środa, 13 marca 2013

Papież Franciszek

Konklawe się zakończyło, zanim się na dobre rozpoczęło :) Oglądam sobie spokojnie jakiśtam serial, a ty nagle... biały dym! I to niecierpliwe oczekiwanie, zanim wreszcie papież ukaże się na balkonie... Jaki będzie? Kto nim będzie? I jakie przyjmie imię?
Moje przeczucia były słuszne -wybrano kard. Bergoglio z Argentyny - czyli"trafiłam" z Ameryką Południową. Natomiast zastanowiło mnie imię -Franciszek. Papieża Franciszka jeszcze nie było. Oczywiście, od razu nasuwa się skojarzenie ze św. Franciszkiem z Asyżu. Ja sobie pomyślałam, że skoro św. Franciszek pojawił się w czasie, kiedy Kościół przeżywał kryzys związany z gromadzeniem bogactw, wystawnym życiem, wtedy zaczął głosić powrót do ewangelicznej wartości ubóstwa. Może nowy papież będzie chciał zmienić "materialne"oblicze Kościoła? Poza tym, bardzo uderzyły mnie jego pierwsze słowa - prośba o modlitwę... Skłoniły mnie one do refleksji: czy ja modlę się za innych? Nie tylko za tych, na których mi zależy, ale i za tych, którzy emocjonalnie są mi obojętni, a o tę modlitwę prosili? No i jeszcze jedno -czy umiem prosić, żeby i za mnie się modlić?

wtorek, 12 marca 2013

Konklawe

Dawno nic nie pisałam, ale to jeszcze nie znaczy, że nic się nie dzieje. Może nawet dzieje się zbyt dużo, i nie mam czasu zebrać moich myśli i napisać jakąś notkę.

Dziś rozpoczyna się konklawe. Wiadomość o rezygnacji Benedykta XVI była dla mnie zaskoczeniem, ale jakoś szybko pogodziłam się z nową sytuacją. Ja raczej patrzę w przyszłość - jaki będzie nowy papież? Kościół jest w tej chwili w dość trudnej sytuacji: Europa staje się coraz bardziej zliberalizowana i zsekularyzowana, mnożą się (słuszne lub nie) ataki na Kościół, kapłanów, a przede wszystkim moralność chrześcijańską. Potrzebny jest silny papież, który dobrze orientuje się w problemach rozwijającego się świata.
Pozostaje prosić Ducha Świętego, aby kardynałowie potrafili odczytać wolę Bożą.

Oremus :)

wtorek, 6 listopada 2012

Zrobiłam :)

Pochwalę się nowym dziełem - chusta szydełkowa. Tym razem jestem zadowolona z efektu, wszystko wyszło tak, jak chciałam. Teraz czekam na zamówione nici, bo będę robić firankę.

Świetny sposób na odprężenie po pracy. Można jednocześnie słuchać muzyki, oglądać film, albo nawet grać w jakieś klocki na komputerze :)


niedziela, 4 listopada 2012

"Odświeżone" hobby

Dawno się nie odzywałam, chyba nie bardzo mam o czym pisać :) Dlatego dzisiaj będzie (znowu) o tym, co robię w wolnym czasie. Pisałam już o czytaniu książek, jeździe rowerem, chwaliłam się haftem krzyżykowym. Właściwie to lubię niemal wszystko, co można określić mianem "rękodzieła". Jakiś czas temu naszło mnie na robienie "kwiatków" techniką origami modułowego, tzw. kusudamy (takie kuliste "cosie") :)
A niedawno "przypomniałam sobie", że przecież umiem robić na szydełku! Ponieważ szydełkowych serwetek mam pełną szufladę, postanowiłam zabrać się za "ambitniejszy" projekt. I tak powstało szydełkowe ponczo, którego wykonanie zajęło mi dwa tygodnie. Teraz pracuję nad chustą, a w planach... firanka :) W międzyczasie - jesienny listek. Efekty pracy - poniżej.

P.S. Ciekawe, kiedy mi przejdzie...



piątek, 14 września 2012

Znalezienie Jezusa w świątyni

Znalezienie dwunastoletniego Jezusa w świątyni - 5. tajemnica radosna. Rozważając tę tajemnicę najczęściej skupiamy się na słowach Jezusa - o byciu w tym, co należy do Jego Ojca. Mnie ostatnio uderzyło coś zupełnie innego. Przecież, żeby znaleźć Jezusa, trzeba Go było najpierw zgubić. Przytrafiło się to Jego rodzicom, którzy wracali z Jerozolimy po przeżyciu uroczystego święta. Można się domyślać, że pielgrzymi byli jeszcze w podniosłym, świątecznym nastroju, w ich uszach brzmiały jeszcze paschalne hymny i psalmy, być może w sercach rozważali wielkie tajemnice wiary, wielbili Boga... I w tym świątecznym nastroju zgubili Jezusa...
Moja refleksja - czy nie zdarza mi się zgubić Jezusa nawet w świątecznym i podniosłym nastroju? Przyszły mi na myśl rekolekcje wyjazdowe dla mojej wspólnoty. Czy w natłoku obowiązków, dopilnowania wszystkiego, ułożenia programu tak, żeby był atrakcyjny dla uczestników, nie gubię gdzieś po drodze Jezusa? Wydaje mi się, że schodzi On w moich przeżyciach na dalszy plan, gubi się gdzieś w mojej pobożności, w moim świętowaniu. Wiem, że brzmi to paradoksalnie. Jednak jestem przekonana, że można zgubić Jezusa nawet w pobożności, w modlitwie, w uroczystości. Jeśli coś innego absorbuje moją uwagę i aktywność, to nawet modlitwa, adoracja Najśw. Sakramentu może odbywać się "bez Jezusa". Gdzieś Go gubię...
Podobnie było kilka dni temu, kiedy w mojej parafii odbywała się wizytacja biskupa i bierzmowanie. Szczerze mówiąc, ani podczas przygotowań, ani w czasie bierzmowania, nie miałam czasu ani sił skupić się na modlitwie. Bo trzeba dopilnować czytających, niosących dary, ustawić ich we właściwym porządku...
Często dostrzegam, że mimo specyfiki mojej pracy i działalności w parafii, gubię gdzieś po drodze sens i cel: Chrystusa. Na szczęście, Duch Święty czuwa i daje mi takie sygnały, abym wiedziała, KTO jest w tym wszystkim najważniejszy.

piątek, 24 sierpnia 2012

Wspomnienia z wakacji

Zakochałam się w Mazurach. Ot tak, po prostu. W tym roku byłam tam drugi raz, i tegoroczny wyjazd był cudowny. Spędziłam go całkowicie zgodnie z moimi upodobaniami: rower, kajak, książka... Udało się tak dlatego, że pojechaliśmy w większym gronie, czyli rodzice i brat, wujostwo oraz mój dobry kolega. I właśnie dzięki temu ostatniemu udało mi się zrealizować moje wakacyjne plany. Ja preferuję aktywny wypoczynek, uwielbiam pojeździć sobie na rowerze, popływać, albo poczytać na słoneczku. Z kolei mój brat woli wyjazdy samochodowe do różnych miejsc i zwiedzanie, oraz pizzerie, restauracje itp. Dlatego też, w ubiegłym roku musiałam bardziej dopasować się do tego sposobu spędzania czasu. W tym roku natomiast wpadłam na genialny (jak się okazało) pomysł, aby zabrać na wakacje przyjaciela. On też lubi rowery, kajaki... dzięki temu mogłam spędzać czas w ulubiony sposób, a moi bliscy nie martwili się, że jeżdżę sama rowerem po nieznanym lesie. Na wyprawach rowerowych byliśmy trzy razy, raz na dłuższej wyprawie kajakowej rzeką Sapiną, oprócz tego podjęliśmy się robienia zakupów, i kilka razy, wstając o 7.00 rano, jechaliśmy na rowerach do oddalonych o 5 km Kruklanek po świeży chleb na śniadanie. Innym razem pojechaliśmy rowerami do Węgorzewa (reszta rodzinki pojechała samochodem)m bo odbywał się tam folklorystyczny jarmark. I jeszcze jedna ciekawostka: w Kruklankach, na słupie od linii energetycznych, zobaczyłam ciekawy znak - żółtą muszlę na niebieskim tle. Jest to oznakowanie Szlaku Jakuba, czyli Camino de Santiago de Compostela :) Okazuje się, że te średniowieczne szlaki są na nowo odkrywane i  oznaczane.
Tegoroczne wakacje zaliczam więc do bardzo udanych!
Na kajaku

widok na jezioro Gołdopiwo podczas wyprawy rowerowej

Oznaczenie Camino de Santiago

Jarmark w Węgorzewie - ręcznie malowane naczynia

wtorek, 21 sierpnia 2012

Ewangelią jak obuchem po głowie

Sporo jest prawdy w tym, co pisał Brandsteatter w "Kręgu biblijnym", że można czytać jakiś fragment Biblii wielokrotnie, i właściwie nic w nim nie znaleźć, aż tu nagle...
Spotkało mnie to całkiem niedawno. Ileż to razy czytałam fragmenty o ukazywaniu się zmartwychwstałego Jezusa uczniom. Wydawałoby się, że nic już mnie nie zaskoczy. Jak bardzo się myliłam...

"Jedenastu zaś uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus podszedł do nich i przemówił tymi słowami: «Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata»". [Mt 28,16-20]

Co mnie tak poraziło? Jedno zdanie, którego przy mniej uważnym czytaniu można nawet nie zauważyć: "Niektórzy jednak wątpili". Jak to wątpili? Przecież ukazał im się Jezus, zgromadzeni uczniowie oddali Mu pokłon. Chyba bardziej przekonującego dowodu na Zmartwychwstanie już nie można przedstawić. A jednak... Serce zamknięte na Boga odrzuca wszelkie argumenty, nawet najbardziej oczywiste. Tak się zaczęłam zastanawiać, co pomyśleli sobie ci, którzy nawet na widok Jezusa wątpili. Że to oszustwo? Że to nie Jezus, tylko ktoś podobny? Jak bardzo musieli być zamknięci na prawdę, zatwardziali w swoich przekonaniach, że mieli wątpliwości nawet w tak bezpośrednim spotkaniu?
Jeśli ktoś nie chce przyjąć Prawdy, to nic go nie przekona. Jezus też mówił, że niektórych ludzi nie przekonają nawet umarli wstający z grobów (patrz --> przypowieść o bogaczu i Łazarzu). Ten tekst sprowokował mnie do wdzięczności Bogu za łaskę wiary. Nie wiem, czy to powód do dumy i chwalenia się, ale ja jakoś nigdy nie miałam wątpliwości w wierze. Zastanawiam się, o czym to świadczy :) Czy jestem tak naiwna? Chyba nie, bo poszukuję odpowiedzi, wyjaśnień na to, czego nie rozumiem. Ale nawet niezrozumienie nie staje się dla mnie powodem do wątpienia. To pewnie łaska Boga, że moja wiara jest taka, hmmm, jak to wyrazić, niewzruszona? Nie wiem, czy mogę określić ją jako silną czy głęboką, ale na pewno mocno się jej trzymam, i jeszcze nie spotkało mnie nic, co mogłoby tę moją wiarę jakoś naruszyć. Chyba ma jakieś mocne fundamenty :)

poniedziałek, 23 lipca 2012

Odpoczynek

A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco.(Mk 6,31)

Fragment z wczorajszej Ewangelii. Bardzo ważny. Bo wypoczynek jest konieczny do efektywności naszej pracy. Mi osobiście ta Ewangelia przypomniała, że w sobotę wyjeżdżam na Mazury :) 

Wypoczynek jest potrzebny, nawet najbardziej zapalonym głosicielom Ewangelii, jakimi niewątpliwie byli Apostołowie. Tym bardziej potrzebuje go katecheta czy jakikolwiek nauczyciel. Dlatego nie mam żadnych wyrzutów sumienia, że zrezygnowałam ze spotkań oazy w lipcu. Potrzebujemy tej przerwy, żeby wrócić z nową energią w sierpniu. 
A tymczasem ja wypoczywam. Mam czas, żeby poczytać, żeby sobie posiedzieć na słoneczku albo wybrać się gdzieś rowerem. Najlepszy jednak wypoczynek to kontakt z przyrodą. Natura jest "książką, którą Bóg napisał dla nas". Dlatego już się nie mogę doczekać wyjazdu na Mazury, gdzie jest przepiękne otoczenie, gdzie rzeczywiście aż chce się spotykać z Bogiem w pięknie natury, gdzie każdy widok powoduje zachwyt nad mądrością i hojnością Stwórcy...

piątek, 15 czerwca 2012

Błogosławieństwo

Na tegorocznej Lednicy o. Góra zwrócił uwagę na piękny gest - błogosławieństwo. Podkreślił, że nie jest to gest zarezerwowany wyłącznie dla kapłanów. Podczas czuwania na Lednicy mieliśmy pobłogosławić się nawzajem, czyniąc sobie na czole znak krzyża.
Już kiedyś zastanawiałam się, czy nie zaproponować tego osobom z mojej grupy. Powstrzymywały mnie dwie rzeczy: 1) czy to nie będzie nadużycie, czy wolno mi wykonywać taki gest, czy to nie jakaś samowolka (już wiem, że nie); 2) jak zareaguje moja młodzież na taką propozycję.
Lednica tegoroczna ułatwiła mi trochę zadanie. Moja młodzież mogła już oswoić się z tym  gestem i przekonać się, że to nie żaden mój wymysł. Kilka dni temu wrzuciłam na facebooka film z Lednicy prosząc, aby oazowicze wysłuchali fragmentu nauki o. Góry, dotyczącego błogosławieństwa. Jedna z dziewczyn, Daria, domyśliła się, o co mi chodzi i już w szkole powiedziała, że to dobry pomysł, i że będzie mnie wspierać. Dzisiaj poruszyłam ten temat. I odzew moich dzieciaków jak zwykle pozytywnie mnie zaskoczył. Odnieśli się bardzo pozytywnie do tej propozycji, a nawet zdziwiły ich moje przypuszczenia, że mogą nie mieć odwagi. Pierwszoklasistki nawet mi zapowiedziały, że nie będą się wstydziły podejść do mnie w szkole i zrobić mi krzyżyk na czole.
Jak zwykle - moja młodzież nie zawodzi. :)

środa, 23 maja 2012

Syn marnotrawny

Jak wiele treści można odkryć w tym "oklepanym" już fragmencie... Ostatnio wykorzystuję go na lekcji w III kl. gimnazjum, przy temacie: "Błogosławieni, którzy się smucą". Czy można być szczęśliwym, jednocześnie będąc smutnym? Jak to było z synem marnotrawnym... Smutek, cierpienie skłoniły go do refleksji nad swoim życiem. Podjął decyzję: "Zabiorę się i pójdę do ojca". Jak powiedział, tak zrobił, a po powrocie spotkało go szczęście, jakiego się nie spodziewał.
Czy jego cierpienie było karą? Nie, Bóg się na nim nie mścił.To była jego decyzja, że odejdzie i będzie chciał żyć po swojemu. Sam się wpakował między te świnie... Dlaczego się wpakował? Bo uznał, że ma lepszy pomysł na życie, niż proponował mu ojciec. Nie wyszło...
Jak często ja twierdzę, że chcę żyć po swojemu, że nie odpowiada mi propozycja, jaką daje Bóg? Taka decyzja może mnie doprowadzić tylko w jedno miejsce - do chlewa. Czy naprawdę chcę zrobić chlew ze swojego życia? A może muszę na własnej skórze doświadczyć tego chlewa, żeby się przekonać, co straciłam? Mogę wybrać to, co proponuje mi Bóg: pracę w polu (jak starszy syn), ale i ucztę, piękne szaty, radość; ale mogę wybrać krótkotrwałą przyjemność, która skończy się w chlewie.
Bóg pozostawił ten wybór nam samym.

Na zakończenie - animowane streszczenie przypowieści: