niedziela, 24 listopada 2013

Kto może być królem?

(2 Sm 5,1-3)
Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: Oto myśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, tyś odbywał wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud - Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem. Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.

Jakie kryteria wziąć pod uwagę, wybierając króla? Izraelici mieli tu problem... Potrzebowali silnego władcy, wojownika, który poradzi sobie z różnymi zagrożeniami, np. ze strony wrogów. Ale nie to było główną przyczyną wyboru Dawida. Wybrali go na króla, ponieważ tak wybrał Bóg.
Czy w naszym życiu też wybieramy to, co wskazuje Bóg? Czy Słowo Boże jest dla nas ważnym kryterium przy wyborze ludzi, którzy stanowią prawo, którzy mają władzę? Powinniśmy uczyć się tego od Izraelitów. Wiara w Boga, posłuszeństwo Jego Słowu dotyczyło każdego wymiaru życia. My chcemy ograniczyć wpływ Boga do niedzielnej Mszy św., do zwyczajów świątecznych. A w codziennych sytuacjach? Słowo Boże traktujemy jak coś przestarzałego, jak element tradycji, folkloru... Najwyższy czas, aby Słowo Boże było żywe i obecne w naszym życiu nawet w najdrobniejszych wyborach.

niedziela, 17 listopada 2013

Oto nadchodzi Dzień Pański...

(Ml 3,19-20a)
Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach.


Zapowiedź "Dnia Pańskiego" to motyw pojawiający się u wielu późniejszych proroków. Łączy je zawsze fakt sądu, nagrody dla dobrych, kary dla złych.

Kończy się rok liturgiczny, przeżywany jako Rok Wiary. Czy zmieniło się coś w moim życiu? Czy moja wiara jest inna od tej, jaką była rok temu? A może jestem jak słoma, z której nic nie pozostanie w palacym ogniu Bożej sprawiedliwości?

Na szczęście Bóg jest jednocześnie sprawiedliwy i miłosierny, a miłosierdzie odnosi triumf nad sądem... Malachiasz mówi, że uzdrowienie otrzymują ci, którzy czczą Boga. Nie wymienia konkretnych uczynków, ale wiemy przecież, że za czcią Boga idzie szacunek dla Jego dzieł, z których najważniejszym jest człowiek. Nie można miłować Boga nie kochając człowieka: siebie i innych. Przecież "pod koniec życia będziemy sądzeni z miłości"... 

niedziela, 3 listopada 2013

Mądrościowa modlitwa uwielbienia

(Mdr 11,22-12,2)
Panie, świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś, bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli.

Rzadko się zdarza, żeby takie teksty przeznaczone były na czytania mszalne. Zwykle są to jakieś pouczenia, przestrogi, czy historie z morałem. Dzisiaj Kościół proponuje nam modlitwę uwielbienia z Księgi Mądrości. Bo jak inaczej określić ten tekst? To pełne radości i wdzięczności uwielbienie Stwórcy przez stworzenie, które zdaje sobie sprawę ze swej słabości i małości. A jednak Bóg tego CHCE! Gdyby nie chciał, to niczego by nie było... Autor natchniony podkreśla, że wszystko, co istnieje, istnieje z woli Boga. Wszystko jest w Jego mocy, a On wszystko podtrzymuje w istnieniu. Stwórca niczym się "nie brzydzi"- jak ważne to stwierdzenie dla tych, którzy pogrążyli się w grzechach, nałogach i mają wstręt do samych siebie... Przypomina mi ten tekst zagadnienie poruszane niedawno na lekcjach - miłość do samego siebie. Mamy kochać samych siebie, bo Bóg nas kocha. Skoro Bóg uważa, że warto człowieka pokochać, to tym bardziej my powinniśmy samych siebie kochać. Inaczej gardzimy miłością Boga. A przecież cały świat to dla "Boga kropla rosy porannej"... Bóg nas kocha!!! I za to trzeba Go uwielbiać!

niedziela, 20 października 2013

Wytrwałość w modlitwie

Amalekici przybyli, aby walczyć z Izraelitami w Refidim. Mojżesz powiedział wtedy do Jozuego: Wybierz sobie mężów i wyruszysz z nimi na walkę z Amalekitami. Ja jutro stanę na szczycie góry z laską Boga w ręku. Jozue spełnił polecenie Mojżesza i wyruszył do walki z Amalekitami. Mojżesz, Aaron i Chur wyszli na szczyt góry. Jak długo Mojżesz trzymał ręce podniesione do góry, Izrael miał przewagę. Gdy zaś ręce opuszczał, miał przewagę Amalekita. Gdy ręce Mojżesza zdrętwiały, wzięli kamień i położyli pod niego, i usiadł na nim. Aaron zaś i Chur podparli jego ręce, jeden z tej, a drugi z tamtej strony. W ten sposób aż do zachodu słońca były ręce jego stale wzniesione wysoko. I tak zdołał Jozue pokonać Amalekitów i ich lud ostrzem miecza.
(Wj 17,8-13)

Jeżeli będę polegać tylko na własnych siłach, odniosę porażkę. Wiedział o tym Mojżesz. Wiedział, że Amalekici to trudny przeciwnik, ale wiedział też, jak sobie z nim poradzić. Właściwie to walka Izraelitów z Amalekitami przypomina radę Ignacego Loyoli: "Módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga, a pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie". Mojżesz nie powiedział: Siedźcie sobie spokojnie, ja wszystko załatwię modlitwą. Nie wysłał też Jozuego na bitwę, aby się jej przyglądać. Mojżesz nakazał działanie, a sam zaczął pełną wysiłku modlitwę.

Nie bardzo wiedziałam, co napisać o dzisiejszym czytaniu... Nie przemawiało do mnie. Aż do dzisiejszego wieczora. Planuję z moją grupą oazową kolejne rekolekcje wyjazdowe. Trzeba zarezerwować termin w domu rekolekcyjnym. Zawsze załatwiał to nasz proboszcz. Poprosiłam go dzisiaj o to, nie robił problemów... a wieczorem napisał smsa z numerem telefonu i radą "załatwiaj sama". Zdenerwowałam się, zrobiło mi się przykro... Ale potem przyszła refleksja: znowu chcę robić wszystko swoimi siłami... nie wiem, dlaczego ksiądz nie chce pomóc, zrzuca wszystko na mnie... Przyszło mi jednak do głowy, że może jest w tym głębszy sens... Może te nasze rekolekcje przynoszą dobre owoce, i diabeł chce przeszkodzić. Może chce, żebym się poddała, bo tyle przeciwności... Jak Mojżesz i Jozue zobaczyli potęgę Amalekitów, też pewnie sobie pomyśleli, że może nie warto ryzykować, że może lepiej się poddać? Ta historia przypomina mi, że w trudnościach jest jedna droga, która nie zawodzi - modlitwa. Zamiast się wściekać, że wszystko na mojej głowie, powinnam przypomnieć sobie, żeby prosić Boga o siły. Modlić się o powodzenie naszych planów, a jednocześnie włożyć tyle sił, ile mam.

I muzyczny akcent na koniec:

niedziela, 13 października 2013

Co ma wspólnego Syryjczyk Naaman... z Różańcem?

Wódz Syryjski Naaman, który był trędowaty, zanurzył się siedem razy w Jordanie, według słowa męża Bożego, a ciało jego na powrót stało się jak ciało małego dziecka i został oczyszczony. Wtedy wrócił do męża Bożego z całym orszakiem, wszedł i stanął przed nim, mówiąc: Oto przekonałem się, że na całej ziemi nie ma Boga poza Izraelem! A teraz zechciej przyjąć dar wdzięczności od twego sługi! On zaś odpowiedział: Na życie Pana, przed którego obliczem stoję - nie wezmę! Tamten nalegał na niego, aby przyjął, lecz on odmówił. Wtedy Naaman rzekł: Jeśli już nie chcesz, to niechże dadzą twemu słudze tyle ziemi, ile para mułów unieść może, ponieważ odtąd twój sługa nie będzie składał ofiary całopalnej ani ofiary krwawej innym bogom, jak tylko Panu.
(2 Krl 5,14-17)

Kiedyś już o Naamanie pisałam. To trędowaty, który przybył do proroka Elizeusza, aby ten go uzdrowił. Niechętnie odniósł się do polecenia proroka - "obmyj się siedem razy w Jordanie". "Tylko tyle?" - zdaje się mówić Naaman. Pewnie oczekiwał jakiś niezwykłych obrzędów, zaklęć...

Bóg nie domaga się od nas "duchowych akrobacji", wręcz przeciwnie, ceni prostotę - w modlitwie, w liturgii... Nie trzeba wprowadzać żadnych udziwnień, dodatków... W ten sam sposób można rozumieć Różaniec. Akurat mamy październik, nabożeństwo różańcowe. Wstyd się przyznać, ale ja mam z Różańcem ogromne kłopoty... Z jednej strony wiem, że jest to niezwykła i cudowna modlitwa, a z drugiej strony, mam ochotę powiedzieć jak Naaman: Tylko tyle? Takie powtarzanie "zdrowasiek"? To zbyt proste dla mnie, wykształconego teologa... Ja już jestem na wyższym poziomie, chcę się modlić bardziej "ambitnie"... 

Bzdura! Takie myślenie to najzwyklejsza pycha! Niełatwo dostrzec, że Różaniec to coś więcej, niż powtarzanie formułek. Trzeba iść wgłąb, zanurzyć się w tej modlitwie jak Naaman w Jordanie. A przede wszystkim, trzeba to robić z wiarą. Wtedy można doświadczyć cudu - jak Naaman.

sobota, 5 października 2013

Bardzo współczesny prorok - Habakuk

Postanawiam wrócić do zaniedbanych przeze mnie rozważań Słowa Bożego. Ponieważ lubię porządkować, planować, systematyzować - będę się starała pisać moje przemyślenia dot. niedzielnego pierwszego czytania. Jutro 27 nd zwykła, rok C:

"Jak długo, Panie, będę Ciebie błagał,
a Ty nie wysłuchujesz?
Będę głośno wołał: krzywda mi się dzieje! - 
a Ty nie ratujesz?
Dlaczego mam patrzeć na krzywdę, 
dlaczego muszę doznawać ucisku?
Gdziekolwiek spojrzę - widzę gwałt i przemoc,
muszę doświadczać zawiści i sporów. (...)
Pan odpowiedział takimi słowami:
Zapisz widzenie, wyryj na tablicach,
tak, aby każdy mógł łatwo je odczytać!
To widzenie dotyczy przyszłości
i wypełni się, bo nie jest złudzeniem.
Jeśli się spóźnia, oczekuj go,
gdyż niezawodnie nadejdzie i nie będzie zwlekać.
Patrz, oto dusza pyszałka nie upodoba go sobie,
a sprawiedliwy będzie żył dzięki swojej wierności."

[Ha 1,2-3; 2,2-4]   (za Biblią Paulistów)

Słowa proroka brzmią bardzo aktualnie. Habakuk żali się z powodu cierpień własnych i swojego ludu. My też widzimy krzywdę, przemoc, zawiść, spory... Współczesny świat jest pełen takich cierpień. Jeszcze bardziej uderzył mnie werset 1,4: "Także prawo stało się bezsilne, nikt nie liczy się ze sprawiedliwością. Uczciwego osacza bezbożny, wyroki sądu są niesprawiedliwe". Aż trudno uwierzyć, że te słowa wypowiedziano ponad 2500 lat temu! (Habakuk działał prawdopodobnie na przełomie VII i VI wieku przed Ch.). Wydaje mi się, że każdy człowiek może odczuwać podobne "pretensje" do Boga. Przede wszystkim niezrozumiała dla wielu jest obecność cierpienia, zwłaszcza niezawinionego. Bóg pozwala nam się żalić, pozwala pytać. Bóg nie pozostaje głuchy i obojętny na nasze wołanie, choć działa inaczej, niż byśmy chcieli. Odpowiednie jest tu ludowe przysłowie: "Pan Bóg nierychliwy, ale sprawiedliwy". Bóg nie zapomina o swoich obietnicach. Zapowiada, że Jego Słowa na pewno się wypełnią, ale niekoniecznie wtedy, kiedy chcemy. Cierpienie ma sens wtedy, kiedy patrzymy na nie z perspektywy Bożych obietnic - sprawiedliwy będzie żył dzięki swej wierności. Wierność, wiara - są potrzebne wtedy, kiedy nie rozumiemy tego, co nas spotyka. Patrząc oczyma wiary wiemy, że Bóg o nas nie zapomina, że spotka nas obiecana nagroda.

poniedziałek, 23 września 2013

Przypowieść o nieuczciwym rządcy - Łk 16,1-13

Wczorajsza Ewangelia:


Mówił tez do uczniów: "Był pewien bogaty człowiek. Miał on zarządcę, którego oskarżono, że trwoni jego majątek. Wezwał go więc i oświadczył mu: 'Cóż to słyszę o tobie? Rozlicz się ze swojego zarządzania, bo już nie będziesz mógł zarządzać'. Wtedy pomyślał sobie zarządca: 'Co zrobię, skoro mój pan pozbawia mnie zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co zrobię, żeby ludzie przyjęli mnie do swoich domów, gdy zostanę usunięty z zarządu'.  Przywołał dłużników swego pana, każdego z osobna i zapytał pierwszego: 'Ile jesteś winien mojemu panu?' Ten  odpowiedział : 'Sto beczek oliwy'.  Wtedy powiedział mu: 'Weź swoje zobowiązanie, usiądź i napisz szybko: pięćdziesiąt'. Potem zapytał drugiego: 'A ty ile jesteś winien?'  . Ten odpowiedział: 'Sto miar zboża'. Polecił mu: 'Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt'. Pan pochwalił nieuczciwego zarządce za jego rozsądek. Bo synowie tego świata są wśród podobnych sobie bardziej rozsądni niż synowie światłości. 
Mówię wam: Używajcie nieuczciwej mamony do zjednywania sobie przyjaciół, aby przyjęto was do wiecznych mieszkań, gdy się już ona skończy. Kto jest wierny w małej rzeczy, jest wierny i w wielkiej, a kto w małej rzeczy jest nieuczciwy, jest nieuczciwy i w wielkiej. Jeśli więc nie jesteście wierni w zarządzaniu nieuczciwą mamoną, kto wam powierzy prawdziwe dobro. I jeśli w cudzych sprawach nie jesteście wierni, kto wam powierzy wasze? Żaden sługa nie może służyć dwóm panom, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował, albo jednemu będzie oddany, a drugiego zlekceważy. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.    
Ewangelia wg Św.Łukasza, 16, 1-13

Zawsze miałam problem ze zrozumieniem tego fragmentu... Dlaczego nieuczciwość została pochwalona? Wczoraj w moim kościele parafialnym nie było proboszcza, zastępował go emerytowany dziekan naszego dekanatu. Bardzo lubię jego kazania, są krótkie, treściwe, i zawsze mocno oparte na Ewangelii z dnia. Dlatego ucieszyłam się, bo spodziewałam się dobrego komentarza do tej perykopy. I nie zawiodłam się.
Otóż pochwała nieuczciwego zarządcy nie jest pochwałą oszustwa, ale podziwem dla sprytu. Podobnie jak podczas oglądania filmu podziwiamy, jak np. przestępcy udało się uciec z miejsca zbrodni. Nie świadczy to przecież o tym, że pochwalamy zbrodnię! Ta przypowieść uświadamia nam, że bywamy sprytni, obrotni w sprawach ziemskich, doczesnych - "synowie tego świata". Rzadko jednak wykazujemy się taką zaradnością w sprawach duchowych... Kiedy dowiemy się o możliwości "ekstra" zarobku, chętnie wszystko rzucamy i tak organizujemy czas, żeby z tej okazji skorzystać. A kiedy jest możliwość udziału w "ekstra" nabożeństwach: czuwaniu, adoracji, konferencji... to znajdujemy milion wymówek, przecież niedzielna msza św. to już wystarczy...
Po drugie, ta przypowieść uczy właściwego stosunku do dóbr materialnych - mają nam służyć przede wszystkim do osiągania prawdziwego Dobra: "aby przyjęto nas do wiecznych mieszkań". Grzesznicy wykorzystują dobra do celów egoistycznych, my mamy się kierować dobrem nadprzyrodzonym.

Moje krótkie refleksje nie wyczerpują w pełni treści Ewangelii. Słowo Boże ma to do siebie, że czytamy je wielokrotnie, i za każdym razem możemy zobaczyć coś nowego... 

czwartek, 29 sierpnia 2013

Kolejny nowy rok szkolny...

...zaczynam  jutro. Pełna obaw i niepokoju... Czy nie porywam się z motyką na słońce? W te wakacje zapadło wiele brzemiennych w skutki decyzji: studia doktoranckie, wniosek o stwierdzenie stopnia niepełnosprawności, a nawet dalekosiężne plany przebudowy części mojego rodzinnego domu na mieszkanie dla mnie...Oprócz tego w tym roku kończę staż na nauczyciela mianowanego. Nie wiem, czy temu wszystkiemu podołam... Trzeba więc prosić Boga o siły i wytrwałość. To była jedna z intencji pielgrzymkowych.

W tym roku szkolnym będę miała dwie godziny w przedszkolu. Poprzednio uczyłam w takim malutkim, gdzie było kilkanaścioro dzieci, w dodatku od 3 do 6 lat, wymieszane. Nie było łatwo... W tym roku to przedszkole zostało tymczasowo zamknięte (uff...) ze względu na małą liczbę dzieci i planowany remont. Ja natomiast dostałam propozycję pracy w "naszym" przedszkolu - czyli sąsiadującym z moim gimnazjum. Propozycja spadła z nieba, ponieważ z powodu niżu demograficznego mamy mniej klas, a co za tym idzie, mniej godzin. Tu pojawił się problem, bo do tej pory ja miałam cały etat, a ksiądz 10/18. I dwóch godzin zabrakło... Przyjęcie godzin w przedszkolu rozwiązało sprawę - będą dla mnie "uzupełnieniem etatu", a ksiądz zachowa swoje "pół".
Nie przepadam za pracą w przedszkolu, dlatego nie jestem zachwycona. Cóż, trzeba brać, co dają :)

Nowy rok szkolny zawsze niesie ze sobą wiele niewiadomych. Dla mnie to już siódmy (!) rok pracy. Przez te kilka lat nabrałam pewności siebie, można powiedzieć, że "nauczyłam się uczyć", a jednak nadal powrót do szkoły we wrześniu to dla mnie duży stres...

Odwiedzających mojego bloga (choć nadal anonimowych, nad czym ubolewam) proszę o choć krótką modlitwę w mojej intencji. :)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Eschatologia dla laików


Eschatologia to jedna z najtrudniejszych (jak dla mnie) dziedzin teologii. Pismo św. mówi o "rzeczach ostatecznych" za pomocą symboli, porównań, obrazów. Niełatwo więc mówić o tym, co i tak do końca zostanie tajemnicą: śmierć, sąd, niebo albo piekło. Hołownia w rozmowie z ks. Strzelczykiem  podejmuje próbę opisania tych spraw. Korzystają przy tym ze współczesnego języka, porównań bliskich człowiekowi żyjącemu w XXI wieku. Mimo wszystko, nie da się odpowiedzieć na wszystkie pytania, w pewnym momencie stajemy przed tajemnicą, do której potrzebna jest wiara.


Książka budzi pewien niepokój - do nieba nie jest tak łatwo się dostać… Skłania do refleksji nad swoim życiem, nad konsekwencjami swoich wyborów… Trzeba patrzeć na swoje życie w kontekście nieba.

piątek, 16 sierpnia 2013

I po pielgrzymce...

Wczoraj wróciłam z pielgrzymki rowerowej. Choć pierwszy raz, to odważnie zdecydowałam, że jadę w obie strony: od Józefa (kaliskiego) do Maryi i od Maryi do Józefa. Wysiłek był bardzo duży, zwłaszcza powrót dał mi w kość... Jednak jestem zadowolona i zastanawiam się nad pojechaniem w przyszłym roku. Zależy to od wielu czynników...
Najbardziej na pielgrzymce uderzyła mnie życzliwość braci i sióstr, taka bezinteresowna, np.: pomóc z rowerem? przynieść siostrze zupę? przyniosę wam wodę, bo tam jest przy samochodzie... Niby drobiazgi, a jednak bardzo miłe. Poza tym bardzo podobał mi się sposób wchodzenia do sanktuarium. Bardzo spokojnie, grupa po grupie, rowerowa na końcu. Nikt się nie spieszy, nikt się nie przepycha, każda grupa spokojnie czeka na swój (choć krótki) czas w Kaplicy Cudownego Obrazu.
Wszystko to było dla mnie nowe, ponieważ na żadnej pielgrzymce nigdy nie byłam, więc moje wrażenia są przeżyciami "nowicjusza".
Nie wiem jeszcze, jakie owoce przyniesie ta pielgrzymka, wydaje mi się, że duchowo przeżyłam ją dość powierzchownie... może dlatego, że skupiłam się na wysiłku, jaki wkładałam w drogę na Jasną Górę. A może właśnie ten wysiłek, bez uniesień i "cukierków" duchowych, jest cenny w oczach Boga?