nie było co komentować :)
P.S.
Bernardinho to trener brazylijskiej reprezentacji siatkówki - nie znoszę go, od czasu jak wywalił z kadry najlepszego rozgrywającego - Ricardo Garcię, (pokłócił się z nim o pieniądze z nagrody za MVP) a w jego miejsce wprowadził... swojego syna. I chociaż Brazylijczycy przegrali najważniejsze mecze: finały Ligi Światowej i Igrzysk Olimpijskich, to nadal jest trenerem kadry - od czasu, jak ja oglądam siatkówkę, czyli od 2003 roku.
środa, 10 września 2014
Osłabli w gorliwości...
W dzisiejszych nieszporach jest taka prośba:
"Wejrzyj na tych, którzy poświęcają się służbie dla braci, nie dopuść, aby osłabli w gorliwości wskutek niepowodzeń albo lekceważenia ze strony bliźnich"
Od razu skojarzyło mi się z pracą katechety... Czy nie zdarza się tak, że ktoś deprecjonuje naszą pracę? "Czego wy tam uczycie... e tam, religia, co tam jest trudnego?". Potrafię zrozumieć takie stanowisko osób niezwiązanych ze szkołą, ale ze strony nauczycieli? Por favor... Dzisiaj załatwiam tę sprawę z podręcznikiem dla przedszkola - tłumaczę wychowawczyni, że chcę taki a nie inny, że rodzice mają kupić i tyle. Wychowawczyni zapytała, czy to "taki podłużny" co mieli kiedyś. Ja mówię, że nie, bo się zmieniła podstawa programowa i musimy wybierać podręczniki zgodne z tą podstawą. Odpowiedź: "To wy macie podstawę programową?" Si, claro... nie, my tylko przychodzimy do przedszkolaków i mówimy: "patrzcie dzieci, tam jest bozia"...
No puedo creer....
"Wejrzyj na tych, którzy poświęcają się służbie dla braci, nie dopuść, aby osłabli w gorliwości wskutek niepowodzeń albo lekceważenia ze strony bliźnich"
Od razu skojarzyło mi się z pracą katechety... Czy nie zdarza się tak, że ktoś deprecjonuje naszą pracę? "Czego wy tam uczycie... e tam, religia, co tam jest trudnego?". Potrafię zrozumieć takie stanowisko osób niezwiązanych ze szkołą, ale ze strony nauczycieli? Por favor... Dzisiaj załatwiam tę sprawę z podręcznikiem dla przedszkola - tłumaczę wychowawczyni, że chcę taki a nie inny, że rodzice mają kupić i tyle. Wychowawczyni zapytała, czy to "taki podłużny" co mieli kiedyś. Ja mówię, że nie, bo się zmieniła podstawa programowa i musimy wybierać podręczniki zgodne z tą podstawą. Odpowiedź: "To wy macie podstawę programową?" Si, claro... nie, my tylko przychodzimy do przedszkolaków i mówimy: "patrzcie dzieci, tam jest bozia"...
No puedo creer....
niedziela, 7 września 2014
Co jest najgorsze w pracy w przedszkolu?
Los padres - rodzice :( Por que? Dlaczego? Ech... nie jestem asertywna, wcale. W tym roku nadal uzupełniam etat w przedszkolu. Jedną grupę mam nową - 5 latki, a drugą taką, której większa część chodziła do przedszkola w zeszłym roku i miała religię ze mną (5-6 latki). Podałam nauczycielkom informację, jaki trzeba kupić podręcznik. Wczoraj dostałam SMS-a od wychowawczyni tej drugiej grupy, że rodzice na zebraniu nie zgodzili się (???? a ktoś ich pytał o zdanie?), żeby dzieci miały ten sam podręcznik, co w zeszłym roku, i proszą, żebym wybrała inny. Que? Od kiedy rodzice decydują o podręczniku do religii? Por favor.... Szkoda, że w mojej diecezji mamy dowolność wyboru, bo inaczej powiedziałabym, że biskup nie pozwala na inny... Wiem, że przesadzam (estoy exagerando), ale trochę mnie to wkurzyło... Muszę szybko zdecydować się na inny podręcznik (bo nie mam ochoty na dyskusje z rodzicami), w dodatku będę musiała sobie ten podręcznik kupić (razem z metodycznym)... Tak trochę na złość wybrałam taki, który może być trudno dostać w księgarni... Ale skoro rodzicom się nie podoba to, co dobre, to niech się męczą. Ja chcę mieć porządne narzędzia pracy!! Y punto!
sobota, 30 sierpnia 2014
W poszukiwaniu pomysłu na pierwszą lekcję...
Pojutrze kolejny rok szkolny... znowu mam pierwsze klasy, trzeba przyzwyczaić się do pracy z nowymi dziećmi, nauczyć ich imion...
Mam problem: jak przeprowadzić pierwszą lekcję w nowej klasie, żeby była taka naprawdę udana? Wykład pt.: "O czym będziemy się uczyć na religii w kl. I" sprawia, że uczniowie zniechęcają się już na pierwszej katechezie. Dotychczas na pierwszej lekcji mówiłam o PSO, przedstawiałam wymagania, mówiłam trochę o sobie, opowiadałam, jak będą wyglądać lekcje... Chciałabym coś zmienić... Jasne, że sprawy organizacyjne muszą być wspomniane, ale...
Myślę o takiej lekcji "w stylu Hitchcocka" - najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie wzrasta :)
Jak wstrząsnąć uczniami na pierwszej lekcji?
Jakie są Wasze pomysły na pierwszą katechezę? Proszę o sugestie :)
Dla sympatyków hiszpańskiego:
Mam problem: jak przeprowadzić pierwszą lekcję w nowej klasie, żeby była taka naprawdę udana? Wykład pt.: "O czym będziemy się uczyć na religii w kl. I" sprawia, że uczniowie zniechęcają się już na pierwszej katechezie. Dotychczas na pierwszej lekcji mówiłam o PSO, przedstawiałam wymagania, mówiłam trochę o sobie, opowiadałam, jak będą wyglądać lekcje... Chciałabym coś zmienić... Jasne, że sprawy organizacyjne muszą być wspomniane, ale...
Myślę o takiej lekcji "w stylu Hitchcocka" - najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie wzrasta :)
Jak wstrząsnąć uczniami na pierwszej lekcji?
Jakie są Wasze pomysły na pierwszą katechezę? Proszę o sugestie :)
Dla sympatyków hiszpańskiego:
Padre neustro, que estas en el cielo
sanctificado sea Tu Nombre
venga a nosotros Tu reino
hagase Tu voluntad en la tierra como en el cielo
danos hoy nuestro pan de cada dia
perdona nuestras ofendas
como tambien nosotros perdonamos
a los que nos ofenden
no nos dejes caer en la tentacion
y libranos del mal
Amen
czwartek, 28 sierpnia 2014
Po wakacjach
Afro mnie motywuje do pisania :) W sumie to w wakacje jakoś nie miałam weny na pisanie na katechetycznym blogu. Więcej mojej aktywności na robótkowym: Wśród robótek.
Jak spędziłam wakacje?
1) Remont. Chcę się usamodzielnić :) czyli powoli tworzę swoje mieszkanie, w miejscu, gdzie kiedyś mój brat miał garaż. Na razie stanęło na tym, że mam ogrzewanie (jeszcze bez grzejników), wodę, posadzkę, okna i drzwi. Parapety do zamontowania. Czekam na elektryka.
2) Wyszywanie - moje hobby. Efekty na drugim blogu.
3) Hiszpański. Mam bzika na punkcie tego języka, chcę się go nauczyć!!! Mam na to swój sposób - piosenki, filmy i telenowele, oczywiście w oryginale (najlepiej meksykańskie). W związku z tym przez całe wakacje zarywałam noce, chodząc spać ok. 4.00 nad ranem, oglądając telenowele po hiszpańsku. Efekt? Dwie telenowele obejrzane w całości po hiszpańsku, z czego jedna trzykrotnie :) A teraz zaczynam serial historyczny "Gritos de muerte y libertad" dot. meksykańskich walk o niepodległość. Może to i śmieszny sposób, ale dla mnie skuteczny. Mogłabym w tej chwili pisać to po hiszpańsku bez większych trudności. Oglądanie telenowel + jednoczesne uczenie się słówek i robienie ćwiczeń gramatycznych to dla mnie najskuteczniejsza metoda (el mas effectiva). Entonces, podemos hablar y escribir en espanol, si lo quieren. Yo prefiero. :)
W końcu nauczyłam się końcówek do Preterito indefinido i imperfecto, oraz opanowałam tryb rozkazujący, włącznie z nieregularnymi czasownikami.
4) Niewiele ruszyło w sprawie doktoratu. Wymówka? Biblioteka WSD nieczynna w wakacje.
5) Złożony wniosek o postępowanie egzaminacyjne na mianowanego.
6) Wyjazd do Karpacza w ramach prezentu dla rodziców na ich 30 rocznicę ślubu.
7) Trochę jeżdżenia rowerem - mniej, niż bym chciała, żeby było. Pielgrzymka rowerowa niestety beze mnie - kwestie zdrowotne.
Jutro do pracy. Rada w gimn - tu ok. Niestety, nadal przedszkole i stresujące kontakty z dyr. przedszkola.
Liczę na to, że od września trochę częściej tu będę zaglądać.
Hasta pronto :)
Jak spędziłam wakacje?
1) Remont. Chcę się usamodzielnić :) czyli powoli tworzę swoje mieszkanie, w miejscu, gdzie kiedyś mój brat miał garaż. Na razie stanęło na tym, że mam ogrzewanie (jeszcze bez grzejników), wodę, posadzkę, okna i drzwi. Parapety do zamontowania. Czekam na elektryka.
2) Wyszywanie - moje hobby. Efekty na drugim blogu.
3) Hiszpański. Mam bzika na punkcie tego języka, chcę się go nauczyć!!! Mam na to swój sposób - piosenki, filmy i telenowele, oczywiście w oryginale (najlepiej meksykańskie). W związku z tym przez całe wakacje zarywałam noce, chodząc spać ok. 4.00 nad ranem, oglądając telenowele po hiszpańsku. Efekt? Dwie telenowele obejrzane w całości po hiszpańsku, z czego jedna trzykrotnie :) A teraz zaczynam serial historyczny "Gritos de muerte y libertad" dot. meksykańskich walk o niepodległość. Może to i śmieszny sposób, ale dla mnie skuteczny. Mogłabym w tej chwili pisać to po hiszpańsku bez większych trudności. Oglądanie telenowel + jednoczesne uczenie się słówek i robienie ćwiczeń gramatycznych to dla mnie najskuteczniejsza metoda (el mas effectiva). Entonces, podemos hablar y escribir en espanol, si lo quieren. Yo prefiero. :)
W końcu nauczyłam się końcówek do Preterito indefinido i imperfecto, oraz opanowałam tryb rozkazujący, włącznie z nieregularnymi czasownikami.
4) Niewiele ruszyło w sprawie doktoratu. Wymówka? Biblioteka WSD nieczynna w wakacje.
5) Złożony wniosek o postępowanie egzaminacyjne na mianowanego.
6) Wyjazd do Karpacza w ramach prezentu dla rodziców na ich 30 rocznicę ślubu.
7) Trochę jeżdżenia rowerem - mniej, niż bym chciała, żeby było. Pielgrzymka rowerowa niestety beze mnie - kwestie zdrowotne.
Jutro do pracy. Rada w gimn - tu ok. Niestety, nadal przedszkole i stresujące kontakty z dyr. przedszkola.
Liczę na to, że od września trochę częściej tu będę zaglądać.
Hasta pronto :)
sobota, 7 czerwca 2014
:( :( :(
Moje kochane dzieci są na Lednicy, a mnie z nimi nie ma.... Tak mi z tym źle... To chyba jedyna sytuacja, w której wkurza mnie moja niesprawność... Chciałabym z nimi pojechać, ale przeraża mnie droga z parkingu na pola... Przecież nie mogę być dla nich ciężarem! Przykro mi tym bardziej, że przez moją decyzję wielu nie pojechało... W tym roku nie mieliśmy żadnej zaprzyjaźnionej parafii, która zabrałaby moją grupę. Prawie na ostatnią chwilę "doczepili się" do kaliskiej grupy, ale na to zdecydowały się trzy osoby. Jedyne, co mogłam dla nich zrobić, to zawieźć ich do Kalisza... a w nocy po nich pojadę...
Czemu nie mogę tam być z nimi.... :(
Czemu nie mogę tam być z nimi.... :(
niedziela, 25 maja 2014
Dlaczego doba nie ma 36 godzin?
No właśnie... nic nie pisałam już tak długo, bo nie mam czasu... Maj i czerwiec mam w tym roku bardzo napięte. Sesja na studiach, trzeba się więc uczyć. Wypadałoby coś przeczytać do doktoratu... Napisać sprawozdanie z realizacji stażu, bo kończę staż na mianowanego... Poza tym, jeszcze trwa rok szkolny, więc trzeba się na bieżąco przygotowywać do zajęć, poprawiać kartkówki i inne takie. Muszę dokończyć prowadzenie dwóch grup projektowych, czeka mnie jeszcze masa papierkowej roboty... No i na koniec nieprzyjemny akcent - tarcia we współpracy z proboszczem... coś nie gra ostatnio...
Proszę o modlitwę do Ducha Świętego :)
Proszę o modlitwę do Ducha Świętego :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)